Wygląda na to, że prezesowi Rzeplińskiemu, który zarządził posiedzenie TK w sprawie zasad wyłaniania kandydatów na prezesa Trybunału w składzie pięcioosobowym, wydaje się, że może wszystko…?
– To, co robi prezes Andrzej Rzepliński, który dowolnie żongluje przepisami, to nic innego, jak naruszanie prawa obowiązującego w Polsce. Sędzia Rzepliński zresztą nie po raz pierwszy pokazał, że system prawny w Polsce go nie obowiązuje.
Czy jako prezes TK może w dowolny sposób decydować, że rozpoznawanie spraw będzie się odbywać w takim, a nie innym składzie?
– Z całą pewnością nie może. I tak jak powiedziałem – swoimi działaniami prezes Rzepliński uzurpuje sobie prawo, żeby być ponad władzą ustawodawczą i wykonawczą. Prowadzi do sytuacji, którą można określić mianem pełzającego zamachu stanu i dążeniem – za wszelką cenę – do zmiany ustroju obowiązującego w Polsce i zastąpienia go czymś w rodzaju trybunałokracji. Według takiego scenariusza TK ma być władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą – w jednym.
Czy to, co w sposób demonstracyjny robi prezes Rzepliński, to obejście prawa, czy może – jak to określił wprost prof. Zaradkiewicz – dopuszcza się popełnienia przestępstwa?
– Co do kwalifikacji prawnej działań prezesa Andrzeja Rzeplińskiego nie chciałbym się w tym momencie wypowiadać. Natomiast faktem jest to, że twórcom obecnej Konstytucji RP nie przyszło nawet do głowy, że prezes TK nie będzie arbitrem i strażnikiem przepisów Konstytucji, ale wejdzie w rolę polityka i będzie prowadził działania pozakonstytucyjne. I to de facto jest paradoks całej tej sytuacji.
A zatem może warto to zmienić, żeby na przyszłość uniknąć tego typu paradoksów?
– Kryzys wokół TK stworzył sam prezes Andrzej Rzepliński. Przypomnę, że to on był inicjatorem wniesionej do Sejmu przez ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego uchwalonej przez poprzedni parlament w czerwcu 2015 r. ustawy o TK, która po poprawkach w Sejmie okazała się niekonstytucyjna. I to de facto wywołało cały kryzys wokół Trybunału. Wszystko, co się później wydarzyło, pokazuje, że nasza Konstytucja jest niestety niedoskonała, że wymaga korekty, ponieważ jest sama w sobie wewnętrznie sprzeczna. I to w pewnym sensie umożliwia różnego rodzaju praktyki i działania omijające prawo czy wręcz naruszające przepisy prawa przez prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, czego jesteśmy świadkami. W związku z tym należałoby – niewątpliwie – doprecyzować zapisy konstytucyjne tak, aby tego typu sytuacji uniknąć na przyszłość.
Jak to możliwe, że jeden człowiek, który powinien stać na straży przestrzegania zapisów Konstytucji, de facto paraliżuje działania tak ważnego organu jak TK?
– Niestety, jest to możliwe z powodu wad Konstytucji. Ale dzieje się tak również dlatego, że ta osoba – prezes Rzepliński – ma potężne wsparcie i to zarówno ze strony obecnej opozycji: Platformy i Nowoczesnej, jak i różnych instytucji międzynarodowych, m.in. Komisji Europejskiej czy Komisji Weneckiej, które w ten sposób próbują zakwestionować wynik demokratycznych wyborów parlamentarnych w Polsce, które zostały przeprowadzone 25 października 2015 r.
Jak należy patrzeć na stanowisko sędziów Julii Przyłębskiej, Piotra Pszczółkowskiego i Zbigniewa Jędrzejewskiego, którzy odmówili udziału w dzisiejszej rozprawie?
– To tylko pokazuje, że w Trybunale zasiadają sędziowie, którzy swoją obecnością nie chcą legitymizować działań podejmowanych przez prezesa Rzeplińskiego. Dlatego tę decyzję i zachowanie sędzi Przyłębskiej oraz sędziów Pszczółkowskiego i Jędrzejewskiego oceniam jako bardzo odpowiedzialną. W ten sposób trójka sędziów TK wykazała się odpowiedzialnością za państwo polskie, wykazała szacunek wobec obowiązującego prawa w Polsce. Tym samym postanowili nie uczestniczyć w szopce, którą urządza prezes Rzepliński.
Czy to dzisiejsze orzeczenie TK, w prawdzie w okrojonym składzie, o tym, że przepisy zaskarżane przez Platformę i Nowoczesną dotyczące wyboru prezesa TK są zgodne z Konstytucją, jest w ogóle ważne?
– Przede wszystkim to nie jest wyrok, ale opinia grupy sędziów Trybunału. Trudno zatem komentować opinię czy stanowisko, które zostało podjęte w dodatku w nieprawidłowym składzie. W związku z tym, w mojej ocenie, to stanowisko nie powinno zostać opublikowane. Na Kancelarii Prezesa Rady Ministrów ciąży obowiązek publikowania, ale tylko wyroków, a to stanowisko niektórych sędziów TK nie spełnia takich wymogów. Tym samym z prawnego punktu widzenia nie ma ono żadnego znaczenia.
Kiedy się zakończy ta – jak Pan to wcześniej określił – szopka związana z TK? Czy 19 grudnia to termin, po którym zacznie się dziać lepiej wokół TK?
– Moim zdaniem, zakończenie kadencji i ustąpienie z funkcji prezesa przez prof. Rzeplińskiego niewiele zmieni. Na dowód przypomnę wypowiedź zastępcy prezesa TK, sędziego Stanisława Biernata, który jakiś czas temu, zapytany przez dziennikarzy o to, kto będzie następcą prof. Andrzeja Rzeplińskiego na stanowisku prezesa TK, stwierdził, że „on jest nieśmiertelny” i „nigdy nie skończy kadencji”. Odczytałem to jako prowokację i zapowiedź, że prof. Andrzej Rzepliński, nawet jeśli nie będzie już pełnił funkcji prezesa Trybunału i będzie sędzią w stanie spoczynku, to de facto nadal będzie chciał wpływać na działalność TK.
Czy w sytuacji, kiedy „duch” prezesa Rzeplińskiego będzie się unosił nad TK, wpływając na jego prace, wyobraża Pan sobie następne trzy lata rządów PiS?
– W moim głębokim przekonaniu cała ta prywatna wojna obecnego prezesa Trybunału z demokratycznie wybranym rządem, której areną stał się TK, zakończy się klęską prof. Andrzeja Rzeplińskiego.
Czy prof. Rzepliński powinien ponieść odpowiedzialność za swoje działania?
– Oczywiście, że prof. Andrzej Rzepliński powinien ponieść odpowiedzialność. Każdy powinien odpowiadać za swoje czyny, tym bardziej dotyczy to osoby publicznej sprawującej jakby nie było ważną funkcję w państwie. Niestety na razie w Polsce nie ma przepisów prawnych, które mogłyby zostać zastosowane w takim przypadku. To pokazuje, że niestety w Polsce są równi i równiejsi wobec prawa.

