logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

To my obronimy demokrację

Piątek, 23 grudnia 2016 (20:00)

Aktualizacja: Piątek, 23 grudnia 2016 (20:49)

Z Piotrem Dudą, przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Krzysztof Losz

 

Panie Przewodniczący, powoli kończy się 2016 rok. Jaki był on dla pracowników?

– Muszę to porównać z poprzednimi ośmioma latami (2007-2015), aby mieć jakieś odniesienie. I z tego powodu mogę powiedzieć, że to był bardzo dobry rok dla polskiego pracownika. Dlatego, jak słyszę czasami na demonstracjach KOD i opozycji, że polski pracownik jest odzierany z godności, to mówię, że ludzie bredzą. To właśnie przez poprzednie osiem lat ludzie byli odzierani z godności. Przecież przez tamte osiem lat przyjęto wiele antypracowniczych ustaw, na czele z ustawą o podniesieniu wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn do 67 lat. Mieliśmy też do czynienia z załamaniem dialogu społecznego, przez prawie trzy lata nie funkcjonowała Komisja Trójstronna, wojewódzkie komisje dialogu społecznego.

Teraz jest inaczej?

– Przez ten rok wiele się zmieniło. Wszystkie pozytywne rozwiązania wypracowywaliśmy w dialogu, przez rok budowałem Radę Dialogu Społecznego. Tutaj wynegocjowaliśmy wiele dobrych rozwiązań prawnych.

Jakich?

– Wspomnę choćby o prawie o zamówieniach publicznych, gdzie jest zawarta klauzula społeczna, która nakazuje, aby przy wyborze ofert brać pod uwagę nie tylko cenę, ale i to, czy pracownicy są zatrudniani na umowę o pracę. Bardzo ważna dla pracowników jest ustawa o minimalnej stawce godzinowej, która od 1 stycznia wyniesie 13 zł plus dodatki za pracę w nocy. I od 1 stycznia bardzo duża grupa pracowników, którzy są zatrudnieni na umowach-zleceniach przy sprzątaniu czy ochronie, otrzyma 100-procentowe podwyżki płac, a nawet wyższe, gdyż teraz często pracują za 4 czy 5 zł za godzinę. Wzrośnie też do 2 tys. zł najniższe wynagrodzenie.

Oczywiście bardzo pozytywnie pracownicy przyjęli ustawę przywracającą poprzedni wiek emerytalny. Chciałbym przypomnieć, że ta ustawa nikomu nie nakazuje iść na emeryturę w wieku 60 lub 65 lat, daje tylko taką możliwość. Korzystne dla pracowników są także przepisy o limicie umów o pracę na czas określony, które nie mogą być podpisywane na dłużej niż 36 miesięcy, a nie tak jak wcześniej, gdy podpisywano je do emerytury. Zlikwidowano wreszcie syndrom „pierwszej dniówki”, czego nie chciała zrobić poprzednia koalicja. Teraz trzeba podpisać umowę, zanim pracownik podejmie pracę. Przez ten rok wiele więc dobrego się wydarzyło, a przecież czekają jeszcze na uchwalenie inne regulacje, jak choćby o agencjach pracy tymczasowej. Nie będzie już sytuacji, że ktoś pracuje w takiej agencji po kilkanaście lat, bo powinien jak najszybciej przejść na stały etat.

Dochodzi też jednak do sporów związkowców z rządem.

– Oczywiście, ale to są problemy branżowe, a nie ogólnokrajowe. Staramy się i te przypadki rozwiązywać na drodze dialogu. Tak to już jest, że rozmowy są czasami trudne, czasami trzeba trzasnąć drzwiami, ale się wraca do stołu. Rząd teraz nie unika rozmów, podejmuje uczciwe negocjacje, czego nie chcieli robić poprzednicy. Podam inny przykład: w rządzie działa komisja kodyfikacyjna, która zajmuje się reformą kodeksu pracy. Po raz pierwszy od 27 lat do tej komisji zaproszono związki zawodowe i pracodawców i możemy wspólnie pracować nad tą „konstytucją pracowniczą”. Nowy projekt ma powstać w ciągu 18 miesięcy.

Panie Przewodniczący, gdy patrzy Pan na obecne wydarzenia w kraju, to jakie nasuwają się Panu refleksje?

– „Solidarność” też organizowała protesty, i to na ogromną skalę, nie z udziałem kilkudziesięciu czy kilkuset osób, ale setek tysięcy. Te protesty organizowaliśmy sami, ale i z innymi instytucjami, np. z Rodziną Radia Maryja. Z tym że nasze manifestacje były organizowane z powodu konkretnych postulatów, np. w obronie wieku emerytalnego, a nie na zasadzie „nie, bo nie”, bo nie podoba nam się ten rząd. Gdyby tak patrzeć na protesty, to rząd Donalda Tuska czy Ewy Kopacz powinien się pięć razy podać do dymisji, bo tylu było ludzi na ulicach.

Pamiętam, że gdy wtedy rozmawiałem z Lechem Wałęsą, to mówił mi, że od zmiany rządu jest kartka wyborcza. I cóż się takiego stało, że dzisiaj nie liczy się kartka wyborcza? Ludzie, którzy przegrali wybory, nie mogą się pogodzić z demokracją i chcą ten rząd obalić. Jeśli słyszę, że Ryszard Petru mówi, że ten rząd stracił mandat społeczny, to pytam: w czyim imieniu pan mówi? Bo na pewno nie w imieniu większej części społeczeństwa.

Jak „Solidarność” zareaguje na protesty opozycji?

– My jesteśmy gotowi, aby wyjść na ulice, zorganizować wielką manifestację. Ale nie po to, aby bronić rządu. Wyjdziemy, aby bronić zasad demokratycznych w naszym kraju. A te zasady mówią, że zmiana rządu następuje poprzez kartkę wyborczą wrzuconą do urny. Teraz formy protestu przybierają niedopuszczalne formy: doszło do zniszczenia budynków „Solidarności”, np. w Częstochowie, sprofanowano pomnik Poległych Stoczniowców w Grudniu ’70. To są rzeczy, za które odpowiadają politycy z „totalnej opozycji”, do której nie zaliczam polityków z Kukiz’15, bo oni zachowują się racjonalnie. Pozostali za te akty biorą odpowiedzialność.

Pana wypowiedzi zostały zinterpretowane przez niektóre media jako apel szefa „Solidarności” do tego, aby ludzie wyszli na ulice.

– „Solidarność” chce wszystkie kwestie rozstrzygać na zasadzie dialogu, ale nie możemy pozostać z boku, gdy widzimy, że jest grupa ludzi, która podsyca społeczne niepokoje. My jesteśmy gotowi do tego, aby stanąć na ulicy wobec drugiej strony i „się policzyć”. I wtedy się okaże, kto ma jakie poparcie. Otrzymuję mnóstwo telefonów, listów, również z zagranicy z pytaniami o zorganizowanie takiej manifestacji razem z innymi środowiskami. I jak już mówiłem, nie chodzi o obronę rządu, ale polskiej demokracji. Niestety, do części środowisk wciąż nie dociera to, że demokracja jest równa dla wszystkich. Oni wciąż są przekonani, że mają patent na władzę, media i chcieliby powtórzyć scenariusz z 1992 r., gdy doszło do „nocnej zmiany”.

Spodziewał się Pan, że działania opozycji przyjmą aż tak ostry obrót?

– Nie jestem tym zaskoczony, znam to środowisko i wiem, że oni nie potrafią niczego innego, jak być przy władzy. Widać, że te ugrupowania nie miały żadnego programu, jedynym ich programem jest negowanie programu rządowego. Oni głosowali w Sejmie i Senacie przeciwko obniżeniu wieku emerytalnego, Nowoczesna przeciwko stawce godzinowej pracowników i zlikwidowaniu syndromu „pierwszej dniówki”.

Za to opozycja idzie pod rękę z byłymi esbekami. To było widać choćby podczas demonstracji 13 grudnia. My zawsze domagaliśmy się odebrania przywilejów emerytalnych funkcjonariuszom bezpieki, co roku podczas uroczystości przed kopalnią „Wujek” żądaliśmy degradacji Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka. Teraz te rzeczy się dzieją i to też jest jeden z powodów protestów, bo część opozycji ciągle wspiera te środowiska albo wciąż jest od nich zależna. Esbecy niestety zachowali jeszcze sporo wpływów.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Krzysztof Losz

Nasz Dziennik