logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Nasze uzbrojenie to nasza sprawa

Czwartek, 29 grudnia 2016 (05:15)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rosja ustami Aleksandra Gruszko, swojego ambasadora przy NATO, skrytykowała zapowiedź zakupu przez Polskę 70 pocisków manewrujących JASSM ER. Jak to jest, kiedy Rosja się zbroi, to jest dobrze, a kiedy inni starają się zadbać o własne bezpieczeństwo, to źle?

– Na tym polega dyplomacja. Jest to element pewnej gry, co w dyplomacji jest zwyczajnym zachowaniem stron rywalizacji, a w tym konkretnym przypadku bloków militarnych. Byłoby dziwne, gdyby Rosja ten fakt przemilczała, a jeszcze dziwniejsze, gdybyśmy się przejmowali stanowiskiem artykułowanym przez Moskwę, która krytykuje i oskarża wszystkich o wszystko. Istota odstraszania polega na tym, że nie tylko powinniśmy mieć siły zdolne do realnej obrony, ale także – oczywiście na tyle, na ile nas stać – środki do przeprowadzenia kontruderzenia w głąb linii obronnych przeciwnika.

Czy i w jaki sposób na bezpieczeństwo Polski i Europy może wpłynąć zakup pocisków manewrujących JASSM?

– Jeżeli chodzi o konflikt z takim państwem jak Rosja, to tak naprawdę wpływ będzie znikomy. Proszę pamiętać, że Moskwa posiada niewspółmiernie do Polski ogromne ilości tego typu rakiet i środków ich przenoszenia. Jednakże ich brak w naszym arsenale zbrojnym byłby błędem. Polska poza budową powszechnych Sił Zbrojnych powinna posiadać także środki ofensywne. My, kiedy pada słowo „przeciwnik”, automatycznie myślimy o Rosji, tymczasem zagrożenie może się pojawić także z innych stron, ponadto nasze Siły Zbrojne mogą w obronie obywateli Rzeczypospolitej lub naszych istotnych interesów działać także z dala od Polski, a do tego potrzebny jest odpowiedni potencjał.

Czy rzeczywiście ta broń jest nam potrzebna i czy nie jest trochę tak, że kupując samoloty F-16, sami teraz niejako w pakiecie musimy kupić takie, a nie inne uzbrojenie?

– Polskie lotnictwo musi dysponować odpowiednim uzbrojeniem do tych samolotów, które są na wyposażeniu naszych Sił Zbrojnych. W innym wypadku szkoda było wydawać pieniądze na tak drogie maszyny, jakimi są samoloty F-16.

Na ile zakup pocisków manewrujących wzmocni nasze zdolności odstraszania, czy te rakiety mogą zmienić podstawowy układ sił w regionie?

– Nie łudźmy się, że kilkadziesiąt pocisków manewrujących JASSM ER zmieni w istotny sposób układ sił w naszym regionie. Biorąc pod uwagę ilościowy potencjał, to własnymi siłami możemy zadać wrogowi bardzo ograniczone straty, które w porównaniu z obecnym potencjałem np. Rosji nie zachwieją ich zdolnościami militarnymi. Jednakże sama możliwość dokonania uderzenia ma bardzo duże znaczenie psychologiczne. Zresztą w przypadku ewentualnego konfliktu w Europie ponad czterdzieści tysięcy wojsk amerykańskich rozmieszczonych w kilkudziesięciu bazach w Niemczech dysponuje ogromnymi możliwościami tego typu uderzeń.

Możemy się czuć bardziej bezpieczni czy może wprost przeciwnie?

– Istotnej zmiany w naszym poczuciu bezpieczeństwa też nie będzie. Inaczej sytuacja przedstawiałaby się, gdyby Polska pozyskała nowoczesne systemy zwalczania rakiet i pokryłaby nimi całe terytorium Polski, a jednocześnie pozyskałaby konwencjonalne rakiety dalekiego zasięgu ziemia-ziemia. Wówczas z naszym poczuciem bezpieczeństwa byłoby zdecydowanie lepiej, ale to tylko pieśń przyszłości.

Pierwotnie planowano zakup znacznie mniejszej liczby tych rakiet. Co mogło wpłynąć na zwiększenie zamówienia?

– Trudno powiedzieć, co zdecydowało o zwiększeniu tego zamówienia. Tak czy inaczej zamówiona przez resort obrony ilość pocisków manewrujących zasadniczo odpowiada możliwości dwóch uderzeń naszego lotnictwa.

Czy broń, po którą sięgamy, to dobry sprzęt?

– Zaletą tych pocisków jest to, że są trudno wykrywalne. Mogą one niszczyć np. systemy rakietowe wroga, systemy naprowadzania czy też stanowiska dowodzenia. Należy pamiętać, iż sam konwencjonalny ładunek wybuchowy tych rakiet to ok. 500 kilogramów, a zatem nie służy on do niszczenia np. związków taktycznych.

Na razie nic nie słychać o offsecie. Nie brzmi to najlepiej, zwłaszcza że offset przy zakupie F-16 był niewypałem…

– Na tym, co nazywamy offsetem, Polska zawsze więcej traciła, niż zyskiwała. Niestety nie potrafiliśmy tego wykorzystać. Proszę zwrócić uwagę, ile offsetów tak naprawdę wyszło Polsce na dobre? Niestety, począwszy od rządów AWS, Polska ma ciągle z tym problem.

Optymizm kierownictwa MON, które uważa, że zakup pocisków manewrujących uwiarygadnia nas jako ważnego sojusznika Stanów Zjednoczonych, jest uzasadniony?

– Nic się tu w znaczący sposób nie zmieni. Przecież nadal te pociski manewrujące pośrednio będą pod kontrolą Stanów Zjednoczonych. Pamiętajmy, że środki ich przenoszenia, czyli samoloty F-16, mają zamontowane systemy kryptologiczne, które są pod kontrolą naszych amerykańskich sojuszników.

Rosja straszy konsekwencjami...

– Nie należy się przejmować tym, co w odpowiedzi na zakup przez Polskę pocisków manewrujących JASSM ER mówi Kreml. Co innego gdybyśmy kupowali taktyczne rakiety jądrowe. Wtedy Rosja, podobnie jak inne państwa, miałyby prawo w tej sprawie się wypowiadać. Kwestia ilości i jakości naszego uzbrojenia, które pozostaje pod kontrolą Wojska Polskiego, to tylko i wyłącznie nasza sprawa.

Jak odczytuje Pan deklaracje gen. Bena Hodges’a, który w wywiadzie dla niemieckiej prasy stwierdził, że nowa administracja amerykańska i prezydent Trump nie będzie szukał porozumienia z Rosją kosztem Europejczyków i nie wycofa wojsk z Europy?

– Moim zdaniem nic w tym względzie się nie zmieni, dlatego należałoby oczekiwać status quo. Dla Stanów Zjednoczonych wycofanie wojsk z Niemiec to otwarcie pola do zacieśnienia współpracy niemiecko-rosyjskiej, której Waszyngton się bardzo obawia, zwłaszcza w dziedzinie gospodarki. Dlatego Amerykanie pozostawią swoje oddziały wojskowe w Niemczech nie ze względu na chęć obrony sojuszników, ale z uwagi na swoje interesy. Natomiast inną kwestią pozostaje, jak będą to uzasadniać, ale to już tylko element pewnej gry politycznej między Stanami Zjednoczonymi a Rosją.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl