Gratuluję poniedziałkowej premiery „Zerwanego kłosa”. To ogromny sukces WSKSiM. Wszyscy jesteśmy ujęci tym, że Ojciec zaufał studentom, którzy podjęli się tego zadania.
– Wcześniej nasi studenci wystawiali sztuki teatralne. Od początku cieszyłem się, że podjęli się także pracy nad filmem. Często rozmawiałem z nimi. Godzinami opowiadali mi o szczegółach, ja pytałem o to, jak postępują prace. Byłem kilka razy na planie, widziałem ich w różnych sytuacjach. To było piękne patrzeć na to, jak organizowali się, jaką wagę przykładali do każdego szczegółu, z jaką pasją do tego podchodzili. Pan Witold Ludwig, reżyser filmu i autor scenariusza, pan Karol Niechciał, kierownik produkcji, i wielu innych współpracowników żyją tą pracą. Każdy talent trzeba nie tylko przyjmować, cieszyć się nim, ale rozwijać, rozdmuchiwać. To tak jak z iskierką, jeśli ją rozdmuchujemy, powstaje wielki ogień. Nie wiem, w którym kierunku pójdą ci młodzi ludzie, ale mają talenty, których bardzo Polsce potrzeba.
Jest jakaś dominująca myśl, refleksja, która towarzyszyła Ojcu podczas premiery?
– Jest bardzo wiele różnych elementów, o których można mówić. Na pewno mam pragnienie, aby to, co udało się osiągnąć w WSKSiM, rozwijało się. Dla mnie niezmiernie ważne jest to, jak wiele można zrobić, jeśli idzie się razem. Na premierę przybyło wielu polityków, ministrów, wiceministrów, minister z Kancelarii Prezydenta, przyjechał prezydent Torunia, byli oczywiście słuchacze Radia Maryja, przedstawiciele różnych firm, ludzie, którzy współpracowali przy powstawaniu filmu.
To pokazuje, jak wielka jest potrzeba takich dzieł i uzdro-wienia polskiej kultury.
– Tak, ale to przede wszystkim pokazuje, jak wielu ludzi ma dobrą wolę i jak chcą dobra. To jest wielka sprawa. Tego filmu by nie było także bez 1 proc. przekazanego przez ludzi na Fundację Nasza Przyszłość. Dziękuję wszystkim za okazane zaufanie. Wielu specjalistów wskazywało, że taka produkcja to koszt nawet ponad 4 mln zł. My wydaliśmy ok. 550 tys. Trzeba być gospodarnym i oszczędnym, wtedy do czegoś dojdziemy. I wspierać jeden drugiego, jeśli widzimy iskierkę dobra, rozdmuchiwać ją.
„Zerwany kłos” może stać się przyczynkiem do realizacji wielkiego marzenia Ojca, czyli stworzenia katolickiej wytwórni filmowej?
– Marzeń mam wiele, nie chcę na razie o nich mówić, aby mogły się ziścić. Myślę, że trzeba się bardzo spieszyć. Bo ten walec niszczenia kultury i duszy Narodu przychodzi do Polski bardzo szybko. Premiera odbyła się w Pałacu Kultury i Nauki, który nosił imię Józefa Stalina. Wiemy, co oznaczała ta cała ideologia, i do takiego miejsca przychodzi nowe.
Powstanie tego filmu to tryumf ducha. Niewiele osób 10 lat temu uwierzyłoby, że w WSKSiM powstanie profesjonalny film.
– Tak niewiele potrzeba, aby takie projekty powstawały, musimy tylko nie stać z boku, a wspierać. Ilu pięknych ludzi z różnych stron Polski współpracowało przy filmie. Dopiero przy tej produkcji zobaczyłem, jak wiele etapów potrzeba, aby stworzyć takie dzieło – mamy i cudownie zrobione zdjęcia, montaż, koloryzowanie, do tego wspaniała muzyka. Dziękuję tym wszystkim twórcom.
Młodym zaufali także profesjonalni aktorzy, którzy wystąpili w filmie.
– Niezmiernie się cieszę, że mistrzowie byli razem z uczniami. Bardzo dobrzy aktorzy zechcieli wspólnie pracować na planie z naszymi studentami. I proszę spojrzeć, jak ci młodzi ludzie się podciągnęli, jak wspaniale wcielili się w tych bohaterów. Niektórzy z nich już pracują, są w odpowiedzialnych miejscach. Jak oni dorosną, pójdą jeszcze dalej, będą zmieniać Polskę, pod warunkiem, że będą chcieli się rozwijać.
Ten integralny rozwój – zarówno zawodowy, techniczny, ale i duchowy, wspaniale było widać w „Zerwanym kłosie”.
– Za tym stoi Pan Bóg, jak jesteśmy blisko Niego, to On nas tak wspaniale kształtuje. Tego filmu nie byłoby bez pięknych rodzin, z których wyszli nasi studenci, to tam gdzieś wszystko się zaczęło. Najpierw rodzina, Kościół, potem szkoła i uczelnia. Z radością patrzyłem podczas premiery na naszych studentów, jak wspaniale służyli, elegancko ubrani, z wielką kulturą. Wszystko było dopracowane, łącznie z wielkimi filmowymi plakatami na budynku Pałacu Kultury i Nauki, z kozakami na koniach stojącymi przed wejściem. Nasza uczelnia daje ogromną szansę. Stwarzamy naprawdę szerokie możliwości, tylko student musi chcieć. Do niczego nikogo nie zmusimy.

