Szczególnie groby pięciu naszych rodaków w Hajfie są rzadko nawiedzane przez Polaków. W Jafie obok żołnierzy spoczywają też osoby z armią niezwiązane, w sumie pochowanych jest kilkudziesięciu naszych rodaków. Największy cmentarz polskich żołnierzy jest w Ramli, gdzie spoczywają 272 osoby zmarłe w latach 1942-1947.
– Przyjechaliśmy, by oddać im cześć, uczcić bohaterstwo tych, którzy nie mogą pozostać bezimienni – podkreśla ks. prof. Waldemar Chrostowski, biblista.
– Nie może być sobą człowiek, który nie pamięta o przeszłości, o swojej biografii, a także o historii własnego Narodu. Jeśli chcemy być Polakami, musimy pamiętać o swojej przeszłości – dodał kapłan.
Pielgrzymka to szczególny czas oddania hołdu tym, którzy wyrzuceni z Polski w 1940 roku wracali do Ojczyzny przez cały świat, przechodząc golgotę. Wielu zmarło już po odzyskaniu wolności także w Ziemi Świętej.
Minister Anna Anders, córka gen. Władysława Andersa, po raz pierwszy jest w Ziemi Świętej, ale – jak podkreśla – to dla niej szczególne doświadczenie. Podobnie jak dla obecnych na pielgrzymce wicemarszałków Sejmu i Senatu – Joachima Brudzińskiego i Marianny Koc.
– Naszą powinnością i obowiązkiem jest pamięć o tych, którzy zmarli z wycieczenia i głodu w Ziemi Świętej. Po wyrwaniu się z nieludzkiej ziemi, byli już wolni, ale krótko tą wolnością się cieszyli. Polska nie zginie, dopóki my pamiętamy – podkreśla Maria Gordziejko, która w lutym 1940 roku wraz z mamą i dwoma młodszymi siostrami została aresztowana w Kosowie Poleskim (obecna Białoruś) i wywieziona do pod Archangielsk, a potem przeszła szlak Andersa.
– Tu, na terenie Palestyny, żołnierzami byli mój wujek i bliski kuzyn. Ojcowie, bracia, rodziny przyjaciół. A ja byłam w Isfahanie wraz z ok. 3 tys. sierot umieszczonych w zakładach i internatach. Nasza walka o wolną Polskę i droga do niej wyrażała się w naszych modlitwach. Nasi bliscy walczyli z bronią, a my w modlitwach do Pana Boga. W Polsce, jak wróciłam, trafiłam do sierocińca. Mama chorowała po przejściach na Syberii, ale dziękuję Panu Bogu za to, co jest – dzieli się Maria Gordziejko. I dodaje, że Polska nie zginie, dopóki pamiętamy o naszej przeszłości. Podkreśla, że tylko opieka Boża pozwalała przetrwać i wrócić do kraju.
– Każdy dzień zaczynał się apelem i modlitwą. Potem było śniadanie, zajęcia w szkole, harcerstwo, a wieczorem śpiewaliśmy: „Wszystkie nasz dzienne sprawy” – wspomina.
Podkreśla, że bardzo często towarzyszyła im modlitwa: „Boże, któryś jest na niebie, wyciągnij sprawiedliwą dłoń”. – Zawierały się w niej nasze prośby o wolną Polskę i powrót do niej. Nasze całe życie było tym przepełnione – mówi Maria Grodziejko.
Rozmówczyni NaszegoDziennika.pl zauważa, że pielgrzymka to oddanie hołdu tym wszystkim, którzy wyrzuceni przez okupanta z Polski w 1940 roku wracali do Ojczyzny przez cały świat, przechodząc golgotę.
– Naszą powinnością i obowiązkiem jest pamięć o tym, co było, oddać cześć tym, którzy przeżyli i nadzieję na przyszłość, że będzie dobrze. Polska nie zginie, dopóki my pamiętamy – podkreśla Maria Gordziejko.
Zauważa też, że większość tych osób, którym dane było przeżyć, do wolnej Polski już nie mogli wrócić. – Pochodzili z Kresów, które nam zabrano i nas oszukano. Niewielu wróciło do Polski, mi się udało. Jestem szczęśliwa z tego powodu, to jest mój kraj – mówi Maria Grodziejko.





