Jak wygląda praca duszpasterska w Mariupolu, który stał się miastem frontowym?
– Oczywiście są duże utrudnienia. Ludzie żyją w niepewności, ponieważ cały czas jest ostrzał w różnych porach dnia i nocy. Przychodzą do nas, skarżą się na tę trudną sytuację, mówią o braku poczucia bezpieczeństwa, o tym, że nawet spać w nocy się nie da. Szczególnie dla mieszkańców wschodnich osiedli miasta, gdzie te odgłosy wystrzałów najbardziej słychać, uciążliwość jest bardzo duża. Jednak ludzie się nie poddają, przychodzą, rozmawiają, szukają nadziei, wsparcia ze strony duszpasterzy. Myślę, że ten kontakt z kapłanami naszych katolików jakoś umacnia.
Front wojenny to jedno, ale miasto stało się też pewnym frontem duchowym, którego znakiem stał się namiot modlitwy w centrum miasta…
– Nieprzerwana modlitwa chrześcijan różnych wyznań w tym namiocie trwa już ponad rok. A przecież do niedawna stał w tym miejscu pomnik Lenina… W ubiegłym roku przez centrum miasta przeszła procesja z krzyżem w intencji pokoju. W tym samym czasie Rosjanie przygotowywali się do szturmu na miasto. Ale tuż po procesji, tego błagania do Boga o zakończenie walk, przez te tereny, gdzie stacjonują wojska rosyjskie, przeszedł huragan. Ludzie mówili, że takiego nie pamiętają. Wiatr poprzewracał drzewa, a w tym rejonie, gdzie mieściła się główna kwatera wojsk rosyjskich, zniszczył też trakcję elektryczną. Oddziały utraciły łączność między sobą i nie doszło do uderzenia.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

