„Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana,/ Ach, jak wielka dziś Twoja rana,/ Jakże długo cierpienie Twe trwa” – śpiewaliśmy podczas Mszy Świętych za Ojczyznę w stanie wojennym. Rana zadana Polsce 13 grudnia 1981 roku przez juntę czerwonych generałów z Jaruzelskim i Kiszczakiem na czele nie zabliźniła się do dziś.
Ponad sto ofiar, 10 tysięcy internowanych, masowe represje, zwolnienia z pracy z wilczym biletem, milion osób na przymusowej emigracji. Zastraszanie i miażdżenie sumień. Ruina gospodarki. Przygotowywane od lata 1980 roku przez komunistów plany wojny z własnym Narodem, który tworząc wielki ruch „Solidarności”, zapragnął zrzucić kajdany niewoli i wskazać innym krajom bloku wschodniego drogę wolności. Wszystko to pozostaje nierozliczoną zbrodnią. Autorzy bezprawnego stanu wojennego nie zostali ukarani, choć sąd uznał, że stali na czele zbrojnego związku przestępczego. Przez 35 lat nie zadośćuczyniono skrzywdzonym ludziom. Cisi bohaterowie podziemnej konspiry żyją w zapomnieniu, pobierają nędzne emerytury. Ich wysługujący się Moskwie oprawcy śmieją się im w twarz, chwalą się dziś „kulturą”, z jaką miał być wprowadzany stan wojenny. Niestety, najbardziej haniebne kłamstwa komunistycznych propagandystów wciąż znajdują posłuch. Okazuje się, że większość Polaków uważa, że stan wojenny był konieczny. Ten zatrważający stan świadomości to owoc zgniłych kompromisów spod znaku „grubej kreski” i braku dekomunizacji, zrównania ofiar i katów.
Ale nienawiść i brutalna siła nigdy nie będą mieć ostatniego słowa. Tę nadzieję umacniał w nas podczas tragicznych dni stanu wojennego św. Jan Paweł II, głośno potępiając użycie przemocy przez władze PRL. Płonąca świeca w oknie Pałacu Apostolskiego była znakiem solidarności Papieża Polaka z cierpiącym Narodem. Pamiętajmy o tym wielkodusznym geście, zapalając dziś „światło wolności”.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

