Ukraińska Rada Najwyższa wzywa w uchwale dotyczącej zbrodni wołyńskiej do dalszych badań historycznych i dialogu fachowców. Co jest przeszkodą w tym dialogu?
– Ten dialog jest prowadzony od dawna. Przez ponad 10 lat specjaliści z obu stron spotykali się na konferencjach poświęconych II wojnie światowej, a rezultaty ich prac były wydawane w serii „Polska – Ukraina: trudne pytania”. Potem na kilka lat ten dialog faktycznie zamarł, natomiast w zeszłym roku został wznowiony pod auspicjami IPN i Ukraińskiego IPN. Na październik jest planowana kolejna sesja poświęcona wydarzeniom na Wołyniu. Jednak polscy i ukraińscy historycy bardzo różnią się w ocenie tego, na jakim etapie jesteśmy. W Polsce jest zgoda co do tego, że po ponad 20 latach intensywnych badań nie może być żadnych wątpliwości, że była to zorganizowana akcja przeprowadzona przez oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej. Po drugie, jest konsensus, że było to ludobójstwo, bo zbrodnia ta spełnia kryteria konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa z 1948 roku. Wreszcie po trzecie, w Polsce powszechnie przyznaje się, że doszło do mordów na niewinnej ludności ukraińskiej, ale nie można postawić znaku równości pomiędzy tymi stosunkowo nielicznymi, spontanicznymi akcjami pomsty, najczęściej przeprowadzanymi wbrew rozkazom przez ludzi, którym UPA wcześniej zamordowała najbliższych, a zorganizowanym mordem mającym na celu wybicie części polskiej ludności tych ziem i skłonienie do ucieczki pozostałych.
Ukraińscy historycy tego nie uznają?
– Większość ukraińskich badaczy jeszcze do niedawna twierdziła, że właściwie nie wiadomo, kto zabijał. Że może to chłopi albo jakieś oddziały niekontrolowane przez nikogo. I że w ogóle jest jeszcze tyle rzeczy, które trzeba zbadać, że należy powstrzymać się przed stosowaniem takich określeń jak ludobójstwo, wywołujących emocje społeczne.
Dlaczego te emocje są tak silne?
– W społeczeństwie ukraińskim rola i znajomość historii są znacznie mniejsze niż w polskim. Ale dla osób, które się interesują historią, Polska odgrywa w niej rolę bardzo istotną, i to przeważnie negatywną: Polska to państwo i naród, który opanował ukraińskie ziemie i przez kilkaset lat sprzeciwiał się prawu Ukraińców do samostanowienia. Uważają, że Polacy byli „okupantami”, a nawet „katami”. Ukraińskie elity, nawet profesjonalni historycy, są pod presją tych dominujących stereotypów i fałszów.
Niektórzy ukraińscy historycy twierdzą, że w latach 40. XX wieku miała miejsce wojna polsko-ukraińska.
– To jest teza m.in. Wołodymyra Wiatrowicza, prezesa UIPN. Taki pogląd jest bardzo problematyczny. Na wojnie są z reguły państwa czy narody, które ze sobą walczą, i są ofiary po obu stronach. Wojna między narodami to jest więc coś znacznie szerszego niż rzeź bezbronnej ludności, jaka w rzeczywistości miała miejsce. Żadnej takiej wojny tak naprawdę nie było, gdyż nie było wtedy państwa ukraińskiego, a ukraińskie siły polityczne były podzielone w swoim stosunku do Polski, mordy na Polakach przeprowadzał najbardziej radykalny odłam nacjonalistów, czyli banderowcy.
Ukraińscy politycy nazywają lipcową uchwałę polskiego parlamentu „upokorzeniem Ukrainy”, twierdzą, że w Polsce panuje „antyukraińska histeria”.
– Tak nie można mówić. Polska uchwała wskazuje na prawdziwy przebieg wydarzeń i używa właściwej kwalifikacji prawnej, wyraża też podziękowanie Ukraińcom, którzy pomagali Polakom. To nie treść tej uchwały jest problemem, ale stan ukraińskiej świadomości historycznej. Chociaż od lat zajmuję się relacjami polsko-ukraińskimi, z konsternacją przyjąłem ukraińską reakcję na polską uchwałę. Nie zdawałem sobie sprawy, że może ona być aż tak emocjonalna. Wzywano do ustanowienia „dni pamięci o polskiej okupacji”. Mówiono, że polski Sejm to spadkobiercy „faszysty Dmowskiego”, którzy chcą Ukrainie odebrać Lwów itd. Czyniły to osoby, które uważane są za wybitnych ukraińskich intelektualistów.
Strona ukraińska podnosi, że Rosja wykorzystuje kwestie historyczne przeciwko i Ukrainie, i Polsce. Czy da się łączyć poparcie Polski dla Ukrainy w jej obecnej trudnej sytuacji z asertywnym domaganiem się prawdy o Wołyniu?
– Oczywiście. To wynika ze standardów prawnych i wartości, które wyznajemy. Polska polityka wobec Ukrainy nie może sprowadzać się do wymuszenia potępienia rzezi wołyńskiej i rezygnacji z kultu UPA. Racja stanu skłania Polskę do wspierania reform i modernizacji naszego sąsiada oraz pomagania mu, gdy został zaatakowany. Z drugiej strony są w Polsce środowiska, dla których sprawa wołyńska i negatywna ocena ukraińskiego spojrzenia na tę kwestię determinuje całą ocenę polityki wobec Ukrainy. Polscy politycy uwzględniają zdanie także tej części elektoratu, co od wielu lat osłabia determinację we wspieraniu Ukrainy. Nie jest łatwo przekonywać polskich wyborców, że mają popierać kraj, w którym hołubieni są ludzie postrzegani jako mordercy. Ta okoliczność powinna skłaniać ukraińskie elity do refleksji.
Dziękuję za rozmowę.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w wersji elektronicznej

