logo
logo

Prenumerata

Zdjęcie: Arch. Rodziny Zimnalów/ Inne

Poproszę „Nasz Dziennik”

Poniedziałek, 12 grudnia 2016 (01:28)

Czytelnicy „Naszego Dziennika” potrafią pokonać każdą przeszkodę, żeby codziennie mieć dostęp do najnowszych informacji.

Dla osób czytających „Nasz Dziennik” sięganie po ulubiony tytuł to coś więcej niż zdobywanie informacji. To prawdziwa misja, dlatego często decydują się na prenumeratę.

– Jesteśmy z żoną stałymi Czytelnikami „Naszego Dziennika”, praktycznie od początku. Od wielu lat nabywamy go codzienne w kiosku – rozpoczyna pan Piotr Zimnal z Sosnowca. – Interesują nas bieżące sprawy, ale też artykuły dotyczące historii czy te poruszające tematy społeczne. Lubimy czytać wywiady. Dziennik w pełni spełnia nasze oczekiwania – mówi pani Lucyna Zimnal. Swoje czytelnicze pasje starają się przekazywać innym członkom rodziny. – Mamy dorosłe dzieci. One są oczywiście zapracowane, więc często opierają się na tym, co my im powiemy, co podsuniemy do czytania. Dzięki temu wszyscy zmierzamy w jednym kierunku – dodaje. – Zachęcani do prenumeraty poprzez ogłoszenia zamieszczane w „Naszym Dzienniku” dokonaliśmy jej w listopadzie na jeden miesiąc, na grudzień, ale z zamiarem kontynuowania na dłuższy okres – zaznacza pan Piotr. – Chcieliśmy skorzystać z tej oferty m.in. dlatego, że mamy tutaj pewność otrzymania gazety, a także oszczędzamy w skali roku, co dla nas, emerytów, ma niebagatelne znaczenie – wyjaśnia.

Zdarza się, że Czytelnicy „Naszego Dziennika” napotykają na trudności związane z dostępem do swojego ulubionego pisma, o których nas informują.

– Jakież było nasze zdziwienie, kiedy na dołączonej do pierwszego zaprenumerowanego egzemplarza gazety specyfikacji przeczytaliśmy, że nie możemy liczyć na dostawę w sobotę – żalą się małżonkowie. – Po co nam sobotnia gazeta, która będzie dostarczona w poniedziałek?! Gdybyśmy wiedzieli wcześniej o tym, że „Nasz Dziennik” nie będzie dostępny w soboty, nie zdecydowalibyśmy się na jego prenumeratę! – oburza się pan Piotr. Tym bardziej że kiosk, gdzie małżonkowie odbierają gazetę, jest czynny w każdą sobotę od 7.00 do 16.00.

– Wysłaliśmy protest w tej sprawie do dystrybutora prasy (RUCH SA), w którym opisujemy całą sytuację, i poprosiliśmy o to, by „Nasz Dziennik” trafiał do nas także w soboty – opowiada pan Zimnal. Małżonkowie ze Śląska poinformowali w korespondencji, że w przypadku gdyby ich prośby nie zostały uwzględnione, zrezygnują z prenumeraty, a za niedostarczone w soboty egzemplarze gazet będą domagali się zwrotu pieniędzy. – Byliśmy bardzo mile zaskoczeni, bo wysłaliśmy e-maila z naszą prośbą 1 grudnia, a dzień później była już pozytywna odpowiedź – wyjaśnia pan Piotr.

Przykład państwa Zimnalów pokazuje, że warto interweniować w przypadku problemów z dostępem do „Naszego Dziennika”. – Prenumerata jest usługą kolporterów i w pierwszej kolejności Czytelnicy powinni zgłaszać się właśnie do nich. Reklamację najlepiej składać w formie pisemnej – informuje Piotr Rejmentowski, dyrektor kolportażu w „Naszym Dzienniku”. – W dalszej kolejności z problemami prosimy dzwonić do naszej redakcji z przygotowanym wcześniej numerem PSD [Punkt Sprzedaży Detalicznej – przyp. red.] i telefonem do punktu sprzedaży. Bez tych danych nie możemy podjąć interwencji – wyjaśnia.

Kłopoty z dostępem

Dyrektor kolportażu przyznaje, że największy problem z dostępem do „Naszego Dziennika” mają ludzie w małych miejscowościach, bo tam nie ma kiosków RUCH-u, a poczta nie pracuje w soboty. Tak jest w przypadku państwa Janiny i Jarosława Grabowskich spod Strzelna (woj. kujawsko-pomorskie), którzy są naszymi Czytelnikami od 18 lat. Zaprenumerowany „Nasz Dziennik” w urzędzie pocztowym nie dociera do nich w sobotę, bo wtedy placówka jest zamknięta. Gazetę otrzymują w poniedziałek. – Problem jednak w tym, że kiedy pojechałam w sobotę do Strzelna, skąd dystrybuowana jest prasa do mniejszych punktów, pani w okienku powiedziała, że nie wyda mi „Naszego Dziennika”, bo jest zapakowany – żali się pani Karolina, córka państwa Grabowskich.

Jak informuje nas Poczta Polska, wydanie sobotnio-niedzielne listonosze doręczają w poniedziałek wraz z poniedziałkowym, co jest optymalną możliwością doręczenia tego wydania. Nasi Czytelnicy przyznają, że dla nich nie jest to korzystne rozwiązanie. – Prenumerujemy dziennik, a nie tygodnik. Czytanie informacji z sobotnio-niedzielnego numeru w poniedziałek czasami mija się z celem. Poza tym w weekendy mamy więcej czasu na dokładne przeanalizowanie proponowanych przez redakcję tekstów – wyjaśnia pan Jarosław.

Niektóre problemy naszych Czytelników związane są z sytuacją, gdy pracownicy poczty nie mają pełnych informacji m.in. na temat terminów przyjmowania prenumeraty. Tak było w przypadku Czytelnika z Ropczyc (woj. podkarpackie), który dwukrotnie usiłował zakupić „Nasz Dziennik”. – Pani w okienku tłumaczyła, że można było wykupić do końca listopada, a teraz nie przyjmuje system [tymczasem termin zakupu mija 20.12.2016 – przyp. red.] – tłumaczy Jarosław Szostak z działu kolportażu. – Skontaktowaliśmy się z jednostką nadrzędną w Rzeszowie, z naczelnikiem, który potwierdził możliwość zakupu w urzędzie w Ropczycach. W razie ponownych kłopotów poinformowaliśmy Czytelnika, by prosił o kontakt z naczelnikiem – dodaje. Z kolei pan Władysław z Wielkopola (woj. lubelskie) przyznaje, że chętnie zaprenumerowałby „Nasz Dziennik”, ale listonosz dojeżdża do ich miejscowości za rzadko. – Nie opłaca mu się jechać tylko z prenumeratą, więc czeka i przywozi z kilku dni. Szczęście, gdy ma inne przesyłki, to wtedy może być codziennie – dodaje. Poczta Polska zapewnia, że przeprowadziła rozmowy z listonoszami na temat tego zgłoszenia. Biuro Prasowe przypomina, że listonosze doręczają prenumeratę do skrzynek oddawczych. „Kiedy klient nie posiada skrzynki oddawczej, prenumerata doręczana jest pod wskazany adres. W przypadku nieobecności domowników (jeśli nie ma skrzynki oddawczej) listonosz zostawia np. w drzwiach awizo z informacją o próbie doręczenia, adresie placówki, w której można periodyk odebrać, jak też godzinach otwarcia tej placówki” – wyjaśnia.

Brakujące numery

Dział kolportażu „Naszego Dziennika” otrzymuje też zgłoszenia dotyczące braku poszczególnych numerów gazety. – Czytelnicy w pierwszej kolejności zgłaszają się zwykle do nas. Tymczasem taką reklamację należy zgłaszać bezpośrednio u zleceniobiorcy [urząd pocztowy, pod który podlega klient, czy do Ruchu – dział prenumeraty]. – Powyższe jednostki kontaktują się wtedy z nami i dołączamy brakujące egzemplarze do konkretnego pakietu przeznaczonego do rozdzielni, pod którą podlega dany urząd. Jest to najszybsza droga uzyskania „Naszego Dziennika”, bo Czytelnik otrzymuje go już następnego dnia – wyjaśniają pracownicy kolportażu.

Warto też zwracać uwagę na cenę gazety. Czytelnik zawsze powinien ją weryfikować z informacją drukowaną na pierwszej stronie. Przekonał się o tym pan Jan, który w jednym z prywatnych punktów sprzedaży otrzymał informację, że za sobotnio-niedzielny numer musi zapłacić 4,50 zł, choć w tym dniu kosztował 1 zł mniej. – Okazało się, że czytnik kodów wyświetlał cenę za „Nasz Dziennik” z poprzedniego tygodnia, gdy do dziennika dołączany był Cudowny Medalik i kosztował rzeczywiście 4,50 – opowiada.

Warto prenumerować!

Piotr Rejmentowski zdecydowanie zachęca do podjęcia prenumeraty rocznej czy półrocznej. – Jest po prostu taniej. Poza tym gwarantujemy dostawę wszystkich wydań. Jest też stała cena jednego egzemplarza niezależnie od zamieszczanych w „Naszym Dzienniku” dodatków – podkreśla dyrektor kolportażu.

Od kilku lat redakcja organizuje dla Czytelników promocję w ramach prenumeraty. – Po spełnieniu bardzo prostych warunków Czytelnik ma gwarantowane otrzymanie jednego z proponowanych produktów – dodaje Piotr Rejmentowski. – Należy wykonać kopię dowodu wykupienia prenumeraty (faktura lub inny rodzaj rachunku), wyciąć z „Naszego Dziennika” kupon, wypełnić go i przesłać to wszystko do redakcji „Naszego Dziennika” listem poleconym – podsumowuje. Kupon oraz szczegółowe informacje o oferowanych produktach zamieszczamy dziś na stronie 5 „Naszego Dziennika”.

Aneta Przysiężniuk-Parys

Nasz Dziennik