logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Rodziny zwierają szyki

Środa, 28 listopada 2012 (02:10)

Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej i ich pełnomocnicy spotkali się wczoraj w Sejmie. Cel: wypracowanie wspólnej strategii działania w kwestiach prawnych - zarówno na forum krajowym, jak i międzynarodowym.

W spotkaniu wzięło udział kilkadziesiąt osób, w tym m.in. Zuzanna Kurtyka, Ewa Kochanowska, Beata Gosiewska, Andrzej Melak, Piotr i Janusz Walentynowiczowie, mec. Piotr Pszczółkowski, mec. Bartosz Kownacki, mec. Rafał Rogalski i mec. Stefan Hambura. Byli też posłowie: Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak oraz wicemarszałek Marek Kuchciński.

Celem rozmów, które miały charakter zamknięty dla mediów, było wypracowanie wspólnej strategii prawnej w śledztwie smoleńskim. Rodziny, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik" przed spotkaniem, miały nadzieję, że zaowocuje ono bliższą współpracą zarówno ich samych, jak również prawników. Zwłaszcza w kwestiach prawnych.

Chodzi o ustalenie prawnego zabezpieczenia rodzin i formuły działania szczególnie w kwestii składania pozwów i zażaleń oraz - jak podkreślają rodziny - dążenia do egzekwowania tych praw, które są nieustannie łamane przez prokuraturę.

- Warto poruszyć m.in. kwestię ewentualnej odpowiedzialności cywilnej osób odpowiedzialnych za katastrofę, omówić poszczególne postępowania karne, jakie toczą się wokół sprawy smoleńskiej, poinformować rodziny, co się w tych postępowaniach dzieje - zaznaczają prawnicy.

Nie wykluczają, że wzajemna wymiana doświadczeń w tym zakresie zaowocuje bliższą współpracą na ścieżce prawnej. Na to samo liczą rodziny.

- Wszyscy oczekujemy tego, że stworzymy jednolity front i rodziny, zamiast procedować pojedynczo i chaotycznie, będą działały w kwestiach prawnych wspólnie. Zorganizowane działanie jest dużo skuteczniejsze niż pojedyncze próby. Nie jesteśmy ekspertami prawnymi, a sytuacja wygląda tak, że aby się poruszać w różnych wątkach tego śledztwa, trzeba mieć wyjątkową wiedzę, której mogą nie mieć nawet poszczególni prawnicy. Chodzi więc o to, by informować się nawzajem. W tym momencie myślę tak samo o pełnomocnikach. Wiele zależy od interpretacji prawa, dlatego szeroka wiedza i doświadczenie oraz wzajemne informowanie się są tu tak bardzo ważne - przyznaje Zuzanna Kurtyka.

- Rodziny w każdym momencie tej sprawy są traktowane w sposób haniebny. Nie mamy wglądu do materiałów będących w dyspozycji prokuratury, możemy się z nimi zapoznawać tylko wyrywkowo. Prokuratura odmawia nam udziału naszych biegłych w pewnych czynnościach procesowych, jak sekcje ciał naszych bliskich. Chcemy też, by pewne dokumenty zostały odtajnione. Mam tu na myśli choćby dokumentację z ekshumacji ciał czy protokół z oględzin miejsca zdarzenia - mówi Ewa Kochanowska.

Chodzi także o warunki, w jakich rodzinom udostępnia się akta. Mogą one zapoznawać się z tymi dokumentami tylko w siedzibie prokuratury w Warszawie i to w godzinach jej pracy, czyli od 8.00 do 15.00. Rodziny często oczekują miesiącami na przejrzenie akt.

- Dziwna jest sytuacja, kiedy rodziny i ich pełnomocnicy mogą zapoznawać się tylko z aktami dotyczącymi ich najbliższych. Żeby mieć ogólny ogląd sprawy, trzeba byłoby przejrzeć wszystkie akta - zauważa mecenas Bartosz Kownacki.

Jego zdaniem, kwestia "przeciągania w czasie" wglądu w akta wynika z braku właściwej organizacji pracy prokuratury wojskowej, która jest za małą jednostką do prowadzenia tak szerokiego śledztwa.

W ocenie prawnika konieczne byłoby m.in. uzupełnienie zespołu prokuratorskiego czy też zmiana warunków lokalowych, niejednokrotnie bowiem rodziny i ich prawnicy przeglądają akta w obecności pracowników sekretariatu. Konieczne byłoby też częstsze informowanie rodzin przez śledczych co do przebiegu postępowania.

Jak dotąd zorganizowano tylko dwa spotkania prokuratorów z rodzinami. Według prawnika sukcesywne informowanie rodzin o wynikach toczącego się postępowania pozwoliłoby uniknąć sytuacji, w których o ważnych kwestiach dowiadują się ostatnie.

Rodziny podkreślają, że niektóre działania rządu i prokuratury skazują je na "prawdziwe tortury psychiczne". - Sprowadza się katastrofę do walki dwóch plemion: Tutsi i Hutu, a głos rodzin jasno formułujący konkretne zaniedbania, jak to o nieprzeprowadzeniu sekcji ciał w kraju, jest przemilczany.

Zafundowano nam niemal trzyletnią torturę: to było na przykład oczekiwanie na ekshumację ciał ofiar. Takie rzeczy na świecie są nie do pomyślenia. To nie jest naturalne, to jest barbarzyństwo - konkluduje Kochanowska.

Jak dowiedział się "Nasz Dziennik", podczas spotkania była mowa o ewentualności składania skarg do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Co do zasady - przed uruchomieniem tego trybu wymagane jest prawomocne zakończenie postępowań prowadzonych w Polsce. Dopiero później otwiera się droga do działania na gruncie międzynarodowym.

Zdaniem pełnomocników, istnieją jednak pewne casusy, które złożenie skargi do Strasburga umożliwiałyby jeszcze przed zakończeniem postępowania w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej. Jak informuje mec. Rafał Rogalski, wiele rodzin zamierza takie skargi do ETPC wnieść.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik