Rozpoczęli rano, o 6.00, no może chwilę później. 6.03, bo żegnali się z Wieliczką i ze wspaniałą rodziną, która ich przyjęła. Gospodyni nie spała całą noc, bo przeglądała stronę www.niniwateam.pl, by jak najwięcej się dowiedzieć o wyprawie. Jak sama mówiła, za dużo tego na jedną noc.
Po czułościach przyszedł czas na pracę i pierwsze 50 km. Podczas drogi wszystkim uczestnikom przypominały się słowa księdza biskupa Wieczorka „Praca jest życiodajna”. Przypominały się, ponieważ droga, którą wybrali, była nadzwyczajnie oznaczona słupkami bezpieczeństwa, każdy, jadąc, musiał myśleć razy 38 i pokazywać tym za sobą, aby nie stało się niebezpieczeństwo. Swoją drogą to ciekawe, słupki bezpieczeństwa są niebezpieczne? Ale wracając. Po 50 km przyszedł czas na przerwę, pierwsza w Brzesku, naładowanie mocy i dalej w drogę.
Dzień wydawał się jakby z podręcznika małego kolarza – co 50 km przerwa, bo kolejna punkt 12.00 również po 50 km w Dębicy. Całe szczęście nikt nie musiał zmieniać ogumienia. I tak przez cały dzień. Gorący, ale nie upalny, bo przecież 25 stopni… tzn. 45 stopni odczuwalne od asfaltu. Ale nikt nie narzekał, przecież później będzie cieplej.
Punkt 15.00, Godzina Miłosierdzia, a grupa już w mieście Kasi Ludwin – Rzeszowie, a dokładniej u Ojców Pijarów. Wspólna Koronka i czas wolny. Rozkładanie namiotów, prysznic (o jak dobrze drugi dzień z rzędu się wykąpać), pyszny obiad przygotowany przez rodziców Kasi, za co wszyscy uczestnicy bardzo, ale to bardzo dziękują, i czas wolny. Nie dla wszystkich. Okazało się, że jest zapotrzebowanie na dodatkowy sprzęt sportowy, dlatego Przemek Nowakowski wybrał się z listą życzeń do sklepu rowerowego, by niczego nie brakowało. A dziewczyny jak to dziewczyny, a dokładniej Jola i Nina dały się porwać szaleństwu zakupów. A tak na poważnie to wybrały się również do sklepu w podobnym celu, jaki miał Przemek. No i najważniejsze. Gdy Rzeszów usłyszał, że do miasta wjechał NINIWA Team, od razu zaprosili ich do telewizji. O 17.00 w wejściu na żywo Kasia i ojciec Tomasz opowiadali o całej wyprawie oraz o misji, jaką ze sobą niesie. Bardzo dziękujemy za możliwość rozpowszechnienia Misji JuT wśród rzeszowian, serdecznie pozdrawiamy i polecamy się modlitwie.
O godz. 18.00 miała rozpocząć się parafialna Msza św. o nowe powołania z udziałem osób konsekrowanych, między innymi pijarów, salezjanów, dwóch braci z Hiszpanii, jednego oblata oraz naszej grupy NINIWA Team, ale przez fanów, autografy, wspólne zdjęcia pod budynkiem telewizji rozpoczęła się kilka minut później. Czekając na gwiazdy telewizji, pozostali opowiadali wszystkim obecnym w kościele gdzie, dlaczego i z jaką misją jadą. Śpiewali też znaną piosenkę „Bóg jest tu…” (Nucisz? To dobrze, nie przeszkadzaj sobie). Po Mszy św. odbyło się krótkie nabożeństwo w intencji nowych powołań, na którym niektórzy uczestnicy posnęli w ławkach. To nie nuda, a delikatne zmęczenie.
Jak mówił w dzisiejszej rozmowie Emil Burdziłowski, „drugi dzień był znacznie lepszy od pierwszego, było ciepło, ale będzie cieplej, cieszymy się, że nie pada. Potrzeba nam było takiego dnia, bo w grupie widać jedność, stajemy się jednym zespołem. Każdy z nas pracuje dla wszystkich. Za chwilę będziemy jeść pyszną jajecznicę przygotowaną przez Kroczka i Kimela – chyba się najemy”.
Dzień drugi był bardzo ważny – grupa się rozkręca, pracują x38, a to ważne, bo przecież praca jest życiodajna.

