W prawie wodnym będą wprowadzone opłaty za odprowadzanie wody deszczowej. Ministerstwo Środowiska postuluje, aby takie obciążenia dla mieszkańców, przedsiębiorstw i jednostek samorządowych były 10 razy wyższe na tych terenach, gdzie nie ma systemów odprowadzania i gromadzenia deszczówki. Dlatego samorządom będzie się opłacało prowadzenie inwestycji hydrologicznych. Tym bardziej że takie zadania będą mogły liczyć na dofinansowanie z funduszy państwowych.
Temat stał się aktualny po ostatnich burzach i intensywnych deszczach, które spowodowały zalanie tysięcy piwnic, domów, setek samochodów, zwłaszcza w dużych miastach. Podtopione były też szpitale, przychodnie, szkoły. Widać to było np. w Warszawie czy Poznaniu i niestety takie sytuacje zdarzają się od dawna przy po okazji każdej większej burzy. Z reguły zalewane są te same dzielnice i osiedla.
Wiceminister środowiska Mariusz Gajda powiedział, że jest to skutek błędów władz miejskich, urbanistów, architektów. – Kiedy spadnie deszcz, to widać, jakie są skutki niewłaściwego planowania przestrzennego. Przy budowie nowych osiedli nie zadbano o odprowadzanie wód deszczowych. Stąd się biorą podtopienia, zalane domy, piwnice, samochody – stwierdził Gajda. Jak dodał, doskonale to widać w Warszawie, gdy podtapiane są budynki, parkingi, stacje metra.
Wiceminister podkreślił, że dlatego konieczne jest zobowiązanie samorządów do inwestowania w kanalizację deszczową i małe zbiorniki retencyjne, które odprowadzałyby nadmiar wody. Sami mieszkańcy nie mają już bowiem możliwości, aby zapobiec podtopieniom swojego domu czy garażu. – To głównie rola samorządu, aby myślał, w jaki sposób chronić mieszkańców – podkreślił Mariusz Gajda.
Nie zalewaj sąsiada
Iwona Koza, p.o. prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej, dodała, że jeśli nawet ktoś by się punktowo zabezpieczył przed wodą, budując przegrody, to oczywiście ochroniłby swój dom, ale wtedy ta woda w większej ilości spłynęłaby na sąsiednie nieruchomości. Dlatego trzeba zabezpieczać całe osiedla.
Pani prezes wyjaśniła, że miasta nie muszą budować dużych zbiorników wodnych. Wręcz przeciwnie – powinna powstać sieć małych obiektów, które można wkomponować w przestrzeń miasta. Podała przykład podobnych inwestycji prowadzonych przy węzłach autostradowych, gdzie nie ma rur kanalizacyjnych, są otwarte systemy odprowadzania wód deszczowych z dróg do niedużych zbiorników. One znakomicie zdają egzamin. – W mieście takie obiekty będą pełniły także funkcje środowiskowe, krajobrazowe, nawet wypoczynkowe – stwierdziła Iwona Koza. Co więcej, tak gromadzoną wodę można wykorzystać do podlewania zieleńców, kwietników miejskich – teraz używa się w tym celu wody z wodociągów, co jest marnotrawstwem.
Resort środowiska chce więc wymusić na miastach inwestowanie w systemy odprowadzania wody i jej gromadzenia. Wiceminister Mariusz Gajda wyjaśnia, że dobrym rozwiązaniem jest np. układanie na parkingach zamiast kostki brukowej ażurowych płyt betonowych, mających specjalną podsypkę żwirową pochłaniającą wodę. I wszędzie, gdzie się da, powinno się pozostawić trawniki. Okazuje się bowiem, że z asfaltu odpływa 95 proc. wody, natomiast z trawnika tylko 25 proc., bo większość deszczu wchłania gleba. Niewiele gorsze wskaźniki dotyczą płyt ażurowych.
Mała retencja w miastach i gminach ma być wsparciem systemu dużych sztucznych zbiorników wodnych. I jednych, i drugich mamy zbyt mało, aby gromadzić wodę deszczową, która w tej chwili w większości spływa rzekami do morza. Nawet ostatnie ulewy nie poprawiły sytuacji, gdyż duża część Polski wciąż jest zagrożona suszą.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

