logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Uczciwy sędzia TK nie ma się czego obawiać

Sobota, 1 października 2016 (22:10)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Do Sejmu wpłynął projekt ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego autorstwa PiS. Jaka jest intencja tego działania, czy jest to potrzeba chwili?

– Intencja w zasadzie jest zawarta w tytule projektu, a mianowicie chodzi o określenie statusu sędziów Trybunału Konstytucyjnego, który w dotychczasowych przepisach nie był w sposób wystarczająco precyzyjnie określony. I to jest pierwszy zamysł, a więc chodzi m.in. o to, żeby rozstrzygnąć w formie ustawy kwestie, które budziły wątpliwości, doprecyzować.   

Proszę powiedzieć – dlaczego status sędziego TK ma być regulowany odrębnie niż status sędziów sądów powszechnych, administracyjnych czy sędziów Sądu Najwyższego?

– Przede wszystkim status sędziego TK jest odmienny od statusu sędziów sądów powszechnych. Wobec tego odpowiednie stosowanie przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym w stosunku do sędziów TK – o czym mówi projekt ustawy o statusie sędziów TK – nie zawsze odpowiada rzeczywistej funkcji sędziego Trybunału, a co zatem idzie – te wątpliwości muszą być doprecyzowane. Taki jest też zamysł ustawy o statusie sędziów TK.  

Ważne miejsce w projekcie zajmuje kwestia stosunku służbowego sędziego TK. Czy obecnie nie jest to regulowane w odpowiedni sposób?

– Generalnie można powiedzieć, że cała dyskusja, jaka toczy się od roku, dotyczy m.in. tego, od kiedy nawiązuje się stosunek pracy sędziego TK. Z jednej strony jest prezes Andrzej Rzepliński, który chce, aby stało się to w momencie wyboru przez Sejm, natomiast większość sejmowa od samego początku stoi na stanowisku, że tym decydującym aktem, gdzie osoba wybrana staje się sędzią TK, jest przyjęcie ślubowania przez prezydenta RP. Ustawa o statusie sędziów TK, a właściwie jej projekt te kwestie jednoznacznie rozstrzyga, stanowiąc, że stosunek pracy sędziego Trybunału nawiązuje się właśnie w momencie złożenia ślubowania.

Jakie konsekwencje rodzi przyjęcie ślubowania przez sędziego?     

– Przyjęcie ślubowania rodzi określone konsekwencje, nakłada bowiem na prezesa TK obowiązek przydzielenia zadań nowo wybranemu sędziemu Trybunału, stworzenia mu odpowiednich warunków do pracy i co istotne – dopuszczenia sędziego do orzekania. W tej chwili tak się niestety nie dzieje. Tym samym, w naszym przekonaniu, prezes Rzepliński absolutnie narusza prawo. Skoro jednak prezes ma jakiekolwiek wątpliwości, to z chwilą uchwalenia proponowanej przez nas ustawy o statusie sędziów TK już nie powinien mieć żadnych.    

Projekt ustawy o statusie sędziów TK mówi o prawach, przywilejach, obowiązkach, ale i o odpowiedzialności – także karnej. W jaki sposób sędziowie mają być dyscyplinowani?

– Dzisiaj w oparciu o obowiązujące przepisy – szczególnie zaś ustawy o TK z 2015 r. – sędziowie zasiadający w Trybunale mają głównie przywileje, i to przywileje olbrzymie. Wspomnę tylko wysokie uposażenie – takie samo również po przejściu sędziów w stan spoczynku. Nie negujemy tego, ale stoimy na stanowisku, że wraz z tymi przywilejami powinny iść w parze także obowiązki i określone konsekwencje w momencie naruszenia przepisów związanych z ustawą o TK.

Czyli konkretnie jakie konsekwencje?

– Mam tu na myśli postępowanie dyscyplinarne, a nawet odpowiedzialność wobec przepisów prawa karnego. Oczywiście nad tym wszystkim będziemy dyskutowali w trakcie prac legislacyjnych nad projektem ustawy o statusie sędziów TK. Podniósł się wielki krzyk, że ten projekt to jawne dyskryminowanie czy wręcz próba ukarania sędziów Trybunału.

Te obawy są słuszne czy nie…?

– Oczywiście, że wszelkie obawy są niesłusznie. Nasze propozycje, jeśli chodzi o postępowanie dyscyplinarne, w znaczący sposób nie odbiegają przecież od przepisów dotyczących sędziów sądów powszechnych. Przypomnę tylko, że właściwie w przypadku każdego samorządu zawodowego czy w przypadku większości korporacji tego rodzaju przepisy związane z postępowaniem dyscyplinarnym obowiązują, więc niby dlaczego nie miałyby mieć zastosowania w odniesieniu do sędziów TK.

Wspomniał Pan o krzyku, jaki się podniósł z chwilą wniesienia projektu o statusie sędziów TK. Opozycja totalna uważa, że ten projekt to element zastraszania sędziów, a poseł Borys Budka stwierdził nawet, że tym projektem PiS kolejny raz próbuje grzebać przy Trybunale i rozpętać wojnę wokół niego. Czy PiS rzeczywiście idzie na wojnę z TK?

– Przecież to nonsens. Przypomnę tylko, że wojnę wokół TK rozpętała i stale podtrzymuje stan napięcia opozycja – Platforma i wtórująca jej Nowoczesna. W naszym projekcie ustawy o statusie sędziów TK nie ma przecież żadnych przepisów, które w jakikolwiek sposób zmierzałyby do zastraszania sędziów Trybunału. Chyba że za taki uznamy przepis o jawności oświadczeń majątkowych sędziów TK. Ale jeśli przepis o jawności oświadczeń majątkowych obowiązuje już w stosunku do prokuratorów, parlamentarzystów czy samorządowców, to wydaje się, że również sędziowie TK, jeżeli uczciwie doszli do swoich majątków, nie powinni się czegokolwiek obawiać i w jawnych już oświadczeniach ten majątek pokazać. Poza tym nie dziwię się, że podniosło się larum, skoro sędziowie do tej pory wykonywali różne zajęcia, dorabiając sobie na prawo i lewo. Nasz projekt ustawy mówi wyraźnie, że jedynym dodatkowym zajęciem sędziego TK może być praca naukowa, praca na uczelni, która notabene też przynosi określone, wcale nie małe dochody. Tak czy inaczej sędziowie TK nie mogą być traktowani w sposób wyjątkowy, na specjalnych warunkach. Oni powinni pracować, intensywnie rozpatrywać zaległe sprawy wniesione do TK. Tymczasem zdaje się, że wystarczy palców obu rąk, żeby policzyć wszystkie sprawy rozpoznane przez TK w tym roku. Czyli ten projekt ustawy stanowi pewien element zachęty dla sędziów TK do tego, żeby intensywnie pracowali i wykonywali swoje obowiązki.

Projekt ustawy reguluje też status sędziego w stanie spoczynku i zakłada, że nie może on należeć do partii politycznej ani  prowadzić działalności politycznej...

– Stan spoczynku sędziego, oprócz określonych profitów, o których mówiłem wcześniej, wiąże się także z pewnymi wyrzeczeniami, jeśli chodzi o ścieżkę kariery zawodowej. W tym wypadku sędzia Trybunału w stanie spoczynku posiada przywilej wysokiego uposażenia, co musi się też wiązać z określonymi zakazami. Choć w spoczynku sędzia nadal pozostaje sędzią, wobec tego ograniczenia, które dotyczyły go w trakcie wykonywania zawodu sędziego, obowiązują go również w stanie spoczynku. Zresztą jest to też prawo wyboru, jeśli ktoś będzie się decydował na karierę polityka, wtedy musi zrezygnować z przywileju, który wynika ze stanu spoczynku.

PiS deklarowało, że czas skończyć z „Bizancjum” w TK. Czy te propozycje zawarte w projekcie ustawy o statusie sędziów Trybunału – jeśli wejdą w życie – wystarczą, żeby zrealizować te obietnice?

– Ten projekt jest realizacją tej zapowiedzi. Więc nikt, a tym bardziej opozycja, nie powinna być tym faktem zaskoczona. Wyraźnie zapowiadaliśmy, że uregulujemy status sędziego TK, że rzeczywiście skończymy z nadmiernymi przywilejami sędziów. Jeśli weźmiemy pod uwagę ilość spraw rozpatrywanych w tym bądź w ubiegłym roku przez Trybunał i porównamy to chociażby z obciążeniem sędziów sądów powszechnych, to już na pierwszy rzut oka sędziowie TK – jak do tej pory – znajdują się w sytuacji niezwykle komfortowej. Projekt ustawy o statusie sędziów TK nie odbiera jego sędziom przywilejów związanych chociażby z przejściem w stan spoczynku, natomiast nakłada określone obowiązki, doprecyzowuje sprawy związane chociażby z postępowaniem dyscyplinarnym i wydaje mi się, że cały hałas jest tu zbędny, i odczytywałbym to jako szukanie dziury w całym i pretekstu do dalszej awantury.

Skoro wspomniał Pan o wysokich apanażach sędziów TK, to czy nie należało w projekcie zabrać się za wynagrodzenia sędziów, którzy korzystają z licznych dodatków, jak chociażby dodatek za rozłąkę...?

– Prace legislacyjne nad tym projektem dopiero się rozpoczną i jak sądzę, będzie to też okazja do tego, żeby nad tego rodzaju propozycjami się pochylić. Kwestie dotyczące zarobków zawsze są sprawami bardzo delikatnymi i jeśli znalazłyby się w projekcie, to wówczas opozycja rzeczywiście mogłaby mówić, że jest to jakaś forma czy to nacisku, czy nawet rewanżu na sędziach Trybunału. Tymczasem tutaj takich zamiarów nikt nie ma. Chcemy uczciwie uregulować status sędziego TK.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl