logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Cieszmy się, bo mamy z czego

Piątek, 11 listopada 2016 (08:26)

Z dr. Jerzym Bukowskim, rzecznikiem Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, rozmawia Rafał Stefaniuk

Obchodzimy dziś Narodowe Święto Niepodległości. Pamiętajmy jednak, że dzień 11 listopada jest jedynie datą symboliczną. Dlaczego świętujemy tego dnia?

– Taką datę przyjęto w dwudziestoleciu międzywojennym. Kojarzy się ona zarówno z zakończeniem I wojny światowej, jak i z rozbrajaniem Niemców przez Polską Organizację Wojskową. Warto zwrócić uwagę, że przez wiele lat trwały po 1918 roku dyskusje nad ustanowieniem terminu Święta Niepodległości, zgłaszano bowiem konkurencyjne propozycje, np. 3 maja. Ostatecznie wybrano jednak 11 listopada i właśnie ten dzień dzisiaj świętujemy.

W akcie odzyskania niepodległości więcej było naszego wkładu czy może zbiegów okoliczności?

– Historia jest sumą zbiegów okoliczności, ale należy aktywnie je wspomagać bądź nawet kreować. Gdyby Polacy zachowali w okresie I wojny światowej bezczynność i biernie czekali na to, co przyniesie rozwój wypadków, II Rzeczpospolita mogłaby powstać w bardzo okrojonym kształcie terytorialnym i bez dużego znaczenia politycznego.

Ciągle żywy jest spór, komu Polska zawdzięcza najwięcej w związku z aktem niepodległości. Kto, w Pana ocenie, jest ojcem naszej suwerenności?

– Do końcowego sukcesu symbolizowanego datą 11 listopada przyczyniły się i wysiłek zbrojny Legionów Józefa Piłsudskiego, i talenty dyplomatyczne Romana Dmowskiego, i pozycja, jaką cieszył się na całym świecie Ignacy Jan Paderewski, a także odwieczne pragnienie wolności większości Polaków. Nie bez znaczenia były także wielkie zmiany na mapie Europy będące wynikiem wojennych zmagań, a szczególnie rozpadu wszystkich państw zaborczych.

Dlaczego powinniśmy wspominać dzień powrotu na mapy świata?

– Obowiązkiem każdego pokolenia jest kultywować pamięć o osiągnięciach poprzednich generacji, zwłaszcza jeżeli były skuteczne. Bez zakorzenienia się w przeszłości i wspominania tak sukcesów, jak błędów z dawnych lat nie zbuduje się tożsamości narodowej i wspólnoty państwowej.

Obchodzone przez nas święta państwowe mają radosny charakter. Mimo to próba zarażenie Polaków radością przez prezydenta Bronisława Komorowskiego przemieniła się w groteskę. Potrafimy mądrze cieszyć się z naszych sukcesów?

– Jeszcze nie bardzo umiemy wyrażać radość. Przez wieki zaborów i okupacji oraz przez lata komunistycznego zniewolenia wykształciliśmy martyrologiczne formy obchodzenia świąt narodowych. A przecież oddając hołd naszym bohaterom i wspominając przelaną przez nich krew, powinniśmy robić to radośnie, z podniesioną głową i z optymistycznym nastawieniem.

W kontekście uroczystości 11 listopada mówi się o Marszu Niepodległości i o marszu organizowanym przez KOD. Obawia się Pan konfrontacji między uczestnikami obu tych zgromadzeń?

– Obawiam się i jest mi przykro, że nawet w takim dniu dochodzi do politycznie motywowanych awantur ulicznych. Ubolewam nad tym, ale takie są prawa demokracji, z których mogą korzystać również osoby, środowiska i organizacje dążące nade wszystko do rozróby i próbujące ustawić jedynie siebie w roli prawdziwych patriotów. Może w setną rocznicę odzyskania niepodległości będzie inaczej?

A dziś gdzie będzie można spotkać dr. Jerzego Bukowskiego?

– Zostałem zaproszony przez prezydenta RP (prywatnie mojego młodszego kolegę z tzw. niepokornego harcerstwa krakowskiego) na warszawskie uroczystości ze szczególnym uwzględnieniem oficjalnego ogłoszenia w Belwederze awansu generalskiego dla śp. pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, o co zabiegałem – jako reprezentant prasowy „pierwszego polskiego oficera w NATO” oraz rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie – od ponad 12 lat.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl