Można powiedzieć, że zaskoczenia nie było i wszystkie kandydatury członków Kolegium IPN zaproponowane przez PiS zostały zaakceptowane przez Sejm. Jak ocenia Pan ten wybór?
– Oczywiście, jest to formalne prawo zwycięzcy – partii rządzącej, która wygrała wybory parlamentarne. Prawo i Sprawiedliwość ma większość w Sejmie i takich wyborów może dokonywać samodzielnie, i z tego przywileju korzysta. Żadnego zaskoczenia zatem nie było, ale wydaje mi się, że niewątpliwie ładnym gestem byłoby, gdyby przynajmniej jedno miejsce w Kolegium IPN zostało oddane ludziom nieco inaczej myślącym – choć idącym w tę samą stronę – np. przedstawicielom ruchu narodowego domagającym się większej otwartości. Skoro jednak tak się nie stało, to można nad tym jedynie ubolewać.
Kogo konkretnie ma Pan na myśli?
– Przede wszystkim mam na myśli dr. Wojciecha Muszyńskiego, kandydata Kukiz’15 i PSL, historyka, pracownika Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie, autora wielu książek o podziemiu niepodległościowym i elitach II RP, członka Rady Historycznej przy Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Jeśli był on zgłoszony wcześniej i ma odpowiednie ku temu uprawnienia, to sądzę, że byłoby stosowne docenić, że istnieje inna orientacja, że jest jej przedstawiciel, w dodatku z odpowiednim dorobkiem naukowym, i co również istotne, człowiek z piękną postawą. Ale tak jak powiedziałem wcześniej – zwycięzca ma prawo wszystko urządzać po swojemu. Takie jest prawo demokracji i z formalnego punktu widzenia wszystko jest w porządku, ale wizerunkowo nie wygląda to dobrze, zwłaszcza jeśli były wcześniejsze uzgodnienia, które powinny być poszanowane.
W przegranym polu zostali: Ludwik Dorn (kandydat PO), prof. Andrzej Friszke (kandydat PO), Bogdan Lis (kandydat PO), wspomniany dr Wojciech Muszyński (kandydat Kukiz'15 i PSL) i Henryk Wujec (kandydat Nowoczesnej i PSL)…
– Jeśli chodzi o czterech kandydatów, których nazwiska pan przedstawił – oczywiście poza dr Wojciechem Muszyńskim, to uważam, że dobrze się stało, iż zostali oni utrąceni, bo Kolegium IPN to nie jest miejsce odpowiednie dla nich. Po pierwsze, znamy ich wszyscy od dawna i ludzie ci pokazali, co potrafią, na co ich stać. Henryk Wujec, owszem, ma jakieś zasługi z czasów tzw. opozycji, natomiast w Kolegium IPN byłby rzecznikiem strony, która bardzo mocno naciągała naszą polską historię czy wręcz ją kaleczyła. Jest tu chociażby kwestia stosunków polsko-żydowskich, sprawa podziemia niepodległościowego – czyli Żołnierzy Wyklętych. Tak czy inaczej o tych odrzuconych kandydatach można powiedzieć, że to nie jest ich miejsce i czas. Również Bogdan Lis, oczywiście, jest przedstawicielem Ruchu Społecznego „Solidarność”, ale dzisiaj jest to już czysta historia, a tamta epoka się skończyła. Nie wiem, jakie role miałyby spełniać w Kolegium IPN osoby, które wcześniej nie stanęły na wysokości zadania, rozminęły się z oczekiwaniami opinii publicznej i dzisiaj w pełni zasługują na takie, a nie inne krytyczne oceny. Teraz jest czas na nowych ludzi, jak wspomniany wcześniej przeze mnie dr Wojciech Muszyński, i takich osób należy szukać. Pytanie tylko, czy muszą to być sympatycy czy też członkowie partii rządzącej. Chociaż efekt jest ten sam, bo chodzi o różnicę w podejściu do pewnych kwestii, ale z pewnością nie są to ludzie typu prof. Andrzej Friszke czy Henryk Wujec. Owszem, jest potrzebna zmiana, ale zmiana nie tylko ilościowa, ale jakościowa.
Zgodnie z nowelizacją ustawy o IPN skrócona zostanie kadencja obecnej Rady IPN, a jej miejsce zajmie Kolegium IPN. Jaka jest rola, zwłaszcza dzisiaj, dla tego nowego gremium?
– To jest przede wszystkim wyznaczenie w ramach obowiązującej ustawy o IPN nowych celów i to się z pewnością stanie. Pewne kwestie są całkowicie zaniedbane i trzeba je przywołać na nowo i postawić na porządku dziennym, żeby je zbadać. Są też sprawy, które dotąd były zaniedbane z przyczyn nie tylko prawnych czy braku fachowców, ale przede wszystkim z powodów ideowych i to powinno się zmienić, a sprawy te – ważne – na nowo odnaleźć swoje miejsce. To jest Instytut Pamięci Narodowej, a nie pamięci subiektywnej.
Kolegium IPN będzie zgłaszać kandydata na prezesa Instytutu spoza swego grona. Jakie zadania stoją przed nowym prezesem IPN?
– Owszem, członkowie Kolegium IPN nie mogą kandydować na stanowisko prezesa IPN. Tak czy inaczej Instytut pod kierownictwem nowego prezesa musi zostać postawiony na nogi, bo tak jak wspomniałem wcześniej, szereg spraw niestety zostało zaniedbanych. Do tej pory było tak, że grupa, która miała przewagę, wyznaczała swoje cele w ramach obowiązującej ustawy o IPN, stąd jedne sprawy były spychane na margines, a inne tematy były nadmiernie eksploatowane. Teraz trzeba będzie znaleźć równowagę, złoty środek. I do tego są właśnie potrzebne nowe osoby w tym Kolegium, które będą wykazywały zrozumienie nie tylko jeśli chodzi o wąski, partyjny interes, ale szerzej, bo jest to Instytut Pamięci Narodowej, a nie partyjnej. Zatem liczymy na to, że cały zasób, a więc wszystko to, co wchodzi w zakres dziejów Narodu Polskiego na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, teraz zostanie powiększone, a rzeczom ważnym nadane zostanie właściwe znaczenie. IPN zakresem swoich badań powinien wybiegać daleko przed II wojnę światową i takie działania tematyczne z całą pewnością należy podjąć. Prace do wykonania są ogromne.
Konkretnie jakie…?
– Zadaniem IPN powinno być zbadanie konspiracji komunistycznej w II RP, badania muszą też dotyczyć ofiar, jakie Polska ponosiła na skutek zamachów terrorystycznych, morderstw popełnianych przez jawne i tajne służby komunistyczne w Polsce, które później, po 1944 r., dostały od Stalina we władanie nasz kraj jako prezent. Ponadto wciąż nie mamy w pełni ujawnionych danych osobowych funkcjonariuszy Komunistycznej Partii Polski, Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi, a przecież z tamtych środowisk wywodzi się duża część tzw. elit czy bardziej pseudoelit III RP. To są dzieci bądź wnuki tamtych ludzi i opinia publiczna ma prawo poznać prawdę, nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek. Oczywiście, później przy wyborach, kierując się różnymi kryteriami, możemy wybierać osoby z takich czy innych kręgów, ale pod warunkiem, że znamy przeszłość, żeby później nie było wymówek, że nie wiedzieliśmy. Dlatego ta wiedza jest nam potrzebna. Do zbadania jest cały zakres struktur wojskowej bezpieki Głównego Zarządu Informacji, zwanego potocznie Informacją Wojskową, która mogła dosłownie wszystko, ponadto zbadać należy Prokuraturę Wojskową czy wreszcie Sądownictwo Wojskowe tamtego okresu. Cała ta historia aparatu represji komunistycznego państwa, która powinna być zbadana już 20 lat temu, a niestety nie została, teraz musi zostać wzięta na tapetę i dogłębnie prześwietlona. Wszystkie skrywane przez lata zakamarki Polski Ludowej, a zwłaszcza zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu, muszą zostać zbadane. To jest nasza powinność, nasz obowiązek.
Czy to oznacza, że należy rozpocząć od podstaw…?
– Może nie tyle od podstaw, ale z całą pewnością konieczne jest przekierunkowanie szeregu spraw na właściwe tory. Dotyczy to także tych spraw, które wydają się być zbadane w tamtym okresie, ale teraz na nowo muszą być podjęte. Nie wyobrażam sobie, żeby można było zostawić i udawać, że się nic nie dzieje np. ze sprawą Jedwabnego, gdzie sprawstwo można było tak łatwo przypisać Polakom, czy śledztw dotyczących zapomnianych, a przynajmniej przemilczanych zbrodni na Polakach przez sowieckich „partyzantów” narodowości żydowskiej w Nalibokach czy Koniuchach, które zostały przysypane niepamięcią. I cóż z tego, że śledztwo jest otwarte, że raz w roku ukazywał się komunikat, że jakieś tam czynności zostały wykonane, skoro tak naprawdę nie robiono w tej sprawie kompletnie nic? Porównując nakłady sił i środków, jakie kierowano na sprawę Jedwabnego – żeby ją nie wyjaśnić, ale zagmatwać, to teraz odpowiednie środki powinny pójść na rzetelne wyjaśnienie tej sprawy od początku do końca. Mamy też 70. rocznicę tego, co jest nazywane pogromem kieleckim, gdzie jest więcej niejasności niż rzeczy oczywistych, przez nikogo niekwestionowanych. Myślę, że jest to również zadanie dla IPN, aby odważnie, przy podniesionej kurtynie oraz przy udziale kompetentnych ludzi, fachowców, którzy się na tym znają, rzetelnie zbadać sprawę. Wszystko po to, żeby zwyciężyła prawda, a ideologia i polityka nie decydowały dłużej o naszej historii. Faktów się nie da zmienić, ale przede wszystkim trzeba je znać.

