logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: solidarnosc.rzeszow.org.pl/ Inne

Ludzie nas pytają, jak długo jeszcze można zachować cierpliwość

Sobota, 24 grudnia 2016 (04:21)

Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” i przewodniczącym Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Protesty społeczne stanowią nieodłączną część demokracji. Czy to, z czym mamy do czynienia obecnie na ulicach i przed Sejmem w wykonaniu KOD i opozycji tzw. totalnej nie wykracza poza te ramy?

– Zarówno ja, jak i wielu moich kolegów z NSZZ „Solidarność” uważamy, że to z czym mamy do czynienia ostatnio w Polsce, nie można nazwać protestami społecznymi. Jak sama nazwa wskazuje, protesty społeczne muszą służyć społeczeństwu, natomiast to, co się dzieje, to wyraz buntu przeciwko przegranej w demokratycznych wyborach ludzi niezadowolonych z tego, że stracili władzę w Polsce. Protesty są po to, żeby zrobić wszystko, aby tym, co wygrali wybory, możliwie jak najdotkliwiej utrudnić rządzenie państwem, a w konsekwencji doprowadzić do obalenia tej władzy. To nie jest protest społeczny, a walka polityczna, i to niezwykle brutalna i brudna.

Czy demokracja i wolności obywatelskie w Polsce są dzisiaj zagrożone?

– Nic na to nie wskazuje. Obserwując życie, kiedy widzimy. jak organizacje takie czy inne mają możliwość swobodnego manifestowania swoich poglądów czy niezadowolenia, kiedy widzowie programów telewizyjnych mają wybór pozyskiwania informacji od różnych nadawców, którzy często w odmienny sposób przedstawiają sytuację społeczno-polityczną w Polsce, to wszystko pokazuje, że demokracja i wolności obywatelskie w Polsce mają się dobrze. Powiem więcej – w mojej ocenie – takiego państwa – szanującego demokrację, jakim obecnie jest Polska, nie było nigdy wcześniej.  

Inaczej twierdzi tzw. opozycja totalna wspierana przez KOD i byłą komunistyczną nomenklaturę. Rozrywając szaty, usiłuje wmówić Polakom, że rząd PiS nie prowadzi dialogu ze społeczeństwem. Proszę powiedzieć, jak ten dialog wyglądał, kiedy przez osiem lat rządzili ci, którzy dzisiaj tak się oburzają?

–  Żeby odpowiedzieć rzetelnie na to pytanie, to najpierw należy sobie wyjaśnić, co kryje się pod terminem społeczeństwo? Czy monopol na rządzenie ma tylko jedna grupa, która twierdząc, że tylko, kiedy oni mają mandat i są przy władzy, to tylko wtedy jest demokracja, a jeżeli ktoś inny w sposób demokratyczny wyprzedzi ich przy urnach to wtedy już nie ma demokracji? Jeśli przyjąć taki nonsensowny i pokrętny sposób rozumowania, to rzeczywiście można powiedzieć, że Platforma ma rację, bo pomimo to, iż przegrała wybory, ale skoro chce rządzić, to ma do tego prawo. W innym wypadku jest to zamach czy brak demokracji.

A jak to było z tym dialogiem społecznym…?

– Jeśli zaś chodzi o dialog społeczny przez osiem lat rządów Platformy i PSL-u, to coś takiego nie istniało. To nie był dialog, ale monolog władzy, która dyktowała warunki społeczeństwu. Dialog ze stroną społeczną był totalnie lekceważony. Ignorowane były inicjatywy obywatelskie, gdzie setki tysięcy czy nawet miliony podpisów Polaków lądowało w koszu. Kiedy organizowaliśmy protesty w słusznych sprawach, to nie tylko rządy Donalda Tuska czy Ewy Kopacz to ignorowały, podobnie zresztą jak media usłużne tamtej władzy, które nie potrafiły dostrzec kilkudziesięciu tysięcy protestujących. Ale wtedy nikt się nawet nie zająknął, że demokracja jest notorycznie łamana, a o dialogu nie ma nawet mowy. Wówczas problemu nie było. Natomiast dzisiaj, po zmianie władzy w Polsce, kiedy obowiązuje uchwalona przez obecny Sejm nowa ustawa o Radzie Dialogu Społecznego, kiedy są Wojewódzkie Rady Dialogu Społecznego, kiedy na każdym szczeblu odbywa się merytoryczny dialog pomiędzy władzami czy to rządowymi, samorządowymi, pomiędzy pracodawcami i organizacjami związkowymi, czy przedstawicielami społeczeństwa i kiedy są problemy – bo nie ma co ukrywać, że ich nie ma, ale trzeba powiedzieć, że widać szczerą próbę i gotowość ich rozwiązania. Tego nie było przez osiem lat.      

Kiedy poprzednia władza łamała wszelkie zasady, wówczas Lech Wałęsa nie protestował i mówił wprost, że takie problemy rozstrzyga się przy urnach wyborczych, natomiast, kiedy „S” manifestowała pod Sejmem, mówił publicznie, że trzeba związkowców pałować. Teraz, kiedy rząd PiS wprowadza korzystne dla pracowników zmiany, mówi, że to hańba. Kogo broni Wałęsa?

– My, jako związek zawodowy „Solidarność”, jako pracownicy widzimy, że zmiany, które są dziś wprowadzane, służą zwykłym ludziom, służą pracownikom, służą całym rodzinom. Oczywiście, że chcielibyśmy, żeby te prospołeczne i prorodzinne projekty jak najprędzej wchodziły w życie, żeby było ich więcej i żeby było więcej środków na ich realizację, ale uważamy, że kierunek, który został przyjęty przez rząd premier Beaty Szydło, jest właściwy. Właściwy, bo służy ludziom i nakierowany jest na człowieka, a rodzina, pracownik są na właściwym miejscu. Jeśli zaś chodzi o Lecha Wałęsę, to na myśl przychodzi mi wiele mówiący fragment z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego i słynne, wszystkim znane słowa wypowiedziane przez Jaśka. Prawda jest taka, że Wałęsa miał szansę, której niestety nie wykorzystał. Gdybyśmy wtedy wiedzieli, kim był Lech Wałęsa, jak wyglądał układ okrągłostołowy czy z Magdalenki, jakie – mocno zakrapiane alkoholem imprezy z przywódcami komunistycznymi się odbywały, to ten człowiek nigdy nie zostałby prezydentem Rzeczypospolitej. Dostał od losu i od Narodu tak wiele, ludzie mu zaufali, tymczasem dzisiaj sam to wszystko marnuje. Powiedzmy sobie uczciwie, że Wałęsa niczego nie zrobił sam, ale to Ruch Społeczny „Solidarność” obdarzył go zaufaniem, powierzając mu najwyższy urząd w państwie, to robotnicy wynieśli go na szczyt, ale dzisiaj on tych ludzi ma za nic. To chichot historii, że pierwszy przywódca „Solidarności” dzisiaj staje po stronie ubeków, którzy w tamtych czasach prześladowali prawdziwych Polaków, a dzisiaj rozpaczają, że odbiera się im nienależne kilku czy nawet kilkunastotysięczne emerytury czy renty. Tymczasem ich ofiary klepią biedę, mając po tysiąc kilka złotych. Można by wiele powiedzieć na temat Lecha Wałęsy, ale po co. To już jest zgrana karta. I tylko w ten sposób może jeszcze zaistnieć przy ubekach, oprawcach, przy zdrajcach czy przy donosicielach, którzy na Polskę donoszą na salonach międzynarodowych.      

„Solidarność” wstydzi się za Lecha Wałęsę…?

– Nie mam prawa mówić za wszystkich, natomiast mogę powiedzieć w imieniu wielu członków „Solidarności” – często już niemłodych ludzi, którzy pamiętają „Sierpień ’80”, bo wstąpili w szeregi naszego związku i głosowali na niego, że dzisiaj wstydzimy się za Wałęsę i ja też się za niego wstydzę.      

Jak widać po wydarzeniach w Polsce, mamy jawne nawoływanie do konfrontacji z władzą na ulicach. Czym to się może skończyć?

– W pełni się zgadzam z tym, co ostatnio powiedział przewodniczący Piotr Duda, że jeśli zostanie przekroczona pewna granica, co się niestety zbliża, i uczciwi ludzie, którzy mają dość tej chucpy, to może dojść do sytuacji, kiedy „Solidarność” wyjdzie na ulice, żeby bronić demokratycznego prawa wyboru, a cały KOD „przykryje czapkami”. 

Jesteście na to gotowi...?

– Cały czas trwają dyskusje w szeregach NSZZ „Solidarność” na każdym poziomie. Ludzie do nas dzwonią i pytają, jak długo jeszcze można zachować cierpliwość. Tymczasem jesteśmy obecnie w wyjątkowym czasie ważnym dla Polaków, katolików – przed świętami Bożego Narodzenia i Nowym Rokiem, kiedy rodziny chcąc być razem, życząc sobie wszelkiego dobra. Póki co trwają tylko rozmowy, ale jeśli tzw. opozycja totalna się nie zreflektuje, nie wyciągnie wniosków i nieprzestanie podpalania Ojczyzny, to muszą się liczyć z ostrą i stanowczą reakcją. Tu nie chodzi wcale o wspieranie rządu takiego czy innego, ale oto, że ludzie „Solidarności” ponieśli wielkie ofiary: ginęli, tracili zdrowie, omijały ich awanse, nie mogli też stworzyć sobie godnych warunków życia i dzisiaj w wielu wypadkach żyją bardzo skromnie, a często w skrajnym ubóstwie i nędzy. Ci ludzie walczyli o wolną, niepodległą, wolną i demokratyczną Polskę. I dzisiaj Ojczyna musi się upominać o nich. Nie pozwolimy, żeby zgraja ludzi, którzy za nic mają wartości, za nic mają w sposób demokratyczny wyrażoną wolę Narodu, się buntowała przeciwko demokratycznie wybranej władzy. Nie pozwolimy, żeby prawo było dłużej łamane. Ludzie mają już dość i mogą powiedzieć basta! I to się może dla nas źle skończyć.       

Przed nami święta Bożego Narodzenia, Wigilia. Czy można powiedzieć, że apele i działania „S” na rzecz skrócenia pracy handlu w Wigilię okazały się skuteczne. Co przekonało wielkie sieci handlowe do zmiany twardego stanowiska?

– Jestem przekonany, że właściciele marketów czy hipermarketów otrzymują wiarygodną wiadomość, że jeśli w Wigilię czy w święta skrócą godziny handlu, to klienci zrobią zakupy wcześniej. A zatem strat czy zmniejszenia zysków nie będzie. Natomiast będą zadowoleni pracownicy, a klienci muszą się przyzwyczaić, że zakupy w hipermarkecie w niedzielę to nie jest rozrywka i spędzenie wolnego czasu.     

Ten rok to – można powiedzieć – pasmo sukcesów „S”. Najlepszym przykładem jest podpisana przez prezydenta ustawa obniżająca wiek emerytalny…

–  Uważamy, że kierunek wyznaczony najpierw przez prezydenta Andrzeja Dudę, a później przez parlament i nowo wybrany rząd jest kierunkiem właściwym. I powtórzę raz jeszcze, że jesteśmy usatysfakcjonowani z dobrego początku. Pracownicy mogą, jeśli zechcą skorzystać z możliwości wcześniejszego przejścia na emeryturę, rodziny mogą skorzystać z Programu „Rodzina 500+” czy teraz z Programu „Mieszkanie+”. Jeśli chodzi o podstawę naliczania Funduszu Świadczeń Socjalnych, która przez cały okres rządów koalicji PO – PSL była zamrożona, teraz jest pierwszy krok, żeby ruszyć z miejsca. Jest także kwestia kwoty wolnej od podatku, ale najważniejszą, jak sądzę, jest Rada Dialogu Społecznego, gdzie jest prowadzony, a nie tylko pozorowany dialog, to wszystko pokazuje, że mijający 2016 rok był dobrym rokiem, gdzie NSZZ „S” rozpoczęła na poważnie realizację swoich postulatów, których realizacji nie mogła się doprosić za poprzedniej władzy. Dlatego polskie społeczeństwo powiedziało tamtej władzy dość! Jestem przekonany, że rozpoczęte zmiany także tworzenie nowych miejsc pracy, szanse dla biznesu i wiele innych rzeczy, że to wszystko zaczyna być realizowane. To, co mówi premier Beata Szydło, wicepremier Mateusz Morawiecki czy wreszcie minister Antoni Macierewicz, jeśli chodzi o obronność Polski i decyzje, że wszystko, co w tej materii może być wyprodukowane w Polsce, to wszystko pozwala nam z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl