35 lat temu pluton ZOMO otworzył ogień do strajkujących górników. Zabito dziewięciu górników, a ponad dwudziestu zostało rannych. Czym pamięć o tej tragedii jest dla nowego pokolenia Polaków?
– To tylko wbrew pozorom proste pytanie. W zasadzie można powiedzieć, że młode pokolenie, zwłaszcza w ostatnim okresie, było, a za sprawą KOD-u i „sympatyków” jest manipulowane prawdą o wydarzeniach sprzed 35 lat. Stąd młode pokolenie Polaków tak naprawdę do końca nie wie, co wtedy się działo, kto na kogo podniósł rękę i kto do kogo strzelał. Na Śląsku staramy się edukować i pokazywać, jakie były fakty. A fakty są takie, że górnicy rozpoczęli strajk 13 grudnia 1981 r., domagając się m.in. zniesienia stanu wojennego i zwolnienia wszystkich internowanych. To spotkało się z ostrą reakcją reżimu lewicowej władzy. I my mówimy o tym, co się działo podczas pacyfikacji Kopalni Węgla Kamiennego „Wujek”, kiedy pluton specjalny ZOMO 16 grudnia 1981 r. otworzył ogień do strajkujących górników. Sądzę, że Ślązacy doskonale wiedzą i pamiętają, co się wtedy działo.
Czesław Kiszczak strzelanie do górników w „Wujku” określił jako „spontaniczną obronę własną milicjantów”…
– No właśnie. To pokazuje całą perfidię zbrodniarzy. Skoro z ust byłych PRL-owskich utrwalaczy władzy ludowej padają słowa o gloryfikacji stanu wojennego, że było to kulturalne wydarzenie, że owszem były tam jakieś bijatyki, ścieżki zdrowia, ale zasadniczo dochowano kultury, to ktoś, kto tamten czas zna tylko z tego typu opowieści, jest gotów pomyśleć, że np. dziesiątki tysięcy internowanych przebywało w sanatoriach na wypoczynku bądź dla podreperowania zdrowia, a dodatkowo jeszcze przysyłano im paczki od wuja Sama z Ameryki. Reasumując, Śląsk i młodzież z tego regionu Polski jest dobrze wyedukowana i wie, jakim dramatem był stan wojenny, bo my, górnicy, nie daliśmy sobie w kaszę napluć i wszystkie manipulacje staraliśmy się prostować na bieżąco. Natomiast pozostała polska młodzież była poddawana manipulacji. I dopiero teraz przyszedł czas, że po latach zakłamania i fałszowania rzeczywistości mamy wreszcie prawdziwy przekaz, a nie zmanipulowany. I im więcej będzie prawdy w życiu publicznym i pozbawionego manipulacji przekazu w mediach, tym szybciej młodzież usłyszy prawdę chociażby o wydarzeniach z „Wujka”, gdzie 9 górników poniosło najwyższą ofiarę, składając swoje życie na ołtarzu Ojczyzny, w walce o Polskę wolną, suwerenną. To dzięki nim mamy dzisiaj wolną Rzeczpospolitą, może z ułomnościami, ale Polskę wolną, niepodległą.
Dlaczego III RP nie ukarała winnych tej i innych zbrodni stanu wojennego, komu zależało, żeby jego autorzy pozostali bezkarni?
– To jest dobre pytanie, na które niestety nie ma jednoznacznej i dobrej odpowiedzi. Oczywiście możemy domniemywać, że od samego początku transformacji ustrojowej w Polsce, kiedy premier Tadeusz Mazowiecki skreślił przeszłość, także tą zbrodniczą „grubą kreską”, to tym samym została odcięta tragedia w kopalni „Wujek”. Przypomnę, że przez prawie półtorej dekady III RP nikt ze sprawców, którzy dopuścili się zbrodni, nie został przykładnie ukarany. Później, owszem, były symboliczne kary dla ZOMO-wców, którzy otworzyli ogień do górników z kopalni „Wujek”, natomiast nie zostali ukarani zleceniodawcy tej zbrodni, ci, którzy wydawali rozkaz strzelania do strajkujących. Wprawdzie dwóch największych drani Jaruzelskiego i Kiszczaka już dzisiaj nie ma wśród żyjących, ale smutne jest to, że przez tyle lat nikt nie odważył się pociągnąć tych – nie zawaham się użyć słowa – zbrodniarzy do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Mało tego, społeczeństwu wtłaczano na siłę do głowy absurdalne rzeczy, że Jaruzelski to bohater, który wprowadzając stan wojenny, uratował Rzeczpospolitą przed najazdem radzieckim. Przecież to bzdura, bo Związkowi Sowieckiemu nawet nie śniło się wówczas, żeby wkraczać z jakąkolwiek interwencją do Polski.
A Okrągły Stół…?
– Okrągły Stół czy Magdalenka to był kontrakt, który gwarantował komunistom spokój i bezpieczeństwo. Ustalenia sprowadzały się mniej więcej do tego, co można streścić jednym zdaniem: „Nie róbcie nam krzywdy, a my zagwarantujemy wam bezkarność w przyszłości”. I tak się stało.
Jak górnicy z NSZZ „Solidarność” podchodzą do ustawy dezubekizacyjnej?
– Trudno mi odpowiadać za wszystkich, ale moim zdaniem to zbawienny czas, że taka ustawa się pojawia. Dobrze też, że pewne niedociągnięcia w tej ustawie dezubekizacyjnej, które się pojawiły, są korygowane w trakcie procedowania w parlamencie. Jestem daleki od tego, żeby wszystkich ludzi z tamtego okresu wrzucać do jednego worka. Pierwotnie projekt tej ustawy był zbyt ogólny i niewykluczone, że tym działaniem można było zrobić komuś krzywdę.
Co ma Pan na myśli…?
– Chodzi np. o nieżyjącego już dziś płk. Jerzego Szewełło, komisarza wojskowego w stanie wojennym z lędzińskiej Kopalni Węgla Kamiennego „Ziemowit”, który nie dopuścił do masakry i rozlewu krwi podobnej do tej z „Wujka”, blokując wjazd czołgów i brygad zmotoryzowanych ZOMO na teren kopalni. Ten człowiek jednoznacznie postawił się generalicji wojskowej i milicyjnej, mówiąc, że w „Ziemowicie” drugiego „Wujka” nie będzie. Procedowanie ustawy dezubekizacyjnej trwa i zgodnie z poprawkami czy też modyfikacjami w sytuacjach wątpliwych nie będzie działania z automatu, ale sprawa będzie zbadana. Chciałbym być dobrze zrozumiany, ale prawda jest taka, że nawet po tamtej stronie byli ludzie, o których można powiedzieć, że zachowali się przyzwoicie. Dlatego w uzasadnionych przypadkach należałoby podchodzić indywidualnie, a emerytury i renty obniżać faktycznie UB-ekom czy SB-ekom i tym, którzy znęcali się nad opozycjonistami, tworząc tzw. ścieżki zdrowia, którzy byli odpowiedzialni za internowanie i inwigilację tysięcy ludzi, którzy chcieli wolnej Polski. Takim zbrodniarzom należy rzeczywiście postawić szlaban, żeby nie odchodzili z tego świata z satysfakcją, że sprawiedliwość dziejowa ich nie dosięgła. Niech zobaczą, jak to jest żyć za półtora tysiąca złotych miesięcznie tak jak żyje większość Polaków – także tych, których kiedyś prześladowali.
Czy zapowiedź min. Antoniego Macierewicza o pozbawieniu Wojciech Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka stopni generalskich jest wyrazem dziejowej sprawiedliwości?
– To jest dobra wiadomość. Nie ma co ukrywać, że zarówno Jaruzelski, jak i Kiszczak do samego końca śmiali się w oczy sprawiedliwości i odchodzili z tego świata w poczuciu bezkarności, a dodatkowo – tak jak to było z Jaruzelskim – byli chowani z honorami wojskowymi w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach. Dlatego pozbawienie tych ludzi szlifów generalskich jest jak najbardziej uzasadnione. Ci ludzie nie służyli Polsce, ale byli wykonawcami poleceń z Moskwy, działając z nadania Związku Sowieckiego przeciwko i na szkodę polskiego Narodu. Skoro ziemska sprawiedliwość ich ominęła, to przynajmniej niech do historii przejdą tak jak sobie na to zasłużyli.
Co sądzą górnicy, kiedy w 35. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego na ulice wychodzi KOD z częścią opozycji, występując przeciwko demokratycznie wybranej władzy czy wręcz nawołując do jej obalenia?
– Bardzo źle przyjmowaliśmy wydarzenia z 13 grudnia tego roku, kiedy mieliśmy do czynienia – także tu, na Śląsku – z podsycaniem temperatury sporu politycznego, kiedy ludzie niemający nic wspólnego z demokracją usiłowali wmówić Polsce i Polakom, porównując obecną demokratycznie wybraną władzę do reżimowych rządów komunistów. To przykre, że dzisiejsza opozycja, której przynajmniej część ma korzenie solidarnościowe, ręka w rękę manifestuje z byłymi UB-ekami, chroniąc ich przed utratą wysokich, niezasłużonych apanaży. Nasze oburzenie dodatkowo wzmagał fakt, że ci rzekomi obrońcy demokracji z KOD-u używali na swoich sztandarach haseł „Solidarności”. Tymczasem NSZZ „Solidarność” zawsze była, jest i powinna być nadal zwornikiem, który łączy, a nie dzieli. Dlatego to działanie organizatorów marszów KOD-u było hipokryzją i zwyczajnie hucpą. Nam tu, na Śląsku, marzy się, aby za rok czy dwa obchody rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, związane z upamiętnieniem ofiar stanu wojennego, zamordowanych górników z „Wujka”, żeby obchody były wspólne i mimo różnicy poglądów wzięli w nich udział wszyscy Polacy. Żeby, na miły Bóg, tragedia i ofiara naszych kolegów nie była wykorzystywana do celów politycznych.
Patrząc z perspektywy czasu, czy można powiedzieć, że ta ofiara krwi górników z „Wujka” nie poszła na marne, że wydała owoc, że ci, którzy stali się ofiarami zbrodni, nie zginęli nadaremnie?
– W mojej ocenie, ofiara, jaką złożyli górnicy z „Wujka” – przelewając krew – w dużej mierze nie poszła na marne. Ta krew jest wciąż wyrzutem sumienia dla tych, którzy chcą relatywizować trudne bolesne fakty. Nie pora, nie czas mówić o ułomnościach III RP, ale prawda jest taka, że na tej ofierze górników na początku transformacji ustrojowej skorzystały postsolidarnościowe elity. To ich gloryfikowano i to oni stali się beneficjentami niewinnie przelanej krwi. Natomiast zapomniano o prawdziwych bohaterach, którzy byli internowani, którzy zostali pominięci dawniej, a dziś niejednokrotnie nie mają co do garnka włożyć, nie mają za co wykupić leków, żeby ratować zdrowie, które stracili w tamtym czasie. I dzisiaj mamy szanse żeby to, co zniszczyła czy zaniedbała III RP, zrekompensować tym ludziom, cichym bohaterom. Tak na marginesie, nawet teraz tu, na Śląsku, mamy odczucie, że niepotrzebnie majstruje się przy ustawie o zgromadzeniach, skoro policja świetnie sobie radzi. Po co doprowadzać do waśni, których i tak mamy wystarczająco dużo. Tak czy inaczej w porównaniu do tego, co mieliśmy jeszcze parę lat wstecz, to można powiedzieć, że dzisiaj mamy szansę, żeby Polskę wprowadzić na właściwe tory. Dlatego zróbmy wszystko, żeby tę szansę wykorzystać. Parlament jest od tego, żeby się spierać, ale w cywilizowany sposób, a nie perfidnie wykorzystywać mównicę sejmową i pozycję parlamentarzystów, ale także symbole NSZZ „Solidarność” czy tragedię i ofiary stanu wojennego, ich przelaną krew do swoich własnych celów politycznych. Taka sytuacja absolutnie nie może mieć miejsca i obojętnie, kto by się tego dopuszczał, powinien się spotykać z napiętnowaniem.

