logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Pokaz nowoczesnych targowiczan

Czwartek, 19 stycznia 2017 (22:00)

Z dr. Krzysztofem Kaszubą, prezesem Zarządu Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Oddział Wojewódzki w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak odbiera Pan decyzję agencji ratingowych Moody’s i Fitch, które pozostawiły ratingi dotyczące sytuacji Polski na dotychczasowym poziomie?

– Opracowywane przez agencje ratingowe i podawane do wiadomości publicznej ratingi pokazują m.in. ocenę wiarygodności kredytowej państw. Decyzje agencji Moody’s i Fitch z 13 stycznia tego roku oznaczają, że koszt pozyskiwania przez Polskę środków finansowych się nie pogorszy. To dobra wiadomość dla Polski.

W ubiegłym roku te oceny były krytyczne, dziś są bardziej ostrożne, wydaje się, wyważone w swoich ocenach. Z czego to wynika?

– W ubiegłym roku widoczny był wpływ zjawisk nieekonomicznych związanych głównie z histerią wokół Trybunału Konstytucyjnego zorganizowaną przez przeciwników rządu zjednoczonej prawicy. Rok 2016 potwierdził, że Polska się rozwija, PKB i wpływy podatkowe rosną, deficyt budżetowy jest mniejszy od zakładanego, bezrobocie spada, a program „Rodzina 500+” pobudza konsumpcję i poprawia egzystencję milionów polskich rodzin. Tego nie sposób nie wziąć pod uwagę, wystawiając ocenę.   

Opozycja i tak dopatruje się dziury w całym, twierdząc, że minusem jest to, że raitingi nie idą w górę, zwłaszcza rating agencji Moody’s, która nie zmieniła negatywnej perspektywy?

– Czarny PR prowadzony przez polskojęzycznych polityków w Brukseli, Berlinie czy w Warszawie jest stałym elementem działań antynarodowych i antypolskich. Prowadzony od lat nie sprzyja poprawie wizerunku Polski na arenie międzynarodowej. Dlatego poprawa ratingów jest dla Polski bardzo ważna z wielu względów. Między innymi z powodu ogromnego zadłużenia zagranicznego Polski i konieczności obsługi długu poprzez zaciąganie przez Polskę nowych kredytów. Głównie przez emisję wieloletnich obligacji (10-letnich). Opozycja ma oczywiście sto procent racji, twierdząc, że agencja Moody’s nie zmieniła negatywnej perspektywy dla Polski. Ale ta sama opozycja sprytnie zapomina, że to właśnie jej przedstawiciele, gwiazdy i guru antynarodowej powszechnej przestępczej prywatyzacji, specjaliści od prawno-podatkowych horrorów wymierzonych w polskie firmy i polskich przedsiębiorców, od początku lat 90. zrobili dużo, aby sprzedając za pół darmo, zadłużyć kraj na kilkaset miliardów dolarów. Tymczasem dzisiaj gwiazdy nowocześnie kodującej platformy paserów i oszustów wielce ubolewają, że jakaś zagraniczna grupa finansowa nie zmienia oceny polskiej gospodarki. Pełna obłuda.

Czy ekonomiści zaczynają patrzeć na Polskę nie przez pryzmat tego, co się mówi o Polsce, a przez pryzmat tego, co się robi?

– Normalni ekonomiści zawsze patrzyli i patrzą na Polskę przez pryzmat ekonomicznych realiów. Co nie znaczy, że zawsze będą mówić prawdę. Biznes to gra, zwłaszcza w komunikacji i mediach. Wystarczy wspomnieć słynną akcję Rothschildów na londyńskiej giełdzie po porażce Napoleona pod Waterloo 18 czerwca 1815 r. czy antypolskie działania zagranicznych i polskojęzycznych ekonomistów za rządu Mazowieckiego.

Nie jest trochę tak, że agencje ratingowe Moody’s i Fitch nie stworzyły podstaw do atakowania rządu przez opozycję, która po porażce wyborczej, usiłując zdestabilizować sytuację w Polsce, działa według zasady „ulica i zagranica”?

– Agencje ratingowe będą jeszcze przez wiele lat oceniać stan polskiej gospodarki. Taka jest ich rola i istota działania. Na tym zarabiają. Natomiast opozycja tzw. totalna się ośmiesza, bo przecież agencje, oceniając np. dług zagraniczny czy dług publiczny Polski, wskazują pośrednio na sprawców tak wysokiego zadłużenia, czyli na polityczno-ekonomiczne gwiazdy dzisiejszej opozycji, a jeszcze nie dawno partii władzy.

Co jest kluczem do poprawy ratingów?

– Pierwszy klucz to poprawa jakości kapitału społecznego. Czyli wyższa jakość kapitału ludzkiego: rządzących, parlamentarzystów, zarządzających przedsiębiorstwami prywatnymi i państwowymi (z dużym udziałem państwa), oraz zdecydowana poprawa wzajemnych relacji, czyli komunikacji pomiędzy uczestnikami życia społecznego i gospodarczego. Klucz numer dwa to wprowadzenie w życie prostych, sprawiedliwych, efektywnych zasad podatkowych dla wszystkich podmiotów gospodarczych. Kluczem numer trzy do poprawy ratingów jest uczciwy, przyjazny dla przedsiębiorców, sprawiedliwy system prawny. Te trzy klucze to elementy otoczenia społeczno-prawnego. Ich dobra jakość umożliwi lepsze, efektywniejsze wykorzystanie zasobów rzeczowych i osobowych, które posiadają Polacy. Dotyczy to także nowych środków finansowych z unijnych programów w ramach perspektywy 2014-2020. Dobra zmiana we wspomnianych trzech obszarach musi zostać wsparta efektywną, a nie tylko efektowną współpracą polskich uczelni z polskimi przedsiębiorcami. Będzie wówczas szansa na wyższy wzrost PKB, obniżenie deficytu budżetowego, poprawę salda bilansu płatniczego i rozpoczęcie trudnej drogi zmniejszenia poziomu długu publicznego. 

Jak dzisiaj, po roku rządów PiS, prezentuje się Polska pod względem ekonomicznym na tle innych krajów Europy?

– Sytuacja Polski w minionym roku na tle innych krajów Europy nie była zła. W zakresie takich kategorii jak: dynamika PKB (+2,0 proc.), dynamika produkcji przemysłowej (+3,3 proc.), saldo bilansu handlu zagranicznego (+5,0 miliardów dolarów), stan rezerw walutowych (ponad 100 miliardów dolarów), Polska znajdowała się w pierwszej dziesiątce krajów Europy. Bezrobocie, chociaż wciąż dwa razy za wysokie, było w Polsce niższe (8,3 proc.) od średniej dla strefy euro (9,8 proc.), co pokazuje, że obecność w strefie euro nie rozwiązuje problemów bezrobocia. Słabością polskiej gospodarki – obok wysokiego poziomu długu publicznego – było oczywiście zadłużenie zagraniczne brutto – 315 miliardów euro i wysoki deficyt budżetowy – 2,7 proc. Te dwie kategorie, smutne i niekorzystne dla Polski, są następstwem wieloletniej antypolskiej działalności obecnej opozycji i w głównej mierze decydują o bardzo niekorzystnej dla Polski cenie pozyskiwania środków na obsługę rosnącego długu zagranicznego. Stopa procentowa 10-letnich obligacji emitowanych przez rząd polski jest 10 razy wyższa od oprocentowania obligacji rządu Niemiec, 9 razy wyższa od obligacji Czech. Tylko Grecja i Portugalia pozyskują drożej pieniądze na rynku światowym.   

Jak ocenia Pan budżet na 2017 r.?

– Corocznie uchwalany budżet jest w dużej mierze powtórką poprzedniego. Tegoroczny został uzupełniony głównie o środki dla programu „Rodzina 500+”. Najważniejsze zadanie to jego racjonalne wykorzystanie. A żale i histerie opozycji to tylko kolejny pokaz chorej z nienawiści platformy nowoczesnych targowiczan.

Wicepremier Mateusz Morawiecki mówi, że to najlepszy budżet od 30 lat. Podziela Pan ten optymizm?

– Wicepremier Morawiecki musi być optymistą. Jeśli weźmiemy pod uwagę efekt prospołeczny, to jest to rzeczywiście budżet wyjątkowy. Ważna będzie jego racjonalnie efektywna realizacja.

Czy rzeczywiście jest to budżet niebezpieczny dla opozycji?

– Każdy budżet korzystniejszy dla większości społeczeństwa jest niebezpieczny dla antynarodowej opozycji, bo pokazuje, że można inaczej. Ale tak naprawdę to nie budżet, ale szybkie wprowadzenie dobrych zmian w zakresie sprawiedliwości podatkowej i prawnej dla milionów podmiotów gospodarczych działających w Polsce będzie najbardziej niebezpieczne dla opozycji.

Nie ma obawy, że deficyt budżetowy na poziomie 59 miliardów złotych nie zostanie przekroczony, zwłaszcza przy bardzo prospołecznej polityce tego rządu?

– Końcówka minionego roku pokazała, że deficyt budżetowy może być mniejszy od zakładanego. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby powtórzyć ten wynik również w tym roku. Kamil Stoch pokazał w Wiśle, że zwycięska powtórka jest możliwa. Tę szansę ma także rząd premier Beaty Szydło. Zadecyduje racjonalne wykorzystanie kapitału ludzkiego, niekoniecznie tylko polityków z legitymacją rządzącej partii.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl