logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Opozycja na straży interesów establishmentu

Czwartek, 4 sierpnia 2016 (05:44)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. Mogłoby się wydawać, że spór zakończony, tymczasem nic na to nie wskazuje. Czy znów będziemy świadkami awantury politycznej?

– Przecież nie od dziś wiadomo, że nie o Trybunał Konstytucyjny tu chodzi, a już na pewno nie o demokrację czy o Konstytucję RP. Proszę mi wskazać, czy opozycja na przestrzeni tych miesięcy zaproponowała coś, cokolwiek obywatelom… Nie zaproponowała nic konkretnego poza przerwami i poza obstrukcją w obradach Sejmu.

Zważając na to, o czym Pan mówi, to do czego zmierza dzisiejsza opozycja?

– Można powiedzieć, że opozycja dziś zmierza do tego, żeby PiS nie realizowało swojego programu. Chcą, ażeby wszystko było tak, jak było przed ubiegłorocznymi wyborami, żeby Platforma, a dziś również Nowoczesna w dalszym ciągu stały na straży interesów establishmentu. Te formacje są strażnikami III RP. Zależy im, żeby wszyscy ci, którzy żerowali na Polakach, wciąż dobrze się mieli, ażeby nikt nie poniósł odpowiedzialności za zło uczynione względem państwa polskiego i Polaków. Przecież na przestrzeni blisko 27 lat tak na dobrą sprawę niewiele się zmieniło, jeśli chodzi np. o wymiar sprawiedliwości, bo nie osądzono nikogo. Nie osądzono tych, którzy strzelali do robotników na Wybrzeżu czy do górników w kopalni „Wujek”, a w szczególności tych, którzy wydawali takie rozkazy. Wreszcie nie osądzono twórców stanu wojennego czy tych, którzy zamordowali wielu opozycjonistów, kapłanów, a w szczególności ks. Jerzego Popiełuszkę. W przypadku zbrodni dokonanej na kapelanie „Solidarności” osądzono tylko bezpośrednich sprawców, a mocodawców nigdy nie dotknęła sprawiedliwa kara. Zresztą nawet w przypadku mordercy ks. Jerzego kara nie była zbyt dotkliwa, stosowano wobec niego amnestie, przerwy w odbywaniu kary, a dziś już od dawna jest na wolności. Również Wojciecha Jaruzelskiego nie tak dawno Platforma z honorami pochowała na warszawskich Powązkach. To wszystko pokazuje, że ci główni winowajcy, przeciwnicy Polski byli ochraniani, a PRL pod rządami koalicji PO – PSL trwała w najlepsze. I teraz po dojściu do władzy PiS, które chce, aby ze wzrostu gospodarczego korzystali wszyscy obywatele, a nie tylko wąska, uprzywilejowana grupa, robi się wrzawa. Robi się wszystko, żeby tę dobrą zmianę storpedować, a TK ma być tym orężem, bastionem, który ma te reformy zablokować.

Czy przyjmując taką rolę, TK stoi jeszcze na straży prawa?  

– TK w tej chwili już w sposób jawny, można powiedzieć –ostentacyjny nie przestrzega prawa. Wystarczy tylko przypomnieć komentarz prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, który mówi wprost, że on tej ustawy nie widzi. Przecież to jest nic innego jak ostentacyjne łamanie prawa, ostentacyjne łamanie Konstytucji. Co więcej – czyni to organ, który powinien stać na straży i przede wszystkim przestrzegać tego prawa. Opozycji chodzi nie o ustawę, ale o podtrzymywanie napięcia, bo bez tego paliwa politycznego nie ma racji bytu. Stąd mamy straszenie Polaków rzekomym łamaniem Konstytucji, demokracji czy praw i wolności obywatelskich, co jest totalną bzdurą. Co więcej, opozycja nie ma nic do zaproponowania obywatelom poza tworzeniem aury strachu. Ich celem jest niedopuszczenie do zmian w Polsce i w tym kontekście jakakolwiek by nie była ustawa, to jeżeli nie będzie napisana przez opozycję albo przez TK, każda będzie zła.

Platforma i Nowoczesna zwróciły się do TK o zbadanie ustawy o Trybunale. Czy to nie paradoks, że ważność ustawy o TK ma zbadać tenże Trybunał?

– Rzeczywiście TK staje się sędzią we własnej sprawie. To jest łamanie pewnych standardów, to jest nieprzyzwoite. Jednak z drugiej strony warto podkreślić, że na przestrzeni lat nie zadbano o takie rozwiązania, że ustawa o TK np. będzie kontrolowana przez inny podmiot. Skoro ustawodawca tego nie przewidział, to gdyby TK miał trochę powściągliwości, nie uprawiałby polityki wokół tej ustawy. TK zachowuje się nie jak organ prawny, tylko jak organ polityczny, a w szczególności prezes Rzepliński. Należałoby, aby TK zachowywał się powściągliwie, a kontrolując tę ustawę, żeby przestrzegał prawa.

Wspomniał Pan, że ustawodawca nie przewidział, żeby kto inny, a nie TK oceniał sam siebie. Czy w ustawie o TK autorstwa PiS nie można było tego uporządkować?

– Konstytucja nie przewiduje tego, aby ktokolwiek inny mógł dokonywać tego rodzaju kontroli. Zresztą nigdy dotąd nie było to problemem. Ustawa z 1997 r. obowiązywała i jakoś nikt nie kwestionował jej konstytucyjności, TK się nią nie zajmował i nagle zajmuje się teraz, i to w sposób nadaktywny. Tymczasem ustawa, którą 7 lipca br. uchwalił Sejm, bazuje na tamtej ustawie, a mimo to to, co przez wiele lat było dobre, teraz nagle jest złe. Chodzi o to, żeby TK miał superwładzę i żeby stał ponad wszelką władzą, ażeby wybory w demokratycznym państwie nie miały większego znaczenia. Całą tę sytuację najlepiej oddaje stwierdzenie, że nie chodzi tu wcale o państwo demokratyczne, ale o ustrój trybunalski, ustrój, wedle którego najwyższą władzą przez nikogo niekontrolowaną będzie TK. I rzeczywiście dziś mamy taką sytuację, że TK nie poddaje się kontroli ze strony parlamentu i nie chce się stosować do tego, do czego stosować się winien. Nie przestrzega równowagi władz. Proszę zwrócić uwagę, że tyle mówi się o trójpodziale władz, ale jakoś opozycja niechętnie wymienia drugi element, a mianowicie równowagę władz. W związku z tym równowaga władz to nie tylko zapis w Konstytucji, ale również wypełnienie konstytucyjnej normy w postaci ustawodawstwa zwykłego. Skoro mowa jest o równowadze, to muszą istnieć instrumenty, które tę równowagę zapewniają.

Proszę przypomnieć, na czym ta równowaga ma polegać?       

– Równowaga władz polega na tym, że władze są oddzielne, ale równoważą się.

Ale jak mają się one równoważyć?

– Właśnie w ten sposób, że TK jest niezależny, że sędziowie są niezawiśli w zakresie orzekania, ale organizacja Trybunału i sposób postępowania przed tymże TK określa władza ustawodawcza. I to ma swoje odniesienie także do innych sądów, do sądów powszechnych. Zwracam uwagę, że sądy są niezależne, powszechne, sędziowie niezawiśli w zakresie orzekania, ale ustrój tych sądów i sposób postępowania przed tymi sądami określają ustawy uchwalane przez władzę ustawodawczą. Najbardziej znanymi, najbardziej powszechnymi ustawami określającymi sposób postępowania przed sądami są Kodeks postępowania karnego, Kodeks postępowania cywilnego, Kodeks postępowania administracyjnego. A więc przed sądami powszechnymi reguły postępowania określa ustawodawca zwykły w drodze ustawy. I tak samo – wedle Konstytucji RP – ma to wyglądać w odniesieniu do TK. Trybunał jest niezależny, sędziowie niezawiśli, ale organizacja i sposób postępowania mają być określone w ustawie. O tym wyraźnie stanowi art. 197 Konstytucji RP. I na tym polega wypełnienie równowagi władz. Tymczasem opozycja wspólnie z prezesem Rzeplińskim chcą doprowadzić do tego, żeby TK był superwładzą i żeby to on o wszystkim decydował.

Jak to się ma do demokracji?

– Odpowiadając jednym słowem – ma się nijak, zarówno do demokracji, jak i do Konstytucji. Przypomnę, że sędziowie nie mają legitymacji demokratycznej. Politycy, a więc władza ustawodawcza podlega osądowi przynajmniej co cztery lata i jeżeli sprzeniewierzą się ideałom, jeżeli narażą się obywatelom, to nie mają co liczyć na przedłużenie władzy. Natomiast TK nie ma legitymacji demokratycznej, w związku z tym uzurpowanie sobie daleko idących praw nieprzewidzianych w Konstytucji rzeczywiście stanowi zagrożenie dla porządku prawnego. Warto może dodać, że TK, współpracując z Platformą – bo tak to należy powiedzieć – rozszerzył w ustawie z czerwca 2015 r. swoje kompetencje poprzez możliwość usuwania prezydenta ze stanowiska w przypadku braku możliwości sprawowania władzy. Przy czym te kwestie nie były dookreślone, a zatem możemy sobie tylko wyobrazić, jak dalece to mogło być poddawane interpretacji. O rozszerzeniu uprawnień TK stanowi też zapis, że to Trybunał będzie wykonywał wykładnię prawa. Można zatem powiedzieć, że TK ustawę z czerwca ubiegłego roku pisał dla siebie. To sędziowie TK napisali tę ustawę, co więcej – potem sami ją kontrolowali. To pokazuje, kto i kiedy dokonał zamachu na Konstytucję i zamachu na TK.  

Co będzie, jeśli TK nie będzie chciał stosować nowej ustawy z 7 lipca przed zbadaniem jej zgodności z Konstytucją?

– Skoro TK nie będzie postępował na podstawie prawa, to tego rodzaju rozstrzygnięcia nie będą miały żadnego prawnego znaczenia. A zatem spotka je taki sam los jak „wyrok” z 9 marca br. Słowa „wyrok” używam w cudzysłowie, bo – jak wielokrotnie podkreślałem przy innych okazjach – nie każda wypowiedź TK jest wyrokowaniem. Żeby wyrokować, trzeba działać na podstawie procedury określonej w ustawie przez parlament. Jeżeli ktoś się do tej procedury nie stosuje, to tego rodzaju postępowanie nie może rodzić skutków prawnych.

Komisja Europejska przyjęła do wiadomości, że prezydent Duda podpisał ustawę, ale wciąż podtrzymuje swoje zastrzeżenia. Czy to oznacza, że wszczęta procedura kontroli praworządności w Polsce będzie kontynuowana?

– Trzeba, żeby KE przyjęła do świadomości, że Polska jest państwem suwerennym i o tym, jak urządzamy własny dom, decydujemy sami. Na tym polega suwerenność. Warto też zadać pytanie wprost: jaka jest podstawa prawna takiego działania KE wobec Polski? Na jakiej podstawie prawnej KE uzurpuje sobie prawo do ingerowania w funkcjonowanie suwerennego państwa?

Dzień przed ogłoszeniem zastrzeżeń przez KE na swoich stronach opublikowała je „Gazeta Wyborcza”. To zbieg okoliczności, przypadek, a może dar przewidywania, żeby nie powiedzieć proroctwo?

– Przecież nie ma cienia wątpliwości – na co wskazuje wiele faktów – że istnieje ścisłe współdziałanie opozycji w Polsce z Komisją Wenecką oraz z KE. Mówią tym samym głosem.

Z czego to wynika?

– Odpowiedź jest prosta. Mianowicie ideowo dzisiejsza opozycja w Polsce jest bliska KE. Wiemy też, jakie państwo w Europie odgrywa dziś najważniejszą rolę. Może więc w tym momencie warto sobie przypomnieć słowa płynące z Niemiec tuż po wyborze Andrzeja Dudy na prezydenta RP. Wtedy prasa niemiecka pisała, że wraz tym wyborem zagrożone zostały interesy niemieckie w Polsce. Myślę, że warto ze sobą zestawiać te fakty. I stąd też działania zarówno Komisji Weneckiej, jak i KE sprowadzają się do tego, że te środowiska liberalno-lewicowe nie mogą pogodzić się z tym, że w Polsce władzę sprawuje rząd prawicowy, rząd konserwatywny.

A zatem te wszystkie działania przeciw Polsce są motywowane politycznie?

– Zdecydowanie tak. Dlatego chociażby w stanowisku Komisji Weneckiej nie było miejsca na rozważania natury prawnej, natomiast sporo było tam chciejstwa politycznego.

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, problem migracyjny czy coraz częstsze zamachy terrorystyczne to – jak widać – dla Komisji Europejskiej nic wielkiego w porównaniu ze sprawą TK w Polsce. Polska i sprawa TK stały się tematami zastępczymi dla organów europejskich?

– KE powinna się zająć sama sobą, a w szczególności nieprzestrzeganiem prawa czy wręcz łamaniem podstawowych praw i wolności obywatelskich chociażby w samych Niemczech czy też we Francji, gdzie obywatele nie są informowani o tym, co się dzieje w ich kraju. Wystarczy tylko przypomnieć, jak niemieckie media przemilczały przypadki gwałtów i innych przestępstw popełnianych przez imigrantów przybywających z Bliskiego Wschodu. A więc tu mamy do czynienia z nieprzestrzeganiem praw i wolności obywatelskich, a mimo to KE przymyka na to oko. W Polsce demokracja ma się dobrze, a prawa i wolności obywatelskie są przestrzegane, natomiast poważne zastrzeżenia budzi to, co się dzieje w kręgach decyzyjnych UE. Dziś o losach Unii, w tym o losach Polski, chcą decydować ci, którzy nie mają legitymacji demokratycznej. Bo kto wybierał tych panów z KE na stanowiska? Jeżeli zatem demokracja jest zagrożona, to właśnie w strukturach europejskich w Brukseli. Gra toczy się o zagrożone interesy głównych państw UE. Polska wybija się na suwerenność i na niepodległość, jesteśmy wielkim, dumnym Narodem, dużym państwem i mamy prawo stanowić o sobie. Niektórzy politycy z kręgów decyzyjnych UE nie mogą się z tym pogodzić i ten etap powstawania Polski z kolan bardzo ich razi. Stąd nie chcą do tego dopuścić i w dalszym ciągu trzymać nas w uległości. Ale jestem przekonany, że zdecydowane stanowisko polskiego rządu wreszcie pozwoli im zrozumieć, że Polska jest suwerennym państwem i nie cofniemy się w realizowaniu tego, co służy budowaniu Polski silnej, i tego, co służy dobru Polaków.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl