logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Chirurg na polu walki

Środa, 7 grudnia 2016 (01:34)

Metody ratowania i leczenia żołnierzy stosowane przez medycynę pola walki na misjach zagranicznych są szybko przenoszone do wojskowej i cywilnej służby zdrowia w kraju.

Udział polskich żołnierzy w zagranicznych misjach diametralnie zmienił system szkolenia wojskowych lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych, ale także działanie cywilnej służby zdrowia. Szef Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie gen. dyw. Grzegorz Gielerak zaznacza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”, że przede wszystkim personel medyczny musiał stać się bardziej wszechstronny. W warunkach bojowych nie sprawdza się ścisła specjalizacja, gdyż lekarz musi być jednocześnie np. chirurgiem, chirurgiem naczyniowym i neurochirurgiem.

Profesor Gielerak pokazuje też, że nasi lekarze – najpierw wojskowi, a potem i cywilni – nauczyli się wykorzystywać doświadczenia medycyny pola walki zdobyte w Afganistanie, Iraku czy Czadzie. W WIM powstało na oddziale ratunkowym nowoczesne centrum urazowe, gdzie np. ofiary wypadków drogowych ratuje się z zastosowaniem procedur przewidzianych dla żołnierzy, którzy zostali postrzeleni lub doznali wielonarządowych obrażeń podczas wykonywania zadań bojowych. Najważniejsze w tym przypadku jest zatamowanie krwawienia, a nie przywrócenie oddechu, jak to jest praktykowane podczas kształcenia medyków i ratowników czy też w trakcie szkoleń z zakresu udzielania pierwszej pomocy.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Krzysztof Losz

Nasz Dziennik