Skończyły się wakacje, wyczerpuje się także paliwo polityczne dla opozycji. Komisja Wenecka przybyła w sukurs?
– Tak to niestety wygląda. W gruncie rzeczy wizyta delegacji Komisji Weneckiej w polskim Sejmie jest tak naprawdę jedynie kurtuazyjna. Spotkania odbywają się głównie poza parlamentem, m.in. z sędziami Trybunału Konstytucyjnego oraz przedstawicielami innych środowisk sędziowskich. Wydaje się, że rzeczywiście wizyta Komisji Weneckiej na tym etapie może się kojarzyć jako wsparcie dla opozycji w Polsce.
Z tego, co wiemy, nie wszyscy sędziowie Trybunału spotkają się z przedstawicielami Komisji Weneckiej?
– To pokłosie listu, jaki sędziowie prawidłowo wybrani przez Sejm w grudniu 2015 r. i kwietniu 2016 r. wystosowali do Komisji Weneckiej. Listu, który podobnie jak uwagi w nim zawarte został całkowicie zignorowany. To sytuacja skandaliczna, bo sędziowie nie otrzymali żadnej odpowiedzi. Sędziowie ci nie akceptują podziału wewnątrz Trybunału na sędziów orzekających i nieorzekających. Nic zatem dziwnego, że uważają te decyzje kierownictwa TK za bezprawne. Co więcej, podczas wizyty Komisji Weneckiej w TK zaproponowano tym sędziom formułę 15-minutowego spotkania. Trudno taką propozycję spotkania uznać za poważną, stąd nic dziwnego, że uważają jej działanie za pozorowane i typowo wizerunkowe. Dzisiaj w Sejmie z posłem Stanisławem Piotrowiczem spotykamy się z przedstawicielami delegacji Komisji Weneckiej i te uwagi z całą pewnością przekażemy.
Co przedstawiciele Sejmu będą chcieli przekazać delegacji Komisji Weneckiej?
– Będziemy chcieli przekazać przede wszystkim to, że została uchwalona nowa ustawa o TK, która w istocie wychodzi naprzeciw postulatom zawartym we wcześniejszej opinii Komisji Weneckiej. W tej sytuacji nie ma jakichkolwiek podstaw do badania stanu praworządności w Polsce czy też konstytucyjności tej nowej ustawy.
Ustawy, która została zakwestionowana przez TK…
– Owszem, ta ustawa została zakwestionowana przez Trybunał, ale należy zwrócić uwagę, że TK w tym wypadku – naruszając procedury i orzekając bez podstawy prawnej – pozbawił swoje działania waloru prawnego, wyrażając tylko i wyłącznie swoje stanowisko. Będziemy do tych racji przekonywali delegację Komisji Weneckiej – zarówno co do prawidłowości procesu stanowienia tej nowej ustawy, jak i co do regulacji w niej zawartych.
Opinia w sprawie nowej ustawy o TK zostanie przyjęta na plenarnym posiedzeniu Komisji w Wenecji 14 października. Czy spodziewa się Pan, że argumenty, o których Pan wspomniał, zostaną wzięte pod uwagę i dotychczasowe nastawienie tego gremium do Polski się zmieni?
– Nie sądzę, żeby podejście do polskich spraw przez Komisję Wenecką uległo zmianie. Stąd całkowicie zgadzam się z opinią wyrażoną wczoraj przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział, że ta wizyta nie ma żadnego znaczenia, a Komisja Wenecka jest jedynie wykorzystywana do rozgrywek politycznych w Polsce. TK to jest absolutnie wewnętrzna sprawa Polski i ten spór polityczny wokół Trybunału powinien być rozstrzygnięty w polskim parlamencie. My podejmujemy w tym kierunku stosowne działania, natomiast tego rodzaju ingerencje zewnętrzne mogą tylko sytuację zaognić. Tym bardziej że doświadczenie pokazuje, iż Komisja Wenecka wspiera tylko jedną stronę politycznego sporu, o czym świadczy chociażby fakt przecieków opinii przed jej upublicznieniem i zapoznania z treścią tej opinii wyłącznie polityków Platformy, co – jak pamiętamy – miało miejsce na wiosnę tego roku. Tak czy inaczej nie spodziewam się, że Komisja Wenecka po wizycie w Polsce zajmie obiektywne stanowisko. W moim przekonaniu jest to wizyta całkowicie bez znaczenia. Mamy efekty pracy zespołu ekspertów pod kierunkiem prof. Majchrowskiego powołanego przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Członkowie tej Komisji odnieśli się m.in. do wniosków zawartych w opinii Komisji Weneckiej i w wielu punktach tych wniosków nie podzielili.
Czy można zatem powiedzieć, że wizyta Komisji Weneckiej odbywa się na polityczne zamówienie opozycji?
– Zgadzam się z takim stwierdzeniem. Jest ono adekwatne, bo ta wizyta rzeczywiście odbywa się na polityczne zamówienie opozycji. Aczkolwiek oficjalnie została niejako delegowana przez Radę Europy, co ma tworzyć wrażenie, że za tym wnioskiem stoją instytucje europejskie, ale de facto są to działania, które mają służyć opozycji w Polsce.
Jaki jest cel debaty o Polsce, która w przyszłym tygodniu odbędzie się w Parlamencie Europejskim?
– Cel jest ciągle ten sam, a mianowicie chodzi o to, żeby podtrzymać polityczny spór i dostarczyć opozycji w Polsce nowego paliwa. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że obecnie większość w Parlamencie Europejskim mają środowiska liberalno-lewicowe, a Platforma jest członkiem tych formacji. Nic zatem dziwnego, że politycy Platformy tego typu działania przeciwko Polsce inspirują. Co więcej, nawet tego nie ukrywają.
Zainteresowanie ulicy i zagranicy TK – jak to mówił Grzegorz Schetyna…
– Do tego się to sprowadza. Można powiedzieć, że TK jest jedynym argumentem w walce z rządem PiS. Opozycja w Polsce nie ma dziś pomysłu na rolę, jaką powinna odgrywać, stąd jedynym argumentem jest zwracanie się do instytucji europejskich o wsparcie.
O czym to świadczy?
– Przede wszystkim jest to wyraz słabości i braku pomysłu, jak wybrnąć z sytuacji, którą – przypomnę – sprokurowali sami posłowie Platformy, przygotowując niekonstytucyjną ustawę o TK z ubiegłego roku i wybierając pięciu sędziów Trybunału na zapas. Wszystko po to, żeby mimo przegranych wyborów nie oddać władzy i torpedować dobre zmiany w Polsce.
Żeby było tak jak było?
– Dokładnie tak.
Debata w PE odbędzie się bez przedstawiciela polskiego rządu, bo unijni urzędnicy uznali, że nie ma potrzeby dawania głosu państwu, którego sprawa dotyczy. O czym to świadczy?
– Brak zaproszenia przedstawiciela polskiego rządu tylko potwierdza, że PE opowiedział się w tym politycznym sporze po stronie opozycji. To obnaża prawdziwe intencje polityków europejskich. Przecież – jak wiadomo – stanowisko, rezolucja o domniemanym zagrożeniu wartości konstytucyjnych i demokracji w Polsce są już gotowe. My z kolei mamy świadomość, że jest to nieprawda, a argumenty są wyssane z palca i czemu mają służyć. Wiemy też, że żadnych sankcji wobec Polski nie będzie, bo do tego potrzebna jest jednomyślność państw. Mamy wsparcie chociażby ze strony Republiki Węgierskiej. Partia premiera Viktora Orbana w PE nie należy do frakcji EKR, w której zasiadają europosłowie PiS, ale wchodzi w skład frakcji EPP, do której należy m.in. Platforma. Mimo to możemy liczyć na zdecydowane stanowisko Węgier. Węgrzy nie poprą tego rodzaju niesprawiedliwych, stronniczych i – co tu dużo mówić – bzdurnych stanowisk podejmowanych przez PE na zamówienie polityczne, że rzekomo demokracja w Polsce jest zagrożona. Fakty są takie, że demokracja w Polsce ma się dobrze. Byłoby z korzyścią dla wszystkich, gdyby UE zajęła się rzeczywistymi, a nie wydumanymi problemami, jakie stoją przed Wspólnotą.
Liczy Pan na tego typu refleksje?
– Biorąc pod uwagę, kto rozdaje dziś karty w UE i kto kieruje instytucjami unijnymi, trudno oczekiwać racjonalnych decyzji, tym bardziej refleksji. Szkoda, bo tracimy na tym wszyscy.

