Wczoraj na wiecu KOD przed Trybunałem Konstytucyjnym wystąpił w otoczeniu czołowych posłów Platformy i Nowoczesnej były prezydent Bronisław Komorowski i publicznie ucieszył się z lżenia i poszturchiwania wychodzących w nocy z Sejmu posłów Prawa i Sprawiedliwości.
W pewnym momencie tego wystąpienia stwierdził: „Miałem satysfakcję, kiedy jedna z posłanek partii rządzącej czmychała z Sejmu pod eskortą policji. Niech tak już zostanie” (chodziło o posłankę Krystynę Pawłowicz).
Komorowski widział to zajście w telewizji, więc musiał widzieć i słyszeć, jak wcześniej poseł Pawłowicz była lżona i poszturchiwana, aż zjawiła się policja i to w jej eskorcie posłanka została odprowadzona w bezpieczne miejsce.
Ale tego rodzaju zachowania uczestników wiecu KOD zarejestrowały kamery telewizyjne także w przypadku posła Tadeusza Cymańskiego i posła Stanisława Pięty czy też relacjonujących wydarzenia przed Sejmem dziennikarzy TVP Info.
Jeżeli były prezydent, Europejczyk pełną gębą, wyraża satysfakcję z tego rodzaju zachowań zwolenników KOD-u i dziękuje im za takie „wiecowanie”, to oznacza, że akceptuje zachowania zdecydowanie bliższe tym azjatyckim, a nie europejskim.
Komorowski mówił także, że opozycja może zakończyć protesty, jeżeli dojdzie do powtórzenia posiedzenia Sejmu i ponownego uchwalenia ustawy budżetowej na 2017 rok i ustawy dezubekizacyjnej.
Tego rodzaju warunki stawiają również przywódcy dwóch głównych klubów opozycyjnych: Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru, argumentując, że ich zdaniem został złamany regulamin Sejmu podczas uchwalania budżetu, ich posłowie nie mogli zadać pytań podczas III czytania, czyli ostatecznego głosowania.
Wszyscy oni w tej sprawie się jednak mylą, wszystkie procedury zostały zachowane, a opozycja miała dość czasu, żeby o wszystko zapytać i wszystkie wątpliwości wyjaśnić, co postaram się poniżej uzasadnić.
Czasu na debatę i zadawanie pytań podczas całej procedury budżetowej było co niemiara. Najpierw 19 października odbyło się I czytanie i w długiej debacie same wystąpienia klubowe trwały 6 godzin – z tego Platforma miała 1,5 godziny, a Nowoczesna 0,5 godziny – później zaś posłowie opozycji zadali ministrowi finansów kilkaset pytań.
Następnie projekt ustawy budżetowej został odesłany do Komisji Finansów Publicznych jako wiodącej, a ta odpowiednie części budżetowe przekazała do komisji branżowych w celu ich zaopiniowania.
Komisje sejmowe to dziesiątki godzin obrad i rozbieranie dochodów i wydatków budżetowych wręcz na czynniki pierwsze, można wyjaśnić wszystkie wątpliwości u przedstawicieli ministra finansów i ministrów branżowych.
Później odbyło się II czytanie budżetu. Tym razem debata trwała 4 godziny i objęła wystąpienia klubowe (w tym 66 minut dla PO i 18 minut dla Nowoczesnej) oraz setki pytań ze strony posłów opozycji, a także składanie poprawek.
Po tym nastąpiły kolejne posiedzenia Komisji Finansów Publicznych, podczas których zostały omówione i zaopiniowane wszystkie poprawki i zgłoszone wnioski mniejszości, a następnie projekt budżetu został skierowany do III czytania, czyli do przegłosowania poprawek i wniosków mniejszości na posiedzeniu plenarnym.
W związku destabilizacją obrad Sejmu przez opozycję podczas III czytania przewodniczący Komisji Finansów Publicznych Jacek Sasin zwrócił się na piśmie do marszałka Kuchcińskiego o ujęcie poprawek i wniosków opozycji w jeden blok (264 poprawki i wnioski mniejszości) i drugi blok poprawek (12 poprawek) zgłoszonych przez obecną większość parlamentarną.
Taki wniosek jest zgodny z regulaminem obrad Sejmu i elementarną logiką. Trudno sobie bowiem wyobrazić, żeby rządzący, którzy mają samodzielną większość, przyjmowali poprawki i wnioski mniejszości, które „rozsadzają” budżet.
Tak się ostatecznie stało – poprawki opozycji zostały odrzucone w jednym głosowaniu, poprawki większości parlamentarnej w drugim, a cały budżet przy obecności 236 posłów uzyskał 234 głosy za i 2 głosy przeciw.
Wszystko odbyło się więc zgodnie z regulaminem, a czasu na debatę nad budżetem opozycja miała aż nadto – zarówno podczas posiedzeń plenarnych, jak i na posiedzeniach komisji sejmowych.
Domaganie się powtórzenia tej części posiedzenia i głosowania nad budżetem i ustawą dezubekizacyjną przez opozycję tak naprawdę ma jej dać okazję do zorganizowania kolejnej awantury w Sejmie, tym razem tuż przed Wigilią i świętami Bożego Narodzenia.

