logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz / Nasz Dziennik

Dawno rozstał się z togą sędziego

Wtorek, 16 sierpnia 2016 (03:26)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak ocenia Pan tryb pracy Trybunału Konstytucyjnego nad skargami opozycji w sprawie lipcowej ustawy?

– Po pierwsze, nie był to wyrok, bo żeby taki mógł być, muszą być spełnione określone warunki, natomiast w tym wypadku mieliśmy do czynienia ze stanowiskiem czy też opinią sędziów Trybunału Konstytucyjnego, notabene opinią niejednomyślną. Ponadto opinia ta była niejako potwierdzeniem tego, co już wcześniej mówił prezes Andrzej Rzepliński. Można się zatem domyślać, że opinia niektórych sędziów Trybunału, o której rozmawiamy, była inspirowana właśnie przez prezesa Rzeplińskiego. Przypomnę, że prezes Trybunału mówił, że rozwiązania przyjęte w nowej ustawie o TK są niekonstytucyjne, zanim ta ustawa została uchwalona przez Sejm. Tym samym niejako wydał wyrok, zanim zebrali się sędziowie TK. Biorąc to wszystko pod uwagę, nie jestem zaskoczony czwartkową opinią sędziów TK. Faktem natomiast jest, że pozostaje niesmak z uwagi na to, że organ, który jest powołany do tego, żeby stać na straży i przestrzegać zarówno Konstytucji RP, jak i obowiązującego prawa, sam to prawo w dowolny sposób nagina. Rozpatrzył tą ustawę o TK w formie oraz na posiedzeniu niejawnym, co się wcześniej nigdy nie zdarzyło, żeby tego rodzaju ustawy były w takim trybie rozpatrywane. To, co funduje nam dzisiaj TK, można określić nie inaczej jak degeneracja prawna.

Co to stanowisko zmienia, jeśli chodzi o uchwaloną ustawę?

– Tak jak powiedziałem, jest to stanowisko sędziów TK, które właściwie niczego nie zmienia. Natomiast z całą pewnością powoduje to, że Sejm z pewnością jeszcze raz pochyli się nad rozwiązaniami prawnymi regulującymi funkcjonowanie Trybunału. Sejm ma materiał do pracy, bo podstawę do tego będą stanowiły ustalenia zespołu powołanego przez marszałka Marka Kuchcińskiego. Przypomnę, że raport będący efektem pracy zespołu ekspertów ds. problematyki Trybunału Konstytucyjnego pod kierunkiem prof. Jana Majchrowskiego, został złożony na ręce marszałka Sejmu. I w oparciu o te wskazówki mam nadzieję od września Sejm zajmie się regulacjami dotyczącymi TK.

Skąd pośpiech prezesa Rzeplińskiego, żeby w tak ekspresowym tempie rozpatrzyć skargi Platformy, Nowoczesnej i PSL oraz RPO Adama Bodnara, podczas gdy w kolejce na rozpoznanie TK czeka ok. 80 wniosków?

– Można się tylko domyślać, że po pierwsze, celem takiego pospiesznego działania było rozpatrzyć te skargi przed dniem wejścia w życie ustawy z tym zamysłem, aby postępowanie w sprawie tych skarg prowadzić nawiasem mówiąc też nieprawidłowo, bo według przepisów ustawy o TK z 2015 r. Natomiast my jako większość parlamentarna oczekujemy, żeby TK procedował w oparciu o ustawę grudniową. Pomijając jednak te kwestie, pośpiech prezesa Rzeplińskiego wynika ze stricte politycznych przesłanek. Chodzi o to, żeby w dalszym ciągu podtrzymywać konflikt wokół TK, aby ten kryzys konstytucyjny w Polsce trwał jak najdłużej. Potęgowanie konfliktu jest celem opozycji, która nie ma pomysłu. Jest to paliwo dla opozycji, dla Platformy, dla Nowoczesnej, a prezes TK prof. Andrzej Rzepliński już dawno rozstał się z togą sędziego. Prezentuje opinie polityczne, staje po jednej stronie politycznego sporu i daje temu wyraz chociażby poprzez takie, a nie inne wyznaczanie terminu rozprawy i przyjęcie takiego właśnie trybu postępowania.    

A zatem można powiedzieć za ministrem Zbigniewem Ziobrą, że „prezes Rzepliński to polityk całą gębą”?

– Gdyby prezes TK stał ponad politycznymi podziałami, wówczas można byłoby zgadzać się bądź nie z rozstrzygnięciami Trybunału jednakowoż trzeba byłoby je uszanować, gdyby TK działał zgodnie z obowiązującym prawem. Co innego jednak, kiedy prezes TK – najważniejszego sądu konstytucyjnego w państwie wypowiada swoje opinie przed wydaniem wyroku, kiedy dochodzi do sytuacji, w których politycy Platformy wiedzą wcześniej o wyznaczonym terminie, co więcej – o sposobie rozstrzygnięcia skargi niż opinia publiczna. To wszystko pokazuje, że prezes Rzepliński ściśle współpracuje z jedną stroną sceny politycznej, a tym samym wchodzi w buty polityka.

Na wstępie naszej rozmowy zwrócił Pan uwagę na zdanie odrębne trojga sędziów. Czy to może świadczyć o istniejącym podziale wewnątrz TK?

– Nowo wybrani sędziowie, którzy zostali dopuszczeni do orzekania, konsekwentnie zgłaszają zdanie odrębne w trakcie dotychczasowych prac TK, począwszy od sławetnego stanowiska z 9 marca 2016 r., poprzez kolejne rozstrzygnięcia, kiedy to Trybunał de facto proceduje w oparciu o nie bardzo wiadomo jakie przepisy – czy to w oparciu o przepisy ustawy z 2015 r., ale w takim układzie jest niekonsekwentny. Tutaj jest zasadniczy podział wśród sędziów Trybunału zarówno co do oceny formalnej funkcjonowania TK, nie mówiąc już o merytorycznych rozstrzygnięciach, bo tutaj też sędziowie zgłaszali zastrzeżenia w stosunku do tego stanowiska przyjętego w czwartek.

Czy skoro prezes Rzepliński dowolnie żongluje sobie przepisami, to czy ma jeszcze mandat do sprawowania tej funkcji?

– Można powiedzieć, że w demokratycznym państwie prawnym tego rodzaju pytanie, jakie pan redaktor stawia, jest jak najbardziej zasadne. Szkopuł w tym, że właściwie to nie istnieją jakiekolwiek sankcje wobec sędziów TK. Owszem, są olbrzymie przywileje i wysokie apanaże, natomiast nie ma jakiejkolwiek odpowiedzialności i stąd też niestety jest możliwe dowolne żonglowanie przepisami, co więcej – jest możliwe wypowiadanie opinii na temat przyszłego wyroku, zanim on zapadnie. Niestety, nie grożą czy też nie wynikają z tego żadne konsekwencje. Stąd też z całą pewnością jest potrzeba zmian w ustawie o TK, które odmiennie niż dotychczas określałyby status sędziego Trybunału.

A zatem możemy oczekiwać, że w nowej ustawie o TK tego typu zmiany się znajdą?  

– Myślę, że takie zmiany powinny się znaleźć w nowej ustawie. Tak jak mówiłem wcześniej, podstawą prac Sejmu nad nową ustawą o TK będą ustalenia zespołu ekspertów pod kierunkiem prof. Majchrowskiego i potrzebą chwili jest to, aby tego ogromne przywileje sędziów Trybunału w jakiś sposób ograniczyć, bo są one zbędne i nie mają jakiegokolwiek uzasadnienia. Od pewnego czasu powaga TK w Polsce jest rozmieniana na drobne i to trzeba zmienić. Trybunałowi Konstytucyjnemu trzeba przywrócić należną powagę, ale to wymaga czasu.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl