logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Trująca propozycja

Poniedziałek, 1 sierpnia 2016 (18:25)

Polska sprzeciwia się propozycji Komisji Europejskiej w sprawie redukcji emisji dwutlenku węgla w pozaprzemysłowych sektorach gospodarki. KE znowu stawia kwestie polityczne nad gospodarczymi.

 

Bruksela stoi na stanowisku, że do 2030 r. wszystkie państwa członkowskie powinny zredukować emisję CO2 w sektorach transportu, budownictwa, rolnictwa, odpadów, użytkowania gruntów oraz leśnictwa, czyli w branżach pozaprzemysłowych, które nie są objęte systemem przydzielania praw do emisji i handlu emisjami dwutlenku węgla. To tzw. sektor nonETS (ETS to unijny system handlu emisjami). I według planów KE Polska miałaby zredukować emisję CO2 o 7 proc. w stosunku do 2005 roku.

Polski rząd jest tej koncepcji przeciwny. – Jest to propozycja szkodliwa dla naszego kraju – nie ma wątpliwości prof. Jan Szyszko, minister środowiska. I wskazuje, że obecne unijne prawo pozwala nam na podniesienie w sektorze nonETS emisji CO2 o 14 proc. do 2020 roku, a Bruksela domaga się dokonania znacznej redukcji w kolejnej dekadzie.

Profesor Jan Szyszko wskazuje ponadto, że działania unijnej biurokracji idą wbrew światowemu porozumieniu klimatycznemu zawartemu w ubiegłym roku w Paryżu. Zapisano w nim, że poszczególne kraje będą redukować emisję CO2 w taki sposób, aby jednocześnie nie działać na szkodę własnych gospodarek. Tymczasem obecna propozycja KE jest z tego względu bardzo niekorzystna dla Polski i znowu kwestie polityczne, ideologiczne stawia ponad zdrowy rozsądek.

Paweł Sałek, wiceminister środowiska i pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej, wskazuje, że sektor nonETS stanowi aż połowę polskiej gospodarki i dlatego kwestia emisji gazów cieplarnianych jest dla nas tak kluczowa. Narzucenie sztywnych norm osłabiłoby bowiem naszą konkurencyjność, a wiele firm i gospodarstw rolnych zmuszało do ponoszenia dodatkowych ogromnych kosztów na wypełnienie celów wskazanych przez KE. Dlatego Ministerstwo Środowiska będzie domagało się podczas negocjacji treści unijnego dokumentu na wprowadzenie do niego daleko idących zmian. Niewykluczone też, że powstanie na tyle silna koalicja państw członkowskich UE, że propozycja KE zostanie zablokowana.

Wiceminister Sałek podkreśla, że to, co przedstawiła Bruksela, jest nie do końca jasne. Przede wszystkim Komisja Europejska nie pokazała, w jaki sposób wyliczyła dla Polski dolny limit redukcji CO2 w rolnictwie, transporcie i innych branżach na poziomie 7 proc. I dopiero jak poznamy tę metodologię, będziemy mogli ocenić zasadność owych wyliczeń. Ponadto KE wskazuje, że cele redukcji oparła na średniej emisji w sektorze nonETS za lata 2014-2016. – Ale dane za 2016 rok będą ogłoszone oficjalnie dopiero za półtora roku – zauważa Paweł Sałek.

Ponadto Bruksela odwołuje się do wskaźników dotyczących pierwotnej emisji CO2 w gospodarce z 2005 roku. Tymczasem wtedy do poziomu emisji dwutlenku węgla nie była liczona część instalacji, które znajdowały się wówczas poza nonETS, a teraz do tego segmentu są przypisane.

Ponadto resort środowiska stoi na stanowisku, że wyznaczając cele redukcji emisji CO2 w branżach pozaprzemysłowych, UE powinna wziąć bardziej pod uwagę kwestie pochłaniania dwutlenku węgla przez lasy, co też zostało zapisane w Paryżu. – Klimat powinien być chroniony zgodnie z duchem porozumienia paryskiego – podkreśla Sałek.

Dzięki lasom, które pochłaniają ogromne ilości CO2 w procesie fotosyntezy, zmniejsza się koncentracja tego gazu w atmosferze. Polska jest unijnym liderem w kwestii rozwijania gospodarki leśnej służącej pochłanianiu CO2, nasi naukowcy i leśnicy pokazali np., jakie gatunki drzew trzeba sadzić, jak prowadzić wyrąb lasu, aby osiągnąć najlepsze efekty dla ochrony klimatu. Nasz rząd proponuje, by w przyszłym roku zaczął w UE obowiązywać program pochłaniania CO2. Od 2020 roku mógłby wtedy ruszyć także handel pochłoniętymi emisjami, co premiowałoby państwa dbające o swoje lasy i przyrodniczą bioróżnorodność.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej .

Zapraszamy do „Naszego Dziennika” zakupu w wersji elektronicznej

Krzysztof Losz

Nasz Dziennik