logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Naprawianie błędów poprzedniej władzy

Czwartek, 10 listopada 2016 (10:21)

Aktualizacja: Czwartek, 10 listopada 2016 (20:58)

Z gen. dyw. Romanem Polko, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na początku przyszłego roku do Polski trafią pierwsze amerykańskie pododdziały mające wzmocnić wschodnią flankę NATO. Co ciekawe, zostaną rozlokowane w zachodniej Polsce, między Drawskiem Pomorskim a Żaganiem. Czy zagrożenie dla Polski idzie z zachodu?…

– Oczywiście, że nie. Zagrożenie dla Polski jest na wschodniej flance. W tej sytuacji warto się zastanowić i odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego – przez ostatnie lata – nie udało się przegrupować położenia naszych wojsk, jeśli chodzi o kwestię dyslokacji. Tak naprawdę to my sami w pierwszej kolejności powinniśmy bronić terytorium naszego państwa, wykorzystując do tego własne możliwości i dopiero liczyć na wsparcie ze strony sojuszników. Tymczasem za poprzedniej władzy stworzono fikcyjną strukturę pod nazwą Narodowe Siły Rezerwy. W przeciwieństwie do teraz tworzonych przez ministra Macierewicza Wojsk Obrony Terytorialnej, które mają być realną siłą, tamte formacje były zwykłą atrapą i działaniem pod publikę. Ponadto mamy spore zapóźnienia, także jeśli chodzi o infrastrukturę, która jest niedopracowana. I jak sądzę, właśnie dlatego pierwsze amerykańskie pododdziały będą stacjonowały nie – zgodnie ze swoim przeznaczeniem – na wschodzie, ale póki co w zachodniej Polsce. Myślę, że jeśli istniejące zaległości zostaną nadrobione i jeżeli solidne bazy powstaną na flance wschodniej, to nie będzie już żadnych przeszkód, żeby właśnie tam mogły stacjonować sojusznicze wojska NATO, które na co dzień będą się szkoliły z naszymi żołnierzami.

Co ma Pan na myśli, mówiąc o stworzeniu odpowiedniej infrastruktury?...

– Mówiąc o infrastrukturze, mam na myśli stworzenie warunków, które będą umożliwiały nie tylko bytowanie żołnierzy, bo nie o to w tym wszystkim chodzi, ale o efektywne, skuteczne szkolenia. Pod tym względem – jak się wydaje – poligony w zachodniej Polsce są zdecydowanie lepiej przygotowane.

Minister obrony Antoni Macierewicz skomentował, że celem rozmieszczenia oddziałów NATO nie będą manewry, ale przygotowanie do podjęcia ewentualnej walki. Czy to oznacza, że zagrożenie jest bardzo poważne?

– Z założenia zadaniem wojska jest przygotowanie do działań bojowych. Tymczasem w ostatnich latach mieliśmy do czynienia z całą masą pokazowych ćwiczeń. Przykładem było chociażby kuriozalne przywitanie przez ówczesnego szefa MON Tomasza Siemoniaka kompanii amerykańskiego wojska z całą świtą generałów, VIP-ów. I jeśli się spojrzało na to z boku, to można było zauważyć, że tych witających politycznych dygnitarzy było więcej niż żołnierzy, którzy do Polski przybyli. Co więcej, amerykański dowódca poczuł się nieco zakłopotany całą tą sytuacją, bo nie było to standardowe działanie, do którego jako żołnierz był przyzwyczajony. Z kolei minister Antoni Macierewicz – jak się wydaje – chce, żeby wojsko robiło rzeczywiście to, do czego jest przeznaczone, a więc prowadziło działania bojowe. Oczywiście wierzymy, że wojny nie będzie, wierzymy, że Rosja nie wejdzie do naszego kraju, ale gwarancją, żeby tak się nie stało, jest budowanie własnych zdolności obronnych i ćwiczenie scenariuszy konkretnej walki, a nie prowadzenie działań pokazowych.

Czy obecność wojsk amerykańskich, czy w ogóle NATO-wskich, w środkowej i wschodniej Europie nie zachęci Putina do jeszcze bardziej agresywnych zachowań?

– Brytyjski generał Richard  Shirreff, który był zastępcą Naczelnego Dowódcy Sojuszniczych Sił Europy (SHAPE), jednego z dwóch dowództw strategicznych NATO w Europie, w swojej książce pt. „2017: War with Russia” (2017: Wojna z Rosją) wskazuje, że to bezczynność, brak działań, brak obecności na wschodniej czy południowej flance wojsk NATO-wskich i w ogóle rozbrajanie się zamiast wzmacniania potencjału obronnego, to wszystko właśnie rozzuchwaliło Putina. Również bezkarność, z jaką rozprawił się najpierw z Czeczenami czy później, kiedy zaatakował Gruzję i dalej, kiedy złamał umowę międzynarodową i zajął Krym, a teraz w Donbasie prowadzi działania wręcz wojenne, ta bezkarność rozzuchwaliła Putina jeszcze bardziej i dopiero spójność, solidarność NATO i konkretne działania – tylko one są w stanie go powstrzymać, a z pewnością nie kolejne noty protestacyjne, z których śmieje się już nawet cały internet, bo memów na temat „ostrych” protestów Europy na zachowania Putina jest przynajmniej kilka tysięcy.

Coraz bliżej do utworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej jako samodzielnego rodzaju Sił Zbrojnych. Tymczasem rządowy projekt podczas debaty w Sejmie spotkał się ze strony Platformy i Nowoczesnej z wnioskiem o odrzucenie w pierwszym czytaniu. O czym to świadczy?

– Ta cała debata była kuriozalna i w zasadzie była jednym wielkim atakiem na ministra obrony, a nie merytoryczną dyskusją na temat Wojsk Obrony Terytorialnej. Większe absurdy, jakie padały z ust opozycji, trudno sobie wyobrazić. Armia służy bezpieczeństwu państwa. To nie są czasy ani Wojciecha Jaruzelskiego, ani Tadeusza Wileckiego, który w Drawsku próbował dokonać puczu. Mamy dziś czasy bardzo niebezpieczne ze względu na sytuację geopolityczną na świecie i w obliczu takich zagrożeń, jakie płyną ze strony terroryzmu, a także ze strony Rosji opozycja powinna podjąć merytoryczną dyskusję na temat, w jaki sposób należy realizować działania na rzecz bezpieczeństwa własnego państwa, a nie szukać dziury w całym. Czas misji ekspedycyjnych się skończył i mam nadzieję, że teraz w ramach członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim będziemy realizować przede wszystkim własne zadania, licząc na wsparcie naszych sojuszników. Okazuje się bowiem, że koncentrując się na udziale w misjach zagranicznych, niestety zapomnieliśmy o bezpieczeństwie własnego kraju i o obronie naszego terytorium. To zaowocowało wieloma zaniedbaniami. Można śmiało powiedzieć, że na tzw. zielone ludziki najlepszym lekarstwem jest Obrona Terytorialna. Siły Specjalne, regularne wojsko potrzebują wsparcia w terenie. Mam tu na myśli znajomość infrastruktury, znajomość terenu, ale ważne są także kontakty, znajomość ludzi, orientacja w lokalnych uwarunkowaniach, a wszystko po to, aby móc efektywnie działać w tzw. przyjaznym środowisku. Wtedy można zdecydowanie skuteczniej wykonywać własne zadania. I taka jest oczywiście w wielkim skrócie rola Wojsk Obrony Terytorialnej. Członkowie tej formacji jako pierwsi będą w stanie dostrzec, że coś nie tak dzieje się w ich małej ojczyźnie i jako pierwsi będą mogli zareagować.              

Drony mają wkrótce trafić na wyposażenie wojsk operacyjnych oraz przyszłych Wojsk Obrony Terytorialnej. Czy dzięki dronom wzrosną nasze zdolności bojowe?

– Odpowiadając na to pytanie, podzielę się taką oto refleksją, a mianowicie niedawno słyszałem taką wypowiedź, żeby w szeregi Wojsk Obrony Terytorialnej przyjmować ludzi również z niższą kategorią niż „A”, co spotkało się z protestami części wojskowych. Tymczasem warto pamiętać, że żyjemy w XXI wieku i wśród tych potencjalnych żołnierzy Obrony Terytorialnej mam nadzieję, że będzie wielu ludzi, dla których informatyka nie będzie nowym odkryciem, ale codziennością. I jak sądzę, najważniejsze u ludzi ze Stanów Zjednoczonych, którzy operują dronami, jakie latają nad Jemenem czy nad Irakiem, nie jest zdrowie czy kondycja fizyczna, ale umiejętności i wiedza. Informatyka, drony to jest przyszłość wojska. I uważam, że nie należy na to patrzeć z perspektywy tylko minionych czy teraźniejszych wojen, ale jak takie wojny mogą wyglądać za 10, 15 czy 20 lat. Mam nadzieję, że za, powiedzmy, pięć lat Wojska Obrony Terytorialnej, ich struktura będzie już mocno ugruntowana, a za 15 czy za 20 lat będzie to już trwały komponent bezpieczeństwa naszego kraju. I stąd muszą to być wojska bardzo nowoczesne, dobrze wyposażone.

Także w drony?…

– Świat, czy się to komuś podoba, czy nie, idzie z postępem i zmierza w kierunku robotyzacji, cyfryzacji pola walki. Proszę zwrócić uwagę na to, jak dzisiaj wygląda wojna, i porównać z tym, jak wyglądała kiedyś. Podczas I wojny światowej w wyniku działań militarnych zginęło 5 proc. cywilów, a podczas obecnie trwających konfliktów aż 95 proc. ofiar stanowią osoby cywilne. Te rosnące liczby ofiar same za siebie pokazują, że wykorzystanie dzisiaj zarówno obrony cywilnej, jak i dozbrajanie tych formacji w nowoczesne środki i sprzęt bojowy jest jak najbardziej sensowne.

Jakie są możliwości i jaka jest skuteczność tego rodzaju broni jak drony?

– Bezzałogowe statki powietrzne – drony są skutecznym narzędziem rozpoznania. Oczywiście musi być wsparty rozpoznaniem osobowym. Już przed II wojną światową była teoria, która mówiła, że wojnę można wygrać działaniami powietrznymi. Dzisiaj drony to dobra broń, świetne narzędzie, ale bez obecności człowieka w terenie niewiele zdziała albo nie spełni pokładanych oczekiwań bądź wręcz może zdziałać nie to, co powinna. Przykładem może być to, że uderzenia realizowane za pomocą dronów niestety niosą za sobą zbyt duże żniwo w postaci ofiar wśród osób cywilnych, które zostały zabite, chociaż nie powinny były zginąć. Jest to z pewnością kontrowersyjna broń, która wymaga jeszcze szeregu uregulowań prawnych. Ktoś, kto przygotowywał przepisy prawa wojennego, wówczas z tego typu problemem nie mógł się zetknąć. Dziś ten problem się pojawił wraz z wykorzystaniem w coraz szerszym zakresie nowoczesnych technologii, informatyzacji i cyfryzacji, stąd wymaga to objęcia nowymi uregulowaniami prawnymi.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl