Panie Ministrze, otrzymał Pan przed świętami Bożego Narodzenia groźby na portalu społecznościowym Facebook w stylu „ty gnido, zdechniesz”. To pierwszy taki przypadek czy też wcześniej już dostawał Pan groźby?
– Pojedyncze groźby się zdarzały, choć o wiele częściej padają wulgaryzmy, do których już zdążyłem się „przyzwyczaić”. Gdy ktoś ogranicza się do obraźliwych wpisów, to można mówić tylko o tym, że daje świadectwo swojej kultury. Jednak gdy padają groźby, to sytuacja przestaje być zabawna. Te ostatnie groźby wobec mnie zostały sformułowane w czasie, gdy opozycja rozpoczęła okupację sali obrad Sejmu, gdy nakręcała spiralę agresji wobec obozu rządowego – to nie jest przypadek ani zbieg okoliczności, tylko skutek atmosfery politycznej podgrzewanej przez Platformę Obywatelską, Nowoczesną i Komitet Obrony Demokracji. Pierwsza groźba została skierowana 16 grudnia, gdy zaczęła się okupacja sali plenarnej Sejmu, a druga pojawiła się zaraz potem. Jest więc korelacja między groźbami a tym, co opozycja robi w Sejmie i przed Sejmem. Kilka lat temu miałem przypadek telefonów z pogróżkami do mojego biura poselskiego w Bydgoszczy, ale tamta sprawa nie miała związku z żadną akcją polityczną, nie tak jak to się dzieje teraz.
Wie Pan, kto jest autorem gróźb?
– Udało się zidentyfikować konta na Facebooku autorów tych wpisów. Oni przejawiają dużą aktywność jako sympatycy KOD, przynajmniej tak wynika z ich wpisów internetowych. Pewnie stałem się obiektem ataków dlatego, że należę do rozpoznawalnych polityków. Być może agresja wynika też z faktu, że jestem zastępcą ministra obrony Antoniego Macierewicza, który jest obiektem najbardziej brutalnych ataków opozycji.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

