logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: solidarnosc.rzeszow.org.pl/ Inne

Prześwietlić decyzje Platformy

Piątek, 5 sierpnia 2016 (20:32)

Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak ustalił „Nasz Dziennik”, przetarg na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii będzie powtórzony. Jak odbiera Pan tę wciąż jeszcze nieoficjalną informację, jest Pan tym zaskoczony?

– Choć są to informacje wciąż niepotwierdzone, to przyjmujemy je za dobrą monetę. Na oficjalne wieści w sprawie przetargu śmigłowcowego z niecierpliwością oczekują szczególnie pracownicy PZL Mielec czy PZL Świdnik, oczekujemy także my jako działacze związkowi, którzy zwracaliśmy uwagę, że rozstrzygnięcie poprzedniego rządu miało znamiona przekrętu, a już z pewnością nie było merytoryczne, jeśli chodzi o jakość sprzętu, który w trzech przypadkach był mniej więcej na jednym poziomie. Stąd wykluczenie dwóch ofert Mielca i Świdnika już na starcie było niesprawiedliwe i co najmniej dwuznaczne. Te informacje, jakie dzisiaj do nas docierają, tylko potwierdzają, że zarówno minister Antoni Macierewicz, jak też wiceminister Bartosz Kownacki, czy w ogóle rząd Prawa i Sprawiedliwości dotrzymuje słowa i bierze na poważnie deklaracje, jakie składał w kampanii wyborczej. Jeśli powtórzenie przetargu stanie się faktem, to dla nas – sektora lotniczego – będzie powodem do dumy to, że mamy takich ministrów obrony narodowej jak wspomniani wcześniej Antoni Macierewicz i Bartosz Kownacki.

Airbus Helicopters i stojąca murem za tą ofertą Platforma zapowiadały rozwój Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1 w Łodzi, które miały uczestniczyć w produkcji śmigłowców dla polskiej armii. Teraz, jak wiele na to wskazuje, wszystko się posypało…

– Niezależnie od tego, czy w przyszłym ewentualnym rozdaniu wygrają PZL Mielec czy PZL Świdnik, jestem przekonany, że Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1 w Łodzi będą miały udział w podziale tego tortu i np. obsługa posprzedażna – czyli przeglądy i remonty, a więc serwis będzie w Łodzi i zakłady te nie będą pozostawione na pastwę losu.

Tyle że nie za sprawą Airbusa…?   

– Na wstępnym etapie poprzednich rozmów, kiedy zadawaliśmy pytania w tym zakresie, to oferty Mielca, jak i Świdnika adresowane do Wojskowych Zakładów Lotniczych w Łodzi były mniej więcej na tym samym poziomie, co oferta Airbus Helicopters. Natomiast zarówno AugustaWestland, jak i firma Sikorsky, jak już składały zobowiązania na etapie prywatyzacji zakładów w Świdniku czy Mielcu, to się z nich wywiązywały. Niestety nie można tego samego powiedzieć o firmie Airbus Helicopters, która już kolejny raz nie dotrzymuje zobowiązań. Tak było – przypomnę – kilka lat temu, kiedy pod szyldem Eurocopter Group Francuzi wygrali przetarg na dostawę śmigłowców dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jako konsekwencja miało powstać Centrum Obsługi Posprzedażnej dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i kilkaset miejsc pracy, których – nawiasem mówiąc – nie ma do dzisiaj. Biorąc pod uwagę te doświadczenia, uważaliśmy, że firmy AugustaWestland, jak i firma Sikorsky, które mają swoje zakłady w Polsce, są bardziej wiarygodne od Francuzów i zapowiadane nowe miejsca pracy w Łodzi zostaną stworzone, i tak zapewne się stanie.

Nawet jeśli przetarg zostanie powtórzony, to jak ocenia Pan konsekwencje tej zwłoki?

– Zarówno kierownictwo, jak i załogi PZL Mielec czy PZL Świdnik gdzieś w podświadomości wierzyły, że ten przetarg zostanie unieważniony i rozpisany od nowa. Sądzę zatem, że te zakłady są przygotowane także na taką ewentualność i gotowe do rozpoczęcia produkcji śmigłowców – oczywiście jeśli ich oferty zostaną wybrane. Niestety, zwłoki w czasie, jaka powstała, nie da się już uniknąć, ale to tylko źle świadczy o poprzednim rządzie PO – PSL. Rozczarowane z całą pewnością jest także polskie wojsko, polska armia, która zwłaszcza w obliczu bardzo dynamicznej sytuacji geopolitycznej na świecie mogła mieć już nowy, wysokiej klasy sprzęt, a wciąż niestety go nie posiada. Nie oszukujmy się, nasza armia na pewno nie dostanie tak szybko tych śmigłowców, jak mogłaby otrzymać, gdyby ten przetarg był prowadzony w sposób prawidłowy.  

Czy Pana zdaniem nowe śmigłowce powinny już być na wyposażeniu naszej armii?

– Gdyby nie decyzje min. Siemoniaka, które tak naprawdę zaszkodziły zarówno obronności państwa polskiego, jak i zakładom lotniczym w Polsce, to nowoczesne śmigłowce dla naszej armii byłyby już pewnie albo niebawem na wyposażeniu wojska. Tak czy inaczej czasu nie da się odwrócić i opóźnienie nastąpi, ale jeśli te informacje, które dziś komentujemy, się potwierdzą, to najważniejsze jest to, że śmigłowce dla Wojska Polskiego będą produkowane na terenie naszego kraju, rękoma polskich pracowników.

Mówiąc o przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy, mało mówi się o głównych autorach tego niebezpiecznego zamieszania. Pan wspomniał o min. Siemoniaku, ale osób, którym zawdzięczamy ten cały galimatias, jest chyba więcej…?

– Tak to już jest, że to szef zawsze odpowiada za firmę i działania swoich podwładnych. Nie ulega wątpliwości, że całej tej grupie ludzi, którzy szkodzili polskiej obronności i całemu polskiemu przemysłowi obronnemu, przewodzi ówczesny premier Donald Tusk i jego następczyni premier Ewa Kopacz. I to oni ponoszą odpowiedzialność za to, co poszczególni ministrowie i wiceministrowie, m.in. w MON, za ich rządów wyczyniali.   

Skoro teraz obecne władze, w tym MON, dostrzegają, że – jak można mniemać – Francuzi liczyli na daleko idące ustępstwa ze strony poprzedniego rządu, to czy polscy negocjatorzy tego nie dostrzegali, a może tylko udawali, że nie widzą?

– To dobre pytanie. Prawdę mówiąc, trudno mi w tej chwili wyrokować i posądzać kogoś o niecne zamiary czy też działania na szkodę Polski. Jednak patrząc na decyzje, które de facto były szkodliwe dla Polski jako państwa, szkodliwe dla pracowników polskiego sektora zbrojeniowego, trudno oprzeć się wrażeniu, że coś jednak może być na rzeczy. Pytanie tylko, skąd takie decyzje się wzięły i czemu czy komu tak naprawdę miały służyć? Być może, one miały być zyskowne tylko dla tych, którzy podejmowali te decyzje, bo dla polskich zakładów lotniczych z całą pewnością nie. Interes państwa polskiego z całą pewnością nie był tu na pierwszym miejscu, a być powinien.

Ocena, że działania rządu PO – PSL w zakresie tego przetargu były sprzeczne z polskim interesem gospodarczym i godziły w bezpieczeństwo państwa, jest rażąca…

– Ale to jest prawda, co więcej, na to wskazują fakty... Przypomnę, że za 12 miliardów złotych Polska miała zakupić 70 śmigłowców wielozadaniowych, tymczasem Platforma tak negocjowała, że będzie ich tylko 50, za które mieliśmy zapłacić już ponad 13 miliardów złotych. Okazuje się też, że bazę śmigłowców EC-725 Caracal stanowi śmigłowiec Eurocopter EC225 Super Puma zbudowany na tej samej platformie, który zanotował już katastrofy ze skutkiem śmiertelnym. To pokazuje, że ten sprzęt, co by nie powiedzieć, jest awaryjny. W tej sytuacji zakupione śmigłowce mogłyby zostać uziemione do czasu, aż zostaną wyjaśnione wszystkie okoliczności katastrof. Po co nam sprzęt zamknięty w hangarze? To pokazuje, że Skarb Państwa i obronność państwa polskiego na zakupie francuskich Caracali tylko traciły i to na wielu frontach.

Z tego, co pamiętam, to w rozmowach ze mną Pan wielokrotnie wskazywał na błędy popełniane przy wyborze francuskiej oferty i w ogóle przy przetargu. Nie ukrywał Pan tego również w rozmowach z poprzednim kierownictwem MON. Jak te uwagi były odbierane?

– Przypominam sobie jedno ze spotkań z ówczesnym ministrem obrony Tomaszem Siemoniakiem i wiceministrem Czesławem Mroczkiem. I kiedy przekonywaliśmy, że byłoby zasadne, aby do przetargu zostali dopuszczeni trzej oferenci, co otworzyłoby m.in. lepsze możliwości negocjacyjne, wskazywaliśmy również, że Airbus Helicopters też nie wypełnia w stu procentach wymagań, jakie były stawiane przez polską armię, to wiceminister Mroczek – na co zresztą są świadkowie – koledzy ze Świdnika czy z Mielca – powiedział, że jak chcemy, to możemy oddać sprawę do sądu, bo Francuzi w stu procentach wypełnili wymagania, jakie postawił MON. Mam nadzieję, że dożyjemy jeszcze czasu, kiedy sprawa przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii zostanie wyjaśniona od początku do końca. Spróbujemy, aby być może Trybunał Stanu zbadał, czy decyzje przez tych panów zostały podjęte zgodnie z obowiązującym prawem i czy służyły, czy może nie służyły Polsce, a jak tak, to komu służyły.  

Z Pana wypowiedzi wnioskuję, że są podstawy, aby nie zatrzymywać się tylko na ewentualnym unieważnieniu przetargu, ale pójść o krok dalej?

– Nawet gdyby się okazało, że decyzja co do wyboru francuskich caracali zostanie zaklepana, bo tego też nie można wykluczyć, i gdyby Airbus Helicopters w końcu jednak spełnił wymagania offsetowe, to i tak będziemy się domagać wyjaśnienia przez odpowiednie organy wszystkich okoliczności postępowania przetargowego. Ktoś będzie musiał zapytać poprzednie władze w Polsce, także byłe kierownictwo MON, w czyim interesie działali. Oczywiście liczymy, że poprzedni przetarg zostanie unieważniony i rozpisany na nowo, i wszyscy oferenci będą mieli równe szanse, a wygra najlepszy.

Czy odpowiednim organem do zbadania wszystkich kwestii związanych z przetargiem nie byłaby sejmowa komisja śledcza?

– Nie wykluczam i takiej możliwości.

Czy to oznacza, że Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” będzie się zwracać w tej sprawie do polityków?

– Nie wykluczamy również i takich działań. Na pewno sprawa ta musi być wyjaśniona i rzetelnie zbadana, choćby po to, żeby na przyszłość politycy wiedzieli, że każde ich działanie musi być podejmowane odpowiedzialnie w interesie polskiej gospodarki, polskich pracowników, słowem: w interesie Ojczyzny, a w tym wypadku także w interesie bezpieczeństwa państwa polskiego.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl