logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Duma, profesjonalizm i odpowiedzialność

Sobota, 16 lipca 2016 (06:00)

Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mija 26 lat od powstania jednostki wojsk specjalnych GROM. W jednym z wywiadów o GROM-ie powiedział Pan, że to diament w armii…

– Kiedy przejmowałem dowodzenie GROM-em, to wielu ludziom ta jednostka wydawała się zupełnie zbędna, wręcz niepotrzebna. Po części można to było nawet zrozumieć, bo jednostka miała właściwie 0 proc. dokompletowania w zapasy i 30 proc. dokompletowania w ludzi, była też rozchwiana politycznie przez moich poprzedników. Była też dowodzona – powiem wprost – przez byłego esbeka. Tym niemniej do tej jednostki przychodzili ludzie, którzy z uwagi na to, że byli silnymi indywidualnościami, przy bezsensownych regulaminach nie mieścili się w ramach innych jednostek. Kiedy przyszedłem do GROM-u, to mimo wielu braków materiałowych dostrzegłem właśnie tych ludzi silnych, mocnych, widząc w nich ogromny potencjał. Wielu z tych ludzi już wcześniej było moimi podwładnymi w Kompanii Specjalnej, obecnie Jednostce Wojskowej Komandosów w Lublińcu, gdzie pewnie też rozwinęliby skrzydła, ale ktoś z wyższego kierownictwa sztabu im te skrzydła podcinał. W GROM-ie otrzymali swobodę działania i rzeczywiście przy wsparciu dało się to rozwinąć.

Co uważa Pan za swój sukces w tamtym czasie?

– Przede wszystkim udało mi się wywalczyć to, że jednostki GROM nie zlikwidowano, a przecież były takie zakusy, ponadto że nie wcielono jej, bo też takie były plany, do Żandarmerii Wojskowej i że tak naprawdę nie rozgrabiono tej jednostki, bo też były zapisy w Programie Rozwoju Sił Zbrojnych RP na lata 2003-2008, że np. Morski Oddział Bojowy zostanie przekazany do Marynarki Wojennej. Ponieważ udało mi się stworzyć dobry zespół świetnych, zaufanych ludzi, jak płk Kurkowicz czy mój logistyk, podułkownik, późniejszy gen. Tłok-Kosowski, to po pierwsze, umożliwiło to postawienie jednostki w takim szyku, który umożliwiał jej samodzielne działanie. Przypomnę tylko, że wcześniej ta jednostka nie miała takich możliwości. Po drugie, w ciągu dwóch, trzech kolejnych latach udało mi się doprowadzić poziom wyszkolenia, przygotowania tej jednostki do takiego stopnia, że mogła ona brać udział najpierw w misjach: w Kosowie, Afganistanie czy w Iraku. O tym, że żołnierze GROM sprawdzili się na tych misjach, świadczy chociażby uznanie najwyższych władz Stanów Zjednoczonych, a jednostka wpisała się na listę elitarnych jednostek sił zbrojnych.

Wcześniej nie była…?

– Wcale nie jest prawdą, że wcześniej GROM się na tych listach się plasował. Co więcej, powiem Panu o kulisach, coś, o czym wcześniej nie mówiłem, a mianowicie, że przy pierwszej misji w Afganistanie ze strony amerykańskiej było zapotrzebowanie na jednostkę komandosów, a nie na GROM, i tak naprawdę, co mogę dziś już ujawnić, tylko moje osobiste kontakty z ówczesnym attaché Takkerem i rozmowa z nim spowodowały, że udało mi się go przekonać, że do prowadzenia działań warto zaprosić także GROM.

Dlaczego GROM, a nie Jednostkę Komandosów…?  

– Dlatego, że w GROM-ie nie było hamulcowych dowódców, którzy poprzez własne asekuranctwo stopowali rozwój tej jednostki. I choćby z tego powodu jednostka GROM była dla mnie diamentem, ale tym diamentem byli przede wszystkim ludzie, którzy w niej funkcjonowali. Tak czy inaczej udało mi się doprowadzić GROM do odpowiedniego poziomu wyszkolenia. Jednostka pokazała podczas udziału przede wszystkim w wojnie w Iraku, że jest w elicie sił zbrojnych. I na bazie tego sukcesu, który miał miejsce, śp. prezydent Lech Kaczyński powierzył mi zadanie – mimo iż wówczas byłem już w rezerwie, w cywilu – powrotu do wojska i zbudowania koncepcji sił specjalnych. Tę koncepcję wojsk specjalnych przedstawiałem ówczesnemu szefowi MON Radosławowi Sikorskiemu i w 2007 r. powstało Dowództwo Wojsk Specjalnych i GROM, który w momencie, kiedy przejmowałem nad nim dowództwo, liczył 312 ludzi. dzisiaj liczy ok. 3 tysięcy ludzi w Wojskach Specjalnych. I nawet nie sukcesy GROM-u podczas wspomnianych misji, ale właśnie to jest największym osiągnięciem, że poprzez takie działania udało się zbudować rodzaj sił zbrojnych zdolny do wsparcia tych zagrożeń, z którymi dzisiaj mamy do czynienia, rodzaj sił zbrojnych, który jest najlepszy i najbardziej skuteczny w obliczu wojny hybrydowej. Tak czy inaczej przed laty mieliśmy diament w postaci GROM-u, który trzeba było oszlifować. To jest chyba największym sukcesem, który był możliwy właśnie dzięki śp. prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, który powierzył mi tę misję, w czym także aktywnie uczestniczył jako minister obrony Aleksander Szczygło, z którym na bieżąco konsultowałem tę koncepcję, że udało mi się doprowadzić do powstania Wojsk Specjalnych, i tych diamentów jest dzisiaj więcej. Przecież Jednostka Komandosów z Lublińca dzisiaj realizuje dokładnie te same zadania, co GROM, i bez wątpienia nie jest mniej cennym diamentem niż jednostka GROM. Ponadto mamy Jednostkę Wojskową AGAT, Jednostkę Wojskową Formoza, która jest świetnie przygotowana, ze wspaniałą kadrą, jednostką morską do prowadzenia operacji specjalnych, mamy też eskadrę śmigłowców – udało się zbudować z trzystu ludzi trzy tysiące i te Wojska Specjalne liczą się na świecie. Co więcej ,pod naszych dowódców Wojsk Specjalnych podporządkowuje się również inne NATO-owskie jednostki.

Czy można powiedzieć, że zanim Polska stała się członkiem NATO, to jednostka GROM już tam była?

– Nie, zdecydowanie nie. Taką informację rozprowadzał gen. Petelicki. Otóż jednostka GROM brała udział w misji w Haiti, ale spędziła tam półtora miesiąca, co więcej, wyjechała na tę misję bez broni, bo nie zdołano wypracować stosownych procedur logistycznych, przerzutów sprzętu, przygotowania itp. i te elementy niestety nie działały. Natomiast pierwszą jednostką, która miała certyfikację NATO-wską był 18. Batalion Powietrzno-Desantowy z Bielska-Białej, którym miałem zaszczyt dowodzić. Wstąpiliśmy do NATO dokładnie 12 marca 1999 r., ale my z batalionem byliśmy tam już wcześniej. Pamiętam, jak we Włoszech podczas ćwiczeń Sił Natychmiastowego Reagowania wciągaliśmy flagę na maszt. Jako pierwsi byliśmy też na misji w Kosowie. Natomiast GROM, kiedy obejmowałem dowodzenie, był jednostką, która przechodziła transformację z jednostki policyjnej na wojskową i trzeba było ją przygotować do współdziałania ze strukturami wojskowymi. Trzeba też powiedzieć, że po rozpadzie ZSRS były obawy, że na zachód przez Polskę mogą być przerzucane materiały rozszczepialne czy inne niebezpieczne substancje i stąd też była potrzebna jednostka, która pozwoliłaby Amerykanom zainstalować się tutaj i być w gotowości reagowania na tego typu zdarzenia. Stąd też ścisłe współdziałanie z Amerykanami i dzielenie się również informacjami, chociażby wywiadowczymi, i budowanie nowoczesnej jednostki specjalnej, która odbiegałaby zdecydowanie od siermiężnych standardów Ludowego Wojska Polskiego. I GROM był tą jednostką, która jako pierwsza w wojsku polskim odbiegała od standardów „malowanej” armii. Dzisiaj na całe szczęście całe nasze Siły Zbrojne wyglądają już zupełnie inaczej i można się realizować nie tylko w GROM-ie, ale też w Jednostce Komandosów w Lublińcu wykonywać te same zadania.

Jakie dzisiaj zadania stoją przed jednostką GROM i w ogóle przed Wojskami Specjalnymi?

– Przede wszystkim jest to odpowiedź na zagrożenia hybrydowe, czyli na tzw. zielone ludziki i całą tą pełzającą wojnę. Jest to przede wszystkim działanie w obronie własnej Ojczyzny. Oczywiście każda z tych jednostek specjalnych posiada własną specjalizację – GROM głównie działania o charakterze antyterrorystycznym, Jednostka Komandosów z Lublińca specjalizuje się w taktyce tzw. zielonej, obejmującej działania stricte wojskowe, rozpoznanie wojskowe, z kolei Jednostka Wojskowa Formoza – to morskie operacje specjalne, ale tak naprawdę wszystkie te jednostki muszą mieć zdolności w pełnym zakresie i to wykazują chociażby podczas misji w Iraku czy Afganistanie, gdzie szkolą lokalną ludność. Jednak największym wyzwaniem, jakie stoi przed nimi, to jest to, o co zabiegałem od 2001 r., a mianowicie o możliwość użycia jednostek sił zbrojnych na terenie kraju w czasie pokoju. Tak jak realizuje to 22. Special Air Service (SAS) – elitarna jednostka specjalnego przeznaczenia w Wielkiej Brytanii czy jednostki specjalne w Holandii czy też na Litwie. Przez długi czas niestety spotykałem się z brakiem zrozumienia. Na stronach BBN jest moja publikacja pt. „GROM w działaniach przeciwterrorystycznych”, która mówi, jak ta koncepcja ma wyglądać. To bardzo kompleksowa publikacja, kt –óra odpowiada na wiele pytań i wskazuje kierunek. Na terenie naszego kraju możemy się wzorować na doświadczeniach brytyjskich, które – jak sądzę sprawdziłyby się w polskich warunkach. Zresztą jest to koncepcja zbudowana na podstawie informacji, jakie uzyskałem od attaché wojskowych różnych krajów europejskich, ale także Stanów Zjednoczonych. I to wyzwanie stoi przed jednostkami specjalnymi, przed GROM-em, bo nowa ustawa antyterrorystyczna, która została zatwierdzona dzięki staraniom obecnego rządu, otwiera możliwość użycia tego narzędzia, jakim są jednostki specjalne w czasie pokoju, np. w walce z terroryzmem. Oby nie było takiej konieczności.

Jak na tle innych jednostek specjalnych na świecie wygląda GROM?

– Kiedy realizowaliśmy misję w Iraku i kiedy miałem zaszczyt dowodzić tą jednostką w 2003 r. czy w Afganistanie w 2002 r. i w 2006 r., rzeczywiście byliśmy na najwyższym poziomie. Można powiedzieć, że był to absolutny top. W 2002 r. Jednostka Komandosów była daleko za nami, zresztą stawiała pierwsze kroki. Dzisiaj można powiedzieć, że Jednostka Komandosów z Lublińca i GROM funkcjonują na tym samym poziomie. I o to chodzi, aby mieć elitarne, dobrze na jednym poziomie działające jednostki, które mogą wykonywać zadania zamiennie i które mogą się wzajemnie uzupełniać. W kwestii bezpieczeństwa to nie jest walka o złoty czy srebrny medal, ale jest to praca zespołowa i troska o bezpieczeństwo kraju. Nie chodzi tu o rywalizację, która przybierałaby destruktywny charakter. Priorytetem jest nasze bezpieczeństwo. Jesteśmy w elicie sił zbrojnych, jeśli chodzi o siły specjalne w NATO. Nasza rola jest doceniana, umożliwia się nam m.in. dowodzenie pozostałymi siłami specjalnymi, ale nie możemy i nie postrzegamy tego jako rywalizacji z tymi siłami, nie chcemy pokazywać, że jesteśmy lepsi, ale jak wspólnie budować możliwie najlepsze zdolności do walki ze wspólnym przeciwnikiem – w obecnym czasie z tzw. zielonymi ludzikami, które mogą się pojawić, czy też z terrorystami.

Jakie warunki trzeba spełnić, żeby stać się żołnierzem Jednostki Specjalnej GROM?

– To jest bardzo dobre pytanie. Błędem jest przekonanie, że jeśli przebiegnie się trzy kilometry w dobrym tempie, wyciśnie odpowiednią ilość kilogramów na sztandze czy skoczy na spadochronie, to są to jakieś kwalifikacje. To jest błędne myślenie. Żyjemy w XXI wieku i walka na maczugi była domeną raczej średniowiecza, również w Układzie Warszawskim ta sprawność fizyczna odgrywała kluczową rolę, ale dzisiaj te elementy wytrzymałości, sprawność są, owszem, ważne, ale zdecydowanie ważniejsze są walory intelektualne. Nie bez znaczenia jest także kwestia systemu wartości, bez którego w tego typu jednostce specjalnej trudno funkcjonować. Żołnierzem nie może być przecież bandyta, ale człowiek, który ma świadomość i poczucie realizowanej misji. Ponieważ tak ta struktura wygląda, dlatego szuka się ekspertów w określonych dziedzinach. Ktoś, kto jest znawcą, dajmy na to kultury wschodniej, zna język, z pewnością będzie przydatny. Podobnie informatyk, który potrafi przeanalizować plany budynków i na tej bazie wskazać dogodne kierunki podejścia, również ktoś, kto ma doskonale wyostrzony zmysł obserwacji, to wspaniały materiał na snajpera, czy analityk, który na podstawie informacji potrafi zbudować sensowny plan działania. Zatem potrzebni są specjaliści z bardzo różnych dziedzin, którzy potrafią działać w zespole. Muszą to być także ludzie o mocnej psychice, którzy odpowiednio reagują na stres. Jednym słowem, poszukuje się diamentów, które można oszlifować.

Dziękuję za rozmowę.               

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 20 lipca 2016 (10:06)

NaszDziennik.pl