logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Sprawa nie jest jeszcze załatwiona

Wtorek, 31 stycznia 2017 (12:39)

Radni Sejmiku Województwa Podkarpackiego przyjęli stanowisko dotyczące współpracy polsko-ukraińskiej. Jest ono reakcją na uchylony już zakaz wjazdu na Ukrainę dla samorządowca z Podkarpacia, prezydenta Przemyśla Roberta Chomy.

Województwo podkarpackie współpracuje partnersko z pięcioma ukraińskimi obwodami: lwowskim, iwanofrankowskim, tarnopolskim, odeskim i wołyńskim. Dlatego stanowisko Sejmiku Województwa Podkarpackiego podkreśla wagę stosunków polsko-ukraińskich dotyczących budowania wzajemnych relacji gospodarczych. Jak bowiem podkreśla marszałek województwa Władysław Ortyl, 239 kilometrów wspólnej granicy i sąsiedztwa upoważnia, aby mówić o potrzebie relacji i przenikaniu się kultur. W tym kontekście samorząd województwa podkarpackiego wprawdzie uznaje Ukrainę za jednego z najważniejszych partnerów zagranicznych, ale jednocześnie oczekuje wyjaśnienia m.in. skandalicznych zdarzeń, do których doszło w ubiegłym tygodniu na Polskim Cmentarzu Wojennym w Bykowni, związanych z profanacją tego miejsca, a wcześniej uznanie za persona non grata prezydenta Przemyśla Roberta Chomę, i niewpuszczenie go 17 stycznia tego roku na terytorium Ukrainy. Mimo że zakaz został cofnięty w miniony piątek, to zdaniem marszałka Ortyla sprawa nie została ostatecznie wyjaśniona.

Również w ocenie podkarpackich radnych ostatnie wydarzenia i decyzje strony ukraińskiej utrudniają dialog i z całą pewnością nie będą pomocne przy budowaniu pozytywnych relacji w przyszłości. W przyjętym stanowisku skierowanym do ukraińskich władz, m.in. do przewodniczącego Lwowskiej Rady Obwodowej Oleksandra Hanuszczyna, a także do ambasadora Ukrainy w Polsce Andrija Deszczyci podkarpaccy radni apelują o „odrzucenie niepotrzebnych emocji i nieuleganie prowokacjom”.

Podczas dyskusji radni sejmiku podkarpackiego podnosili m.in. fakt, że nie można stawiać znaku równości pomiędzy np. niszczeniem nielegalnych upamiętnień ukraińskich w Polsce, takich jak w Mołodyczu czy Werhracie z profanacją legalnych upamiętnień w Hucie Pieniackiej czy na Polskim Cmentarzu Wojskowym w Bykowni, jak to próbuje przedstawiać strona ukraińska. Prawda jest bowiem taka, że nasze pomniki poświęcone polskim ofiarom zbrodni OUN-UPA na Ukrainie powstawały w sposób legalny i ich usytuowanie zostało uzgodnione z władzami tego państwa. Natomiast nielegalne tablice w Polsce, upamiętniające Ukraińców – osoby, które miały na celu walkę z państwem polskim, i mordowanie ludności cywilnej powinny zniknąć.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl