logo
logo
zdjęcie

Gabriela Masłowska

Winny, bo bronił wiary

Środa, 13 lipca 2016 (17:07)

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia ogłosi wyrok w sprawie Witolda Tomczaka oskarżonego o uszkodzenie w 2000 r. rzeźby przedstawiającej figurę Jana Pawła II przygniecionego głazem. Sąd uznał byłego posła za winnego uszkodzenia rzeźby, ale odstąpił od wymierzenia kary. Witold Tomczak musi pokryć koszty procesu.

Pojawienie się rzeźby obrażającej Papieża w warszawskiej Zachęcie było elementem międzynarodowej polityki ośmieszania i osłabiania autorytetu Kościoła katolickiego oraz naszych narodowych świętości. Ten pochodzący z kręgów liberalnych i lewicowych trend obserwujemy od lat, a jego natężenie zmienia się. Ciągle znajdujemy się w fazie testowania. Różne środowiska sprawdzają, na ile Polacy sobie pozwolą.

Do całej sytuacji nie musiałoby dojść, gdyby ktoś wcześniej uzmysłowił sobie, że w Polsce wartości powinno się szanować. Mam nadzieję, że już nigdy w miejscach, które mają służyć Polakom w podtrzymywaniu kultury, nie pojawią się eksponaty uderzające w fundamenty naszego państwa. Bo wiara jest fundamentem.

Mam świadomość, że przed naszym Narodem jeszcze długa walka. Wiem, że możemy spodziewać się różnych prowokacji wobec obecnego ministra kultury prof. Piotra Glińskiego. Wiem, że jeszcze nieraz ktoś w imię tzw. wolności słowa spróbuje przysporzyć problemów rządowi i społeczeństwu. Musimy być więc czujni i gotowi do obronienia się przed atakami.

Z Bożą pomocą obecnemu rządowi wystarczy sił, aby w sytuacjach promocji bluźnierstwa działać stanowczo. Przykład byłego posła Witolda Tomczaka pokazuje, że są obywatele, którzy nie godzą się na antysztukę ośmieszającą Kościół. Polska jest silnym krajem katolickim, więc atak musiał przyjść. Dla nas, dla obecnie żyjących, jest to sprawdzian z naszej wiary. Myślę, że Witold Tomczak pokazał nam wszystkim, że trzeba być silnym.

Sąd przypisał winę byłemu posłowi zniszczenia rzeźby, ale odstąpił od kary. Wymiar sprawiedliwości wymaga zmian. Trudno mówić o winie Witolda, gdy ten bronił tego, co fundamentalne. Faktem jest, że zniszczył tę rzeźbę. Ale czy nie ma na świecie wartości nadrzędnych? Sądy są, jakie są i uważam, że mimo że Witold uniknie więzienia, to jednak nazwanie go winnym całej sytuacji jest samo w sobie niesprawiedliwe. To nie on obraził Papieża i Kościół i to nie on dał na to zgodę. Warto sobie uzmysłowić, kto w całej sytuacji był prowokatorem, a kto bronił tego, co święte. I wtedy sąd z pewnością wydałby inny wyrok.   

Gabriela Masłowska

Autorka jest posłanką Prawa i Sprawiedliwości.

NaszDziennik.pl