Poszedłem z receptą do apteki. Cały dobowy zapas rozpisany na dwie części. Realizacja wszystkich recept okazała się niemożliwa. Niektórych leków w aptece nie było, innych było tylko jedno opakowanie. Okazuje się, że apteki nie otrzymują z hurtowni tylu opakowań leków, ile zamówią, ale tyle, ile wynika z przydziału narzuconego z góry. Każda apteka ma określoną liczbę opakowań, które otrzyma w określonym czasie. Na jakiej podstawie są ustalane te przydziały, nie wiadomo. Czy bierze się pod uwagę średni wiek ludności na danym terenie, wskaźniki zachorowalności na różne choroby? Tego nie wiadomo, ale wiadomo, że bardzo utrudnia to życie pacjentom, którzy muszą kupować leki na raty, kilkakrotnie zwiedzać okoliczne apteki, prosić lekarza o nową receptę.
Cały ten zamęt spowodowany jest, jak mi wytłumaczono, nielegalnym eksportem leków za granicę. W Polsce wynegocjowano z producentem niższe ceny na niektóre leki, niż obowiązują w innych państwach. Gdzie indziej są droższe. Więc farmaceutyczne hieny wyczuły interes. Niektórzy zarobili kilkadziesiąt milionów na nielegalnym eksporcie. Pieniądze przeznaczone na dofinansowanie zakupu leków przez chorych zasiliły konta oligarchów. Niektórzy handlarze lekami poszli na kilka miesięcy do więzienia. Niebawem wyjdą na wolność i będą korzystać z życia.
Czy nie ma sposobu, żeby to ukrócić? Sądzę, że jest. Miliony dochodu nie rozpływają się w powietrzu, podobnie jak tony leków.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

