Panie Pośle, czy unijni biurokraci mają pomysł, w jakim kierunku powinna zmierzać Unia Europejska po Brexicie, aby przetrwać?
– Grupa biurokratów, którzy są ulokowani zwłaszcza w Komisji Europejskiej, ale również Radzie Europejskiej czy Parlamencie Europejskim, a więc we wszystkich unijnych instytucjach różnych szczebli, którzy dotąd karmili się swoją wielkością, nieomylnością i własnymi koncepcjami i nie bardzo zwracali uwagę na to, co się dzieje w poszczególnych krajach członkowskich, jest dziś przerażona. Dla nich wynik referendum w Wielkiej Brytanii jest bez wątpienia wielkim zaskoczeniem i sądzę, że mimo buńczucznych zapowiedzi i cytowania na każdym kroku art. 50 traktatu o Unii Europejskiej unijni biurokraci nie mają pomysłu, jak ma wyglądać samo opuszczenie przez Wielką Brytanię struktur UE, nie mówiąc już, co potem. Proszę zwrócić uwagę, że nie został nawet sformułowany szczegółowy scenariusz działań na najbliższe miesiące, tymczasem mówi się, że proces wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE może potrwać nawet dwa lata. Za kulisami z jednej strony trwają gorączkowe próby zbudowania różnych scenariuszy, których wciąż brak.
Widać unijni dygnitarze nie odrobili lekcji, skoro presją próbują wymóc na Wielkiej Brytanii jak najszybsze opuszczenie UE, a jednocześnie przez zastraszanie wymóc posłuszeństwo na innych krajach, które chciałyby pójść w ślady Brytyjczyków?
– Retoryka idzie w kierunku przestraszenia Brytyjczyków, że opuszczając UE, zamykają się na Wyspach, że zostaną odcięci od świata, a ich pozycja będzie mniej więcej taka jak Albanii 20, 30 lat temu. Tyle że prawda jest zupełnie inna. Obserwujemy też próby ustawiania na baczność poszczególnych krajów członkowskich, co ma je odstraszyć od pójścia w ślady Brytyjczyków i ewentualnego referendum w sprawie wyjścia z UE.
Polska opowiada się za zmianą traktatu unijnego, ale kanclerz Merkel i wtórujący jej duet: Juncker – Tusk wykluczają taką możliwość. Czy bez rewizji dotychczasowej polityki, w tym również zmian w traktacie o UE, planowanie przyszłości Unii ma sens?
– UE była budowana głównie z myślą o ułatwieniu wymiany handlowej między poszczególnymi krajami, bez granic, bez ceł, bez określonych przepisów regulacyjnych czy norm różnych w poszczególnych krajach itp. Niestety wszystko wymknęło się spod kontroli, zaczęła dominować polityka i to na miarę dyktatury. Pojawili się liderzy, co dobrze znamy z historii, którzy, jak zwykle, wiedzą lepiej i zaczęli dyktować warunki. A już nie do pomyślenia było zachowanie pozycji państw narodowych. Wątpię, czy teraz obejdzie się bez zmian w traktacie. Przecież niezbędne będzie ustawienie wielu kwestii od nowa, co więcej, konieczne będzie wyeliminowanie słabości, które leżą u podłoża Brexitu.
Co było tą praprzyczyną decyzji Brytyjczyków?
– Tych przyczyn jest wiele, ale uważam, że jedną z podstawowych jest arogancja urzędników Komisji Europejskiej, którzy – przypomnę – nie mają żadnej legitymacji demokratycznej, aby pouczać poszczególne państwa. Słowo „demokracja” jest odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki w PE, tymczasem instytucją, której władze nie pochodzą z demokratycznego wyboru, a z nadania, jest właśnie KE. Skład kierownictwa KE tworzą komisarze wytypowani przez rządy poszczególnych krajów. Tak jest chociażby w przypadku Elżbiety Bieńkowskiej, którą wytypował na komisarza UE ds. rynku wewnętrznego, przemysłu, przedsiębiorczości oraz małych i średnich przedsiębiorstw poprzedni rząd PO – PSL. Dziś ten rząd to już historia, a Elżbieta Bieńkowska jako komisarz, która tak naprawdę nie realizuje żadnych celów narodowych, a jedynie pewną utopię biurokratyczną, utopię poprawności politycznej tzw. głównego nurtu, na stanowisku pozostaje jeszcze do 2019 r.
Na ile istotne są zapowiedzi, że nie będzie żadnego majstrowania przy traktacie o UE?
– Sądzę, że jest to ważne, przynajmniej w tej chwili. Weźmy chociażby sytuację, kiedy danemu państwu przyjdzie do głowy np. poddać nowy traktat pod referendum i znów wyjdzie wielki klops. Na razie rezolucja, jaką ostatnio przyjął PE, wskazuje, że póki co zmiany traktatu nie będzie, ale mówi wyraźnie, że możliwe jest poprawienie obecnej wersji. Czy to wystarczy, trudno powiedzieć. Nie może być jednak tak, że kiedy w pontonie pod nazwą UE pojawia się dziur,a ratuje się sytuację, nakładając kolejną łatę. Nic dobrego z tego nie wynika, bo nie ma ani poprawy sterowności, ani lepszej wyporności, co więcej, spada odporność na różnego rodzaju kryzysy. Tymczasem sytuacja geopolityczna jest bardzo dynamiczna – kryzys na Ukrainie, na południu wojny, narasta również kryzys migracyjny. Tak czy inaczej w pewnej perspektywie bez zmiany traktatu o UE się nie obędzie, inaczej kolejne kryzysy będą zamiatane pod dywan i będziemy mieli udawanie, że nic się nie stało. Samozadowolenie unijnych elit będzie utrzymywane, a Brytyjczykom będzie się wmawiać, że popełnili błąd i zły duch im pomieszał w umysłach, że tak bardzo byli nierozsądni, nierozważni, żeby nie powiedzieć głupi, że postanowili się wykluczyć z tak znakomitego projektu, jakim zwłaszcza w ostatnim czasie była UE pod przewodnictwem duetu Merkel – Hollande, czyli Niemcy – Francja.
W UE jest jeszcze jeden duet Juncker – Tusk…
– Donald Tusk generalnie nie spełnia oczekiwań i nadziei, jakie pokładali w nim promotorzy, głównie kanclerz Merkel. Jeśli chodzi o negocjacje w sprawie zahamowania dążeń Brytyjczyków odnośnie do ich wyjścia z Unii, to Tusk nie był specjalnie aktywny jako negocjator. Natomiast na początku tego roku ogłosił niebywały sukces, jakim miało być wynegocjowanie z Wielką Brytanią pewnych zmian, które miały objąć także reformę UE. Wyszło z tego tyle, że Brytyjczycy się połapali, że to żadna reforma, a tylko chocholi taniec i porozumienie Camerona z Tuskiem wrzucili do kosza. Jeśli zaś chodzi o Junckera, to jest to typowy technokrata, który jako premier Luksemburga – raju podatkowego ma swoje za kołnierzem. Warto przypomnieć tylko wciąż nierozliczoną aferę Luxleaks, która obnażyła praktyki podatkowe Luksemburga.
Swój udział w tej aferze ma także Jean-Claude Juncker, za którym sprawa ta wciąż się ciągnie...
– Rzeczywiście, ta afera ciągnie się za obecnym szefem KE i prawda jest taka, że Luksemburg jest w dalszym ciągu swoistą wyspą podatkową, gdzie dość niejasne przepisy podatkowe powodują, że jest to kraj bardzo atrakcyjny dla różnej maści inwestorów. Natomiast płacą za to, i to słono, państwa członkowskie. Są przecież również w Polsce firmy, które cały aparat finansowy mają w Luksemburgu.
Nie dziwi Pana sposób traktowania Wielkiej Brytanii przez kierownictwo UE ponaglające Brytyjczyków do jak najszybszego wdrożenia procedury opuszczenia Unii?
– To jest bardzo charakterystyczne zjawisko, które występuje zawsze wtedy, kiedy samemu nie chce się uderzyć w piersi, a winy szuka się u innych. Stąd próby odreagowania na premierze Davidzie Cameronie, który pewnie nie przejdzie do historii jako najpopularniejszy premier Wielkiej Brytanii, ale zrobił rzecz szalenie ważną, a mianowicie nie bał się odwołać do woli Brytyjczyków i zgodnie z wolą narodu ogłosił referendum. Wielu obecnych przywódców europejskich nawet nie chce słyszeć o referendum, co więcej, przypomnijmy sobie, co się działo we Francji, Irlandii czy chociażby w Holandii, kiedy odbyło się referendum dotyczące ratyfikacji traktatu ustanawiającego konstytucję dla Europy. Przecież Francja – tak europejski kraj, czy Holandia odrzuciły konstytucję, co więcej, Irlandię zmuszono do powtórnego głosowania. Dzisiaj arogancja Junckera jest nie na miejscu. Ten polityk jest bezkrytyczny wobec swoich dokonań, co więcej, próbuje w niewybredny sposób pouczać innych, wskazując winnych tam, gdzie ich nie ma. W tym wypadku winny jest nie naród brytyjski, a kierunki działania fundowane od wielu, wielu lat przez KE obsesyjnie myślącą o Europie jako federacyjnym kraju – na wzór Stanów Zjednoczonych z jedną walutą, z jedną armią i jednym systemem bezpieczeństwa oraz z jednym rządem, na czele którego stoi nie kto inny jak Juncker, ale tak nie jest.
Wielka Brytania pozostanie nadal strategicznym partnerem Polski – stwierdziła premier Szydło po unijnym szczycie. Czy taka deklaracja w unijnych szeregach przysparza nam więcej przyjaciół czy może wrogów?
– Nie rozpatrywałbym tej kwestii zero-jedynkowo, w kategoriach przyjaciół czy wrogów. Wielka Brytania jest mocarstwem z mocnym głosem w NATO, jej głos liczył się także w PE. Jednak na unijnych salonach zawsze była krajem, który wyraźnie opowiadał się przeciwko federalizacji Unii i podporządkowaniu jej interesom, głównie niemieckim. Wielka Brytania była niejako gwarantem utrzymania naszej suwerenności i dziwne byłoby, gdyby nagle to strategiczne znaczenie tego państwa dla Polski zostało zapomniane czy w ogóle podważone. Ponadto Wielka Brytania, czy się to podoba unijnych technokratom, czy nie, jest drugą po Niemczech gospodarczą potęgą w Europie i pierwszą, jeśli chodzi o potencjał militarny. To niezwykle ważne, zwłaszcza że – jak wspomniałem na początku naszej rozmowy – świat nie płynie po spokojnych wodach. Na wschodzie Rosja pręży muskuły, a na południu i na Bliskim Wschodzie, co pewnie było jednym z powodów opowiedzenia się Brytyjczyków przeciwko UE, coraz bardziej dojrzewa problem z imigrantami, którzy falowo napływają do Europy na skutek bezrefleksyjnej polityki kanclerz Angeli Merkel, która w imieniu Unii zapraszała ich na kontynent europejski. Wszystko to odbywa się w atmosferze ogromnej buty i arogancji unijnych decydentów. Zjednoczone Królestwo zawsze będzie dla nas ważnym strategicznym partnerem.
Tak czy inaczej, mimo rewanżyzmu ze strony co poniektórych unijnych decydentów nie da się zepchnąć Wielkiej Brytanii na margines?
– Uważam, że to się nie uda. Wielka Brytania zawsze miała i nadal ma dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi i póki co Amerykanie są Europie potrzebni jak woda czy powietrze. Jakby nie spojrzeć, siła militarna UE bez Wielkiej Brytanii jest bardzo niewielka. Poprzedni rząd w Polsce, rząd koalicji PO – PSL, militarnie oddał Polskę Stanom Zjednoczonym, które są, jakby nie spojrzećj dość daleko. Życie pokazuje, że nie żyjemy w krainie wiecznej szczęśliwości i pokoju i obok szaleje burza. Powinniśmy być tego świadomi, współpracując militarnie z silniejszymi od nas, zarówno z tymi, którzy są daleko, ale przede wszystkim z tymi, którzy są blisko i są nam życzliwi, oczywiście mam na myśli Wielką Brytanię.

