logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Skorzystają jedynie najsilniejsi

Poniedziałek, 10 października 2016 (12:15)

Z dr. Krzysztofem Kaszubą, prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Oddział w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sejm przyjął uchwałę w sprawie CETA. Dlaczego CETA budzi tak wiele kontrowersji?

– Jak wynika z nazwy, CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement) jest wielostronnym porozumieniem gospodarczym i handlowym. Jego celem jest niemal pełne zniesienie ceł i barier pozataryfowych oraz totalna liberalizacja handlu usługami między Kanadą i Unią Europejską. Porozumienie ma zostać podpisane w czasie szczytu Unia Europejska – Kanada, który odbędzie się 27 października br. Przyczyn kontrowersji jest wiele. Pierwsza to objętość umowy. Kilka tysięcy stron to zawsze niebezpieczeństwo, że po kilku miesiącach czy latach okaże się, że jej główni autorzy zyskują, a przymuszeni do podpisania tracą. Przykład Grecji w UE czy chociażby działalność TK w Polsce są tego znakomitymi dowodami. Porozumienie dotyczy Kanady, ale przecież za jej plecami czają się wielkie koncerny amerykańskie mające tysiące filii od Vancouver po Montreal. Wolny handel produktami rolnymi to niebezpieczeństwo śmierci dla małych gospodarstw rolnych, głównie w Europie Wschodniej. Włosi zabezpieczyli w umowie swoje dobra narodowe, jak np. parmezan, Francuzi podobnie. Warto też wziąć pod uwagę, że Kanada to jeden ze światowych liderów GMO. Kanadyjscy i amerykańscy producenci żywności modyfikowanej genetycznie już zacierają ręce i czekają z niecierpliwością, kiedy będą mogli rozpocząć podbój Europy. Inne kontrowersje CETA to wpływ porozumienia na rynek pracy, środowisko naturalne i pozycję inwestorów z Kanady (Stanów Zjednoczonych) w Europie, w tym również w Polsce.    

No właśnie, czy przeciętny Polak powinien się cieszyć, czy może zacząć się obawiać?

– Podobne pytania zadawali mi dziennikarze przed 20 laty, gdy toczyła się dyskusja o wpuszczaniu wielkich galerii handlowych do centrów polskich miast. Odpowiadałem wówczas, że znikną małe, często rodzinne sklepy w centrach miast. Galerie wygrały,, a najbardziej ich, głównie zagraniczni, właściciele. Do nich płynie to, co w biznesie najpiękniejsze – zyski. Jeśli chodzi o CETA, to przeciętny Polak powinien się obawiać nadmiaru GMO. Właściciele małych i średnich gospodarstw rolnych muszą się obawiać kanadyjsko-amerykańskiej konkurencji, co więcej, w tej rywalizacji nie mają żadnych szans. Tylko w minionym tygodniu rząd amerykański podjął decyzję o wypłacie farmerom siedmiu miliardów dolarów z tytułu niskich cen produktów rolnych (kukurydzy, pszenicy itd.), powodem były wysokie plony podyktowane sprzyjającymi warunkami pogodowymi w 2016 r. Przeciętny Polak nie był i nie jest zbyt wielkim beneficjentem zachodzących zmian polityczno-gospodarczych, zwłaszcza w zakresie gromadzenia bogactwa. A to, czy on i jego dzieci będą w przyszłości pracować u tego czy innego właściciela, nie ma już, zwłaszcza dla polityków, aż takiego znaczenia.

Jakie konkretnie zagrożenia może pociągnąć za sobą umowa handlowa z Kanadą CETA?

– Kanada to rynek 35 milionów klientów. Aktualnie firmy z Polski, głównie zagraniczne, eksportują do Kanady towary o wartości około 1,3 miliarda dolarów amerykańskich, m.in. maszyny i produkty lotnicze. Polski import jest siedem razy mniejszy. Zagrożeniem dla polskich farmerów może być kanadyjska wołowina i inne modyfikowane produkty rolne. To także zdecydowanie większy napływ produktów wytwarzanych przez amerykańskie koncerny ulokowane w Kanadzie, czyli – jak wspomniałem wcześniej – jeszcze większa konkurencja. Wielkie zagrożenie dla polskiego rządu, ale tak naprawdę dla wszystkich Polaków stanowią prawa specjalne dla korporacji międzynarodowych. Ich efektem są ogromne odszkodowania płacone przez rządy wielu krajów amerykańskim korporacjom. Ale przykład chociażby ukradzionych Polakom kilkunastu miliardów złotych przy okazji „dzikiej prywatyzacji obligacyjnej PZU” pokazuje, że w tym zakresie polskojęzyczni politycy posiadają kompetencje cenione w wielu bantustanach.

Liberalizacja handlu między UE a Kanadą może się przełożyć na wzrost gospodarczy?

– CETA to kolejna umowa, którą Polska przyjmuje jako następstwo członkostwa w UE. Jeśli przyjmujemy, że liberalizacja w takim samym stopniu wpływa na obie strony, to trudno mówić o jakimś znaczącym wpływie umowy na wzrost gospodarczy Polski. Kiedy Adam Smith opublikował w 1776 r. swoje dzieło „Bogactwo narodów”, to kluczowym wątkiem rozważań tego ojca nowożytnej ekonomii była idea wolnego handlu w skali świata. Wolnego przede wszystkim dla angielskich kupców i producentów. I w XIX wieku Wielka Brytania w imię „wolnego handlu” zapanowała nad światem. Od Kanady po Australię. Jej wzrost gospodarczy był spektakularny. CETA da kolejny impuls rozwojowy kanadyjskim i amerykańskim oraz europejskim korporacjom. Szansą na znaczący wzrost gospodarczy Polski są racjonalne zmiany w polskim systemie prawnym, podatkowym i emerytalnym. Zmiany, a nie retusze. Wówczas dla grupy rosnących polskich nowych firm będzie okazja, aby wykorzystać szanse, które daje CETA, by próbować zdobywać kanadyjskie i amerykańskie rynki. 

Dlaczego temat ten, zwłaszcza gdy chodzi o handlową część umowy CETA, wypłynął w Polsce tak późno i czy nie za późno? Przecież negocjacje w sprawie umowy z Kanadą rozpoczęły się w 2008 r.?

– Wielu polskich polityków jest szczęśliwych, gdy „załapie” się do Parlamentu Europejskiego na ciepłą posadkę, która jest źródłem dodatkowych, indywidualnych, niemałych profitów i w zamian za to może w Brukseli trochę popluć na Polskę i Polaków. Wielu przedstawicieli Polski w teoretycznie ważnych ministerstwach, ambasadach i konsulatach niestety zajmowało się głównie wspieraniem antypolskich „gebelsowskich opowieści o piekle i pokłosiu”. Natomiast brakowało czasu, by rzetelnie obserwować, analizować i przekazywać do wiadomości publicznej sprawy ważne dla polskiego państwa. Być może takie było ich zadanie...?

O ile można zrozumieć intencje Komisji Europejskiej, która zbytnio nie nagłaśniała tematu, to dlaczego Polska wcześniej nie zabierała głosu w tej sprawie?

– Pewnie polscy politycy zastosowali się do jednego z poleceń francuskiego prezydenta Hollande’a. A może ważniejszy był notoryczny brak czasu u wielu polskich polityków…? Spożywanie małży w sosie czosnkowym przy butelce dobrego szampana na brukselskiej starówce jest znacznie przyjemniejsze od czytania setek stron umów, które, co istotne, należy przeczytać ze zrozumieniem.

Na ile realne jest zagrożenie, że może nas zalać tania i gorszej jakości żywność z Kanady i co to oznaczałoby dla polskich rolników?

– Odwiedzający Stany Zjednoczone wiedzą, że ceny wielu produktów w najtańszych sieciach nie odbiegają od cen w Polsce. Jeśli to będą dobrej jakości kanadyjskie ryby, to tylko będzie można się cieszyć. Ale musimy się raczej obawiać produktów GMO. Polscy rolnicy zostali zablokowani przed laty w zakresie produkcji mleka, które można było (w proszku) np. eksportować do Chin. CETA to realne zagrożenie dla wielu wciąż słabych finansowo polskich rolników. To zagrożenie wzmacnia fakt, że największe sieci handlowe są własnością międzynarodowych korporacji, które – by zabić konkurencję – są w stanie dwa, trzy lata mniej zarabiać. A w tym biznesie warunki dyktują wielkie sieci, a nie ich dostawcy.

Wątpliwości może budzić kwestia dotycząca zasady rozstrzygania sporów na linii państwo – inwestor. Czy rozstrzyganie ewentualnych sporów przez trybunałem arbitrażowym nie stawia nas z góry na przegranej pozycji?

– Jeśli trzech czy czterech sędziów z UE czy Kanady będzie miało wydać wyrok w sprawie: Polska przeciwko korporacja „X”, to wynik w 90 procentach jest przesądzony. Wygra silniejszy i elastyczniejszy finansowo.

A zatem zagrożenia i ryzyko umowy o wszechstronnej współpracy gospodarczej i handlowej z Kanadą są większe od szans…?

– Szanse oczywiście są, chociażby dla ambitnych młodych naukowców, kilku polskich uczelni, dla innowacyjnych, dynamicznych firm. Otwarcie ogromnego rynku pozwoli wielu Polakom i polskim firmom odnieść sukces na kanadyjskim i amerykańskim rynku. Jest tylko problem skali… Z jednej strony, ograniczając się do terenu jednego polskiego województwa, wataha dynamicznych firm, np. podkarpackich wilków, owszem może osiągnąć sukces, oby na skalę Asseco Poland. Z drugiej jednak strony są dziesiątki światowych korporacji dysponujących miliardowymi kapitałami, prawdziwe wieloryby biznesu. W tym starciu nie mamy zbyt dużych szans.  

O ile kwestia CETA wydaje się „posprzątana”, zwłaszcza część handlowa, to pozostaje jeszcze część mieszana dotycząca napływu kapitału i inwestycji zagranicznych. Czy w tym aspekcie można się jeszcze zabezpieczyć?

– Dobre inwestycje zagraniczne, czyli budowa nowych, innowacyjnych przedsiębiorstw to ważny i potrzebny element rozwojowy. Najważniejsze, aby jak najwięcej tych inwestycji tworzyło szanse rozwojowe dla lokalnych przedsiębiorstw. Różnorodność tworzy bogactwo, dominacja niszczy.

Umowa TTIP między UE a Stanami Zjednoczonymi. Jak w tym wypadku powinien zachować się polski rząd?

– Z jednej strony rząd musi bardzo dokładnie analizować konkretne decyzje i propozycje przedstawicieli Francji, Niemiec i Włoch dotyczące TTIP, bo te kraje są najaktywniejsze w obronie interesów własnych przedsiębiorstw. Z drugiej strony należy przyspieszyć niezbędne zmiany w obszarze prawa i podatków, tworząc lepsze warunki polskim przedsiębiorcom do walki o klientów z największymi korporacjami świata. Tak zwana reforma gospodarcza premiera Balcerowicza w roku 1990, a później „zagraniczni doradcy” od NFI pomogli uśmiercić setki polskich przedsiębiorstw, eksporterów elektroniki, maszyn itd. Często wystarczyło nie zabijać przedsiębiorstw popiwkiem i abstrakcyjnymi domiarami kredytowymi. Otworzono granice Polski dla wszystkich, zapominając, że czasem warto przez chwilę chronić własne, dobre firmy w okresie przejściowym. Wówczas niestety zabrakło patriotyzmu gospodarczego i wyobraźni. Dzisiaj obrona polskich interesów wymaga stałej, roboczej współpracy rządu z przedstawicielami różnych branż w celu eliminacji zagrożeń, które pojawią się rok czy dwa po podpisaniu umowy TTIP. 

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl