logo
logo
zdjęcie

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Wstydu nie mają

Sobota, 18 marca 2017 (11:04)

Wczoraj przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Sławomir Neumann i były minister obrony Tomasz Siemoniak przedstawili na konferencji prasowej wniosek o wotum nieufności dla rządu premier Beaty Szydło, informując, że kandydatem na premiera będzie Grzegorz Schetyna.

Wniosek ma być złożony w Sejmie na początku następnego tygodnia, a przez najbliższe dni mają się z nim zapoznać inne kluby opozycyjne (Nowoczesna, Kukiz'15 i PSL) i zadeklarować, czy są gotowe go poprzeć.

Klub Kukiz'15 już zapowiedział, że nie będzie za tym wnioskiem głosował, natomiast Nowoczesna i jej przewodniczący Ryszard Petru będą mieli trudny orzech do zgryzienia, bo poparcie wniosku będzie jednoczesnym uznaniem Grzegorza Schetyny za lidera opozycji.

Opozycja oczywiście ma prawo do składania wniosków o odwołanie poszczególnych ministrów czy też złożenia wniosku o tzw. konstruktywne wotum nieufności, jak w tym przypadku, ale fakt, że robi to Platforma zaledwie po 17 miesiącach pracy rządu premier Beaty Szydło, dobitnie świadczy, że jej liderzy po prostu nie mają wstydu.

Ta partia rządziła w koalicji z PSL-em przez 8 lat, pełne dwie kadencje, straciła władzę w wyniku demokratycznych wyborów i – jak się wydaje – do tej pory nie potrafi się z tym werdyktem wyborczym pogodzić.

Stąd jej strategia na powrót do władzy to słynne sformułowanie Grzegorza Schetyny „ulica i zagranica”, a więc wywoływanie jak największej ilości protestów na ulicach i „donoszenie” na obecną władzę za granicę, głównie do instytucji unijnych.

Niewiele jednak z tego do tej pory wyszło, protesty w kraju wygasają, także komisarz Timmermans, który niezwykle gorliwie zajął się badaniem praworządności w Polsce, „uderzył głową w ścianę”, ponieważ wprowadzenie tej sprawy na form Rady Europejskiej może się zakończyć tylko jego porażką.

W tej sytuacji Platforma podchwyciła sprawę braku poparcia przez rząd premier Beaty Szydło dla kandydatury Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej i to właśnie ma być podstawowym powodem wniosku o wotum nieufności.

Ale czy rząd miał poprzeć człowieka, który piastując wysokie unijne stanowisko, co i rusz mieszał się w wewnętrzne sprawy naszego kraju, łamiąc zasadę neutralności, jakiej powinien bezwzględnie przestrzegać?

To zaangażowanie przybrało takie rozmiary, że 17 grudnia we Wrocławiu wręcz opowiedział się po stronie opozycji, strasząc „polskimi grudniami”, czyli wydarzeniami z grudnia 1970 roku i 1981 roku, kiedy to z rąk komunistycznego reżimu ginęli ludzie na ulicach Gdyni i Gdańska i w kopalni „Wujek”.

Donald Tusk zdecydował się ubiegać o unijne stanowisko nie tylko bez poparcia polskiego rządu, ale wręcz wbrew temu rządowi, korzystając ze wsparcia unijnego hegemona, czyli Niemiec.

W tej sytuacji czynienie tej sprawy istotą wniosku o konstruktywne wotum nieufności świadczy o tym, że Platforma takie postępowanie nie tylko akceptuje, ale uważa za godne do propagowania.

Wniosek o odwołanie rządu premier Beaty Szydło, który przez 17 miesięcy zrobił zdecydowanie więcej niż rządy Platformy i PSL-u przez 8 lat, jest wręcz kuriozalny i – jak mniemam – nie ma na celu merytorycznej krytyki rządu, ale kontynuowanie politycznej wojny, wcześniej realizowanej przez „ulicę i zagranicę”.

Jak się można domyślać, nie będzie on skuteczny, Zjednoczona Prawica ma przecież w Sejmie bezwzględną większość, więc o każdej porze dnia i nocy jest w stanie taki wniosek odrzucić.

Składanie go w takiej sytuacji jest więc przejawem nie tylko ogromnej bezczelności Platformy, ale także świadczy o tym, że ci, co to robią, zwyczajnie nie mają wstydu.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Autor jest finansistą, posłem do Parlamentu Europejskiego.

Aktualizacja 18 marca 2017 (11:04)

NaszDziennik.pl