logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Fala strachu

Wtorek, 27 listopada 2012 (02:11)

Z Antonim Macierewiczem, posłem PiS, szefem parlamentarnego zespołu smoleńskiego, rozmawia Anna Ambroziak

Przed Panem proces karny. Ma Pan już linię obrony?

- Proszę zwolnić mnie z relacjonowania taktyki procesowej. Wiele tu jeszcze może się zdarzyć. Z pewnością jednak ci, którzy głosowali za odebraniem mi immunitetu, brali pod uwagę fakt, że przy okazji procesu wróci kwestia prywatyzacji majątku narodowego, związków polityków z Ałganowem czy Gawriłowem.

Nie wydaje się Pan zaskoczony decyzją Sejmu, który pozbawił Pana immunitetu.

- Nie jestem zaskoczony, przewidywałem taki bieg wydarzeń. Źle się jednak stało, ponieważ ta sprawa jest sygnałem dla społeczeństwa, jakie wartości dominują w obecnym Sejmie. Mówiłem o tym w przemówieniu z 22 listopada br., wskazując, że Sejm jako symbol i centrum systemu demokratycznego jest od wolnych wyborów w 1991 roku systematycznie atakowany, deprecjonowany i poniżany przez przeciwników polskiej niepodległości. Głosowanie za poparciem wniosku pana Dochnala było częścią tego procesu.

Sam Pan nie zrezygnował z immunitetu - dlaczego?

- Nie czekałem na głosowanie i jego wynik ani też nie chowałem się za immunitetem. Chciałem, by każdy z posłów w sposób jawny zajął stanowisko w tej sprawie. Po raz pierwszy w historii Sejmu po 1991 r. izba zgodziła się, by człowiek robiący interesy z rosyjskimi szpiegami, skazany za korumpowanie posłów (sprawa pana Pęczaka) w celu handlu polskim majątkiem narodowym oskarżał przed sądem posła za ujawnianie tych interesów. Nie obawiam się tego procesu. To nie jest moja prywatna sprawa. Niepokoi mnie kondycja polskiego Sejmu, który taką decyzję podjął. Ale oczywiście - podkreślałem to dobitnie w moim wystąpieniu - ten Sejm ma za sobą bardziej dramatyczne i kompromitujące głosowania. Przede wszystkim to, które oddało śledztwo smoleńskie w ręce rosyjskie. A także te głosowania, które przesądziły o likwidacji polskich stoczni, które usankcjonowały podniesienie wieku emerytalnego kobiet do 67. roku życia, skazując miliony ludzi na egzystencję w ubóstwie... Nie przypisuję więc temu głosowaniu kluczowego znaczenia, ale uważam, że stanowisko posłów w tej sprawie powinno być znane publicznie.

Marszałek Sejmu Ewa Kopacz odrzuciła wniosek o zwołanie Konwentu Seniorów, nie reagowała na wybryki posła Chmielewskiego.

- Odebrałem to jako działanie zaplanowane z pełną premedytacją, które miało mnie sprowokować. Dlatego odpowiadał w imieniu klubu PiS przewodniczący Błaszczak. Trudno przejść do porządku dziennego nad sekwencją wydarzeń rozpoczętych okrzykami sojuszników PO i prezydenta Komorowskiego żądających aresztowania posłów opozycji, poczynając od Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza. Minister Rostowski groził nam później, mówiąc, że taka opozycja jest zbędna na sali sejmowej, zgłoszony zostaje wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu lidera opozycji Jarosława Kaczyńskiego i byłego ministra Zbigniewa Ziobry i wreszcie - odbiera się immunitet posłowi opozycji. Ważny jest kontekst tych wydarzeń: jest oczywiste, że chodzi o to, iż PiS nie godzi się na rezygnację ze śledztwa w sprawie zbrodni smoleńskiej. Ostatnia fala ataków na nas łącznie z otwartym szantażem, że zostaniemy wykluczeni z Sejmu, z życia politycznego, a nawet aresztowani - to po prostu wyraz strachu przed ujawnieniem prawdy w sprawie katastrofy smoleńskiej. Rządzący wpadli w przerażenie, gdy okazało się, że w samolocie znaleziono ślady materiałów wybuchowych; fakt ten potwierdził ostatnio nawet premier Donald Tusk. W tej sytuacji próbuje się zastraszyć i wyeliminować tych, którzy przeciwdziałają ukrywaniu dowodów, ujawniają matactwa i zapowiadają doprowadzenie śledztwa do końca. Nie mam wątpliwości, że szczególną agresję wzbudza zespół parlamentarny, jego praca i ustalenia. To w dużym stopniu dzięki działaniu zespołu, zaangażowaniu rodzin, niezależnej prasy i postawie opinii publicznej nie udało się ukryć odpowiedzialności strony rosyjskiej i rządu premiera Tuska za tragedię smoleńską.

Nie przesadza Pan, mówiąc o planie wyeliminowania Antoniego Macierewicza z polityki?

- O tym, że chodzi o wyeliminowanie mnie z polityki ze względu na kierowanie parlamentarnym śledztwem smoleńskim, mówi otwarcie pan Dochnal. Dał temu wyraz w opublikowanym oświadczeniu odczytanym zresztą w wielu mediach w ubiegły piątek. Podobnie można odebrać - zaskakujące mimo wszystko - sformułowania wymierzone w opozycję użyte przez ministra Rostowskiego. Najważniejsze jest jednak przyzwolenie dla ludzi pokroju Palikota na bezczeszczenie pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i nieustanne atakowanie pamięci tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Główną rolę odgrywa w tym sam premier Tusk, który sugerował, że należy nas wypędzić z Polski. Wydaje się, że dla jednych sprawa odebrania immunitetu ma być swoistą zemstą, dla innych - demonstracją mającą pokazać, kto dyktuje normy społeczne. Wreszcie jeszcze innym chodzi po prostu o to, by uniemożliwić śledztwo smoleńskie. Ten ostatni motyw uważam za najgroźniejszy, bo w istocie ma on charakter szantażu: albo przestaniecie zajmować się Smoleńskiem, albo was zniszczymy, wyeliminujemy z życia politycznego. Kierownictwo PO zdaje sobie sprawę z tego, że nie da się już uniknąć ujawnienia faktu, iż na wraku rzeczywiście znaleziono ślady materiałów wybuchowych. Ma jednak ciągle nadzieję, że znajdzie jakieś pseudowyjaśnienie omijające eksplozję jako prawdziwą przyczynę katastrofy. Aby to jednak osiągnąć, trzeba wyeliminować zespół parlamentarny, którym nie da się sterować, powołać jakąś "niezależną" komisję i na nowo mieszać Polakom w głowach. Proszę pamiętać, jakim szokiem dla PO była wiadomość o tym, że blisko 40 proc. Polaków uważa, iż katastrofa smoleńska była skutkiem zamachu! W dużym stopniu ten stan świadomości społecznej przypisuje się pracy analityczno-informacyjnej zespołu parlamentarnego i stąd ten szczególnie agresywny stosunek do ludzi związanych z jego działalnością. Na szczęście zarówno PiS, środowiska naukowe za granicą i w kraju, jak i wolne media są odporne na taką manipulację. Dlatego wierzę, że cały ten plan PO spali na panewce i okaże się tylko incydentem bez większego znaczenia.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik