Dla osób czytających „Nasz Dziennik” sięganie po ulubiony tytuł to coś więcej niż zdobywanie informacji. To prawdziwa misja, dlatego często decydują się na prenumeratę.
– Jesteśmy z żoną stałymi Czytelnikami „Naszego Dziennika”, praktycznie od początku. Od wielu lat nabywamy go codzienne w kiosku – rozpoczyna pan Piotr Zimnal z Sosnowca. – Interesują nas bieżące sprawy, ale też artykuły dotyczące historii czy te poruszające tematy społeczne. Lubimy czytać wywiady. Dziennik w pełni spełnia nasze oczekiwania – mówi pani Lucyna Zimnal. Swoje czytelnicze pasje starają się przekazywać innym członkom rodziny. – Mamy dorosłe dzieci. One są oczywiście zapracowane, więc często opierają się na tym, co my im powiemy, co podsuniemy do czytania. Dzięki temu wszyscy zmierzamy w jednym kierunku – dodaje. – Zachęcani do prenumeraty poprzez ogłoszenia zamieszczane w „Naszym Dzienniku” dokonaliśmy jej w listopadzie na jeden miesiąc, na grudzień, ale z zamiarem kontynuowania na dłuższy okres – zaznacza pan Piotr. – Chcieliśmy skorzystać z tej oferty m.in. dlatego, że mamy tutaj pewność otrzymania gazety, a także oszczędzamy w skali roku, co dla nas, emerytów, ma niebagatelne znaczenie – wyjaśnia.
Zdarza się, że Czytelnicy „Naszego Dziennika” napotykają na trudności związane z dostępem do swojego ulubionego pisma, o których nas informują.
– Jakież było nasze zdziwienie, kiedy na dołączonej do pierwszego zaprenumerowanego egzemplarza gazety specyfikacji przeczytaliśmy, że nie możemy liczyć na dostawę w sobotę – żalą się małżonkowie. – Po co nam sobotnia gazeta, która będzie dostarczona w poniedziałek?! Gdybyśmy wiedzieli wcześniej o tym, że „Nasz Dziennik” nie będzie dostępny w soboty, nie zdecydowalibyśmy się na jego prenumeratę! – oburza się pan Piotr. Tym bardziej że kiosk, gdzie małżonkowie odbierają gazetę, jest czynny w każdą sobotę od 7.00 do 16.00.
– Wysłaliśmy protest w tej sprawie do dystrybutora prasy (RUCH SA), w którym opisujemy całą sytuację, i poprosiliśmy o to, by „Nasz Dziennik” trafiał do nas także w soboty – opowiada pan Zimnal. Małżonkowie ze Śląska poinformowali w korespondencji, że w przypadku gdyby ich prośby nie zostały uwzględnione, zrezygnują z prenumeraty, a za niedostarczone w soboty egzemplarze gazet będą domagali się zwrotu pieniędzy. – Byliśmy bardzo mile zaskoczeni, bo wysłaliśmy e-maila z naszą prośbą 1 grudnia, a dzień później była już pozytywna odpowiedź – wyjaśnia pan Piotr.
Przykład państwa Zimnalów pokazuje, że warto interweniować w przypadku problemów z dostępem do „Naszego Dziennika”. – Prenumerata jest usługą kolporterów i w pierwszej kolejności Czytelnicy powinni zgłaszać się właśnie do nich. Reklamację najlepiej składać w formie pisemnej – informuje Piotr Rejmentowski, dyrektor kolportażu w „Naszym Dzienniku”. – W dalszej kolejności z problemami prosimy dzwonić do naszej redakcji z przygotowanym wcześniej numerem PSD [Punkt Sprzedaży Detalicznej – przyp. red.] i telefonem do punktu sprzedaży. Bez tych danych nie możemy podjąć interwencji – wyjaśnia.
Kłopoty z dostępem
Dyrektor kolportażu przyznaje, że największy problem z dostępem do „Naszego Dziennika” mają ludzie w małych miejscowościach, bo tam nie ma kiosków RUCH-u, a poczta nie pracuje w soboty. Tak jest w przypadku państwa Janiny i Jarosława Grabowskich spod Strzelna (woj. kujawsko-pomorskie), którzy są naszymi Czytelnikami od 18 lat. Zaprenumerowany „Nasz Dziennik” w urzędzie pocztowym nie dociera do nich w sobotę, bo wtedy placówka jest zamknięta. Gazetę otrzymują w poniedziałek. – Problem jednak w tym, że kiedy pojechałam w sobotę do Strzelna, skąd dystrybuowana jest prasa do mniejszych punktów, pani w okienku powiedziała, że nie wyda mi „Naszego Dziennika”, bo jest zapakowany – żali się pani Karolina, córka państwa Grabowskich.
Jak informuje nas Poczta Polska, wydanie sobotnio-niedzielne listonosze doręczają w poniedziałek wraz z poniedziałkowym, co jest optymalną możliwością doręczenia tego wydania. Nasi Czytelnicy przyznają, że dla nich nie jest to korzystne rozwiązanie. – Prenumerujemy dziennik, a nie tygodnik. Czytanie informacji z sobotnio-niedzielnego numeru w poniedziałek czasami mija się z celem. Poza tym w weekendy mamy więcej czasu na dokładne przeanalizowanie proponowanych przez redakcję tekstów – wyjaśnia pan Jarosław.
Niektóre problemy naszych Czytelników związane są z sytuacją, gdy pracownicy poczty nie mają pełnych informacji m.in. na temat terminów przyjmowania prenumeraty. Tak było w przypadku Czytelnika z Ropczyc (woj. podkarpackie), który dwukrotnie usiłował zakupić „Nasz Dziennik”. – Pani w okienku tłumaczyła, że można było wykupić do końca listopada, a teraz nie przyjmuje system [tymczasem termin zakupu mija 20.12.2016 – przyp. red.] – tłumaczy Jarosław Szostak z działu kolportażu. – Skontaktowaliśmy się z jednostką nadrzędną w Rzeszowie, z naczelnikiem, który potwierdził możliwość zakupu w urzędzie w Ropczycach. W razie ponownych kłopotów poinformowaliśmy Czytelnika, by prosił o kontakt z naczelnikiem – dodaje. Z kolei pan Władysław z Wielkopola (woj. lubelskie) przyznaje, że chętnie zaprenumerowałby „Nasz Dziennik”, ale listonosz dojeżdża do ich miejscowości za rzadko. – Nie opłaca mu się jechać tylko z prenumeratą, więc czeka i przywozi z kilku dni. Szczęście, gdy ma inne przesyłki, to wtedy może być codziennie – dodaje. Poczta Polska zapewnia, że przeprowadziła rozmowy z listonoszami na temat tego zgłoszenia. Biuro Prasowe przypomina, że listonosze doręczają prenumeratę do skrzynek oddawczych. „Kiedy klient nie posiada skrzynki oddawczej, prenumerata doręczana jest pod wskazany adres. W przypadku nieobecności domowników (jeśli nie ma skrzynki oddawczej) listonosz zostawia np. w drzwiach awizo z informacją o próbie doręczenia, adresie placówki, w której można periodyk odebrać, jak też godzinach otwarcia tej placówki” – wyjaśnia.
Brakujące numery
Dział kolportażu „Naszego Dziennika” otrzymuje też zgłoszenia dotyczące braku poszczególnych numerów gazety. – Czytelnicy w pierwszej kolejności zgłaszają się zwykle do nas. Tymczasem taką reklamację należy zgłaszać bezpośrednio u zleceniobiorcy [urząd pocztowy, pod który podlega klient, czy do Ruchu – dział prenumeraty]. – Powyższe jednostki kontaktują się wtedy z nami i dołączamy brakujące egzemplarze do konkretnego pakietu przeznaczonego do rozdzielni, pod którą podlega dany urząd. Jest to najszybsza droga uzyskania „Naszego Dziennika”, bo Czytelnik otrzymuje go już następnego dnia – wyjaśniają pracownicy kolportażu.
Warto też zwracać uwagę na cenę gazety. Czytelnik zawsze powinien ją weryfikować z informacją drukowaną na pierwszej stronie. Przekonał się o tym pan Jan, który w jednym z prywatnych punktów sprzedaży otrzymał informację, że za sobotnio-niedzielny numer musi zapłacić 4,50 zł, choć w tym dniu kosztował 1 zł mniej. – Okazało się, że czytnik kodów wyświetlał cenę za „Nasz Dziennik” z poprzedniego tygodnia, gdy do dziennika dołączany był Cudowny Medalik i kosztował rzeczywiście 4,50 – opowiada.
Warto prenumerować!
Piotr Rejmentowski zdecydowanie zachęca do podjęcia prenumeraty rocznej czy półrocznej. – Jest po prostu taniej. Poza tym gwarantujemy dostawę wszystkich wydań. Jest też stała cena jednego egzemplarza niezależnie od zamieszczanych w „Naszym Dzienniku” dodatków – podkreśla dyrektor kolportażu.
Od kilku lat redakcja organizuje dla Czytelników promocję w ramach prenumeraty. – Po spełnieniu bardzo prostych warunków Czytelnik ma gwarantowane otrzymanie jednego z proponowanych produktów – dodaje Piotr Rejmentowski. – Należy wykonać kopię dowodu wykupienia prenumeraty (faktura lub inny rodzaj rachunku), wyciąć z „Naszego Dziennika” kupon, wypełnić go i przesłać to wszystko do redakcji „Naszego Dziennika” listem poleconym – podsumowuje. Kupon oraz szczegółowe informacje o oferowanych produktach zamieszczamy dziś na stronie 5 „Naszego Dziennika”.

