W swoim wystąpieniu podczas Warszawskiego Szczytu Ekspertów (Warsaw Summit Experts’ Forum) zwołanego przy okazji szczytu NATO prezydent Duda powiedział, że szczyt NATO będzie przełomowy, a sojusz odzyska swój dawny wigor. Podziela Pan ten optymizm?
– Owszem, podzielam punkt widzenia prezydenta Andrzeja Dudy, że ten szczyt może być pewnym przełomem. Proszę zwrócić uwagę, że jednym z celów szczytu NATO w Warszawie będzie ogłoszenie wzmocnienia, można rzec, żywym człowiekiem, czyli realnie wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego, co jest niezwykle istotne w procesie zabezpieczenia m.in. Polski. Jest to także bardzo jasny, a zarazem zdecydowany sygnał w kierunku głównie Rosji, ale też innych przeciwników NATO, np. tzw. Państwa Islamskiego, że sojusz przestrzega ustalonych wcześniej zasad kolektywnej obrony wyrażonej głównie art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego.
Na ile ten szczyt może być potwierdzeniem wspomnianej przez Pana spójności i zdolności obronnych NATO, a na ile sygnałem czy też komunikatem wysłanym Rosji, że każda dalsza próba burzenia światowego porządku zostanie skarcona?
– W mojej ocenie, między jednym i drugim istnieje synergia. Z całą pewnością ze szczytu pójdzie bardzo jasny sygnał polityczny, a jednocześnie, że nie są to tylko słowa, ale w ślad za tą retoryką idą także czyny. Jeżeli bowiem cztery bataliony zostaną rozmieszczone w państwach bałtyckich: w Polsce, na Litwie, Łotwie i w Estonii, to będzie to jasny komunikat, że jako sojusz jesteśmy gotowi działać wspólnie, że nikt się nie wyłamuje, a wręcz przeciwnie wszyscy jesteśmy jednomyślni i gotowi wzmacniać w tym wypadku akurat flankę wschodnią, ale jak zajdzie uzasadniona potrzeba, także inne wspólne rejony. Będzie to na pewno sygnał dla Moskwy, bardzo wyważony, bo siły nie są duże, ale sygnał istotny, świadczący, że jest możliwość przemieszczania ich w konkretny rejon. To jest bardzo ważne, bo gdybyśmy od razu przystąpili do budowy baz z udziałem wojsk sojuszniczych, to mogłoby to w prostej linii doprowadzić do zimnej wojny. A zatem jest to tylko sygnał, powiedziałbym, lekkie skarcenie Rosji, aby uważała, bo kolejne kroki mogą być bardziej zdecydowane.
Przecież Putin doskonale wie, czego może się spodziewać po NATO, natomiast Sojusz Północnoatlantycki niekoniecznie jest w stanie przewidzieć, jak może zachować się prezydent Rosji?
– Owszem, dużo w tym stwierdzeniu jest racji. Chociaż wydaje mi się, że ani Rosji, ani też państwom zachodnim nie jest po drodze do zimnej wojny. Mamy w końcu doświadczenia z poprzednich okresów, sprzed upadku muru berlińskiego i doskonale wiemy, że ten dwubiegunowy podział świata do niczego dobrego nie doprowadził. Ponadto w obliczu kolejnego poważnego zagrożenia ze strony tzw. Państwa Islamskiego potrzebna jest raczej jednobiegunowość, zwłaszcza w aspekcie współdziałania w zakresie budowania bezpiecznej Europy czy świata. Czy się to komuś podoba, czy nie, to nie da się tego dokonać bez udziału Rosji, ale z rozsądnym udziałem Rosji, a nie w postawie, jaką Kreml prezentuje obecnie.
Czy z jednej strony działania Rosji na Ukrainie, a z drugiej zagrożenie ze strony tzw. Państwa Islamskiego nie wymuszają też zmiany doktryny wojennej i strategii NATO?
– Może nie będzie to zmiana całościowa, dogłębna, a już na pewno nie rewolucyjna, ale pewne modelowanie czy dopasowywanie strategii do bieżącej sytuacji geopolitycznej z całą pewnością będzie konieczne. Aktywność sojuszu i zacieśnianie więzów wewnątrz sojuszu w obliczu nowych wyzwań czy zagrożeń jest niezbędne. Na razie działania podejmowane wobec tzw. Państwa Islamskiego przynoszą rezultaty, ale z pewnością nie są one satysfakcjonujące na tyle, aby można było powiedzieć, że jesteśmy na drodze do zwalczenia tego problemu.
Temu szczytowi przygląda się Rosja, ale także terroryści z tzw. Państwa Islamskiego. Czy i na ile ten warszawski szczyt, jego decyzje mogą zastopować falę terroryzmu?
– Wydaje mi się, że decyzje czy postanowienia, jakie zostaną podjęte podczas tego szczytu, raczej nie zatrzymają fali terroryzmu, zwłaszcza tego, który reprezentuje ISIS. Organizacja ta skupia bowiem fanatyków zdeterminowanych do określonych działań wymierzonych przeciwko Europie i Europejczykom i w ogóle przeciwko normalnym ludziom. Natomiast wydaje mi się, że jeśli to, co zostanie postanowione na szczycie, będzie wprowadzone w życie, jeśli rozpocznie się wspólna, zdecydowana fizyczna walka przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu, to może to przynieść dobre i oczekiwane dla nas wszystkich rezultaty. Ponadto potrzebne jest modelowanie strategii NATO w zależności od okoliczności. Sytuacja, jak widzimy, jest bardzo dynamiczna i ona się co jakiś czas zmienia. Tym bardziej potrzebne jest wyczulenie na to, co się dzieje dookoła, i reagowanie stosownie do sytuacji.
Czy NATO jako pakt obronny stanowi dziś gwarancję bezpieczeństwa przed terroryzmem?
– Wydaje się, że NATO jako sojusz obronny w ogóle daje poczucie i gwarancję bezpieczeństwa, bo prawdę mówiąc dzisiaj nie istnieje inna alternatywa dla państw europejskich, nie ma też żadnej innej alternatywy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo zewnętrzne czy to Unii Europejskiej, czy państw członkowskich NATO.
Panuje przekonanie, że terroryzm to na dobrą sprawę „partyzantka”, z którą nawet tak dobrze zorganizowane siły, a do takich należy NATO, mogą mieć problem…
– Zgadzam się z tak postawioną tezą. Trzeba jednak mieć na uwadze, że podejmując temat terroryzmu, zbyt często mówimy o fizycznym zwalczaniu ugrupowań terrorystycznych, a zbyt mało mówimy, a jeszcze mniej działamy, w kierunku likwidacji i zwalczania przyczyn powstawania tego zjawiska. I w tym tkwi problem. Jeśli jako społeczeństwo światowe będziemy walczyć z przyczynami leżącymi u podstaw terroryzmu, z biedą na Bliskim Wschodzie czy z rozwarstwieniem społecznym, to wydaje mi się, że ta walka będzie dużo bardziej skuteczna, niż to miało miejsce dotychczas.
Czy władze decyzyjne Unii Europejskiej nie zdają sobie z tego sprawy, przecież problem, który Pan sygnalizuje, już od jakiegoś czasu zgłaszała chociażby Polska? Czyżby poprawność polityczna była ważniejsza od bezpieczeństwa?
– Oczywiście popełniono szereg błędów, co więcej UE w tych błędach nadal tkwi. Tymczasem są potrzebne zdecydowane kroki i decyzje, które zatrzymają falę emigracji. Takie próby były podejmowane chociażby w wyniku umowy między Unią Europejską a Turcją, zgodnie z którą każdy imigrant, który pojawi się w Grecji po 20 marca tego roku, zostanie odesłany z powrotem, ale są to tylko doraźne działania, które okazują się niewystarczające. Żeby rozwiązać ten piętrzący się problem, potrzebne jest porozumienie między Stanami Zjednoczonymi czy NATO a Rosją w kwestiach bliskowschodnich, bo tu chodzi głównie o wpływy. Każde z mocarstw chce mieć jak największe wpływy, a to niestety przeszkadza w zaprowadzeniu ładu i porządku m.in. w Syrii czy chociażby w Iraku, gdzie sytuacja jest coraz bardziej niestabilna.
Czy to oznacza, że wpływy i interesy poszczególnych państw są ważniejsze od bezpieczeństwa ogółu?
– Niestety, ale na to wygląda.
Według min. Błaszczaka, wszystkie służby, w tym co czwarty policjant w Polsce, wezmą udział w zabezpieczeniu trwającego szczytu NATO czy zbliżających się Światowych Dni Młodzieży. Czy to wystarczy i jak to się może przełożyć na poziom bezpieczeństwa. Czy ta gotowość nie jest tylko na papierze?
– Przygotowania trwały już od jakiegoś czasu, opracowano rozmaite scenariusze kryzysowe, służby, zarówno policja, jak też Siły Zbrojne i siły specjalne podjęły działania i wydaje mi się, że są przyzwoicie przygotowane do tego, aby reagować w sytuacji zagrożeń, a także nie dopuścić do generowania się zagrożeń. Natomiast jak będzie, to pokaże życie. Miejmy nadzieję, że to, co mówi min. Błaszczak, sprawdzi się w praktyce i służby właściwie zadziałają. Trzeba też mieć świadomość, że dość niefortunnie zbiegły się w jednym roku, w jednym miesiącu dwa niezwykle ważne i dość mocno generujące ryzyko wydarzenia. Ale od tego są służby, żeby dobrze przygotować takie imprezy i skutecznie przeciwdziałać ewentualnym zagrożeniom.

