Ostatnie sondaże wskazują, że gdyby wybory odbyły się teraz, to PiS wygrałoby je, ale by móc rządzić, potrzebowałoby koalicjanta. Potencjalnym koalicjantem wydaje się Ruch Kukiz’15. Czy rzeczywiście?
– Teoretycznie wszystko jest możliwe. Ale póki co mówimy o sondażach, bardziej o pewnej tendencji, a ewentualne powstanie bądź nie koalicji jest to kwestia głębokich dyskusji, ustaleń i decyzji politycznych. W związku z tym na dzień dzisiejszy tematu nie ma, co najwyżej możemy mówić o pewnym potencjale i istniejących możliwościach. Przypomnę tylko, że Ruch Kukiz’15 interesują przede wszystkim głębokie zmiany systemowe i z tym szliśmy do wyborów. Pytanie, czy potencjalny koalicjant, o którym rozmawiamy, byłby w stanie pójść w kierunku zmian systemowych, a nie tylko ograniczać się do obsady stanowisk. Nas stołki nie interesują, ale w pierwszym rzędzie stawiamy na sprawy systemowe, czyli na głębokie zmiany w państwie.
Pierwszy krok w kierunku tych zmian uczynił prezydent Andrzej Duda, wskazując potrzebę zmiany Konstytucji i rozpoczynając dyskusję o referendum…
– Inicjatywa prezydenta Andrzeja Dudy to pozytywny sygnał. Przyjmujemy to z zadowoleniem i czekamy na kolejne ruchy. To społeczeństwo – jak powiedział dziś prezydent Duda, doprecyzowując temat referendum – ma wskazać kierunek zmian w Polsce, a nie elity polityczne. Pytania referendalne są oczywiście sprawą otwartą. Myślę jednak, że warto, aby przy okazji referendum konstytucyjnego dołożyć jeszcze kilka innych pytań. Byłaby to doskonała okazja, z której warto skorzystać. Tak czy inaczej wraz z tą inicjatywą prezydenta Dudy pojawiają się pierwsze pozytywne gesty i powoli, mozolnie, małymi krokami zaczyna się budowanie odpowiedniej atmosfery niezbędnej do głębszych zmian systemowych. To oczywiście wymaga czasu i bynajmniej nie jest to kwestia miesięcy czy nawet roku, ale jest to proces. Jeśli zaś chodzi o kwestie sondażowe i słupki poparcia, to cały czas jednak mówimy czy też obracamy się wokół pewnej tendencji, która może się zmienić. Warto też wyciągać wnioski z doświadczeń innych, jak chociażby z Nowoczesnej, które wskazują, że jednego dnia w sondażu można mieć poparcie rzędu 18 proc., a drugiego dnia znaleźć się poniżej progu wyborczego. Dlatego zalecam umiar, sam zresztą jestem bardzo ostrożny i daleki od euforii i przysłowiowego dzielenia skóry na niedźwiedziu.
Wspomniał Pan o tym, że przy okazji referendum konstytucyjnego warto zapytać jeszcze o kilka innych kwestii?
– Można zapytać np. o dzień referendalny. Chodzi o to, żeby wprowadzić do kalendarza jeden dzień w roku, w którym odbywałoby się referendum ogólnopolskie połączone z lokalnymi. Czyli np. umawiamy się, że każdego roku – załóżmy w drugą niedzielę maja – będzie tzw. dzień referendalny, w ramach którego w Polsce mogą, choć nie muszą, odbywać się ogólnopolskie i lokalne referenda. Wtedy wszystkie nurtujące sprawy przybierają formę pytań i jednego dnia obywatele idą do urn po to, żeby na nie odpowiedzieć, aby politycy nie mieli wątpliwości, czego chcą wyborcy. Druga sprawa dotyczy wiązania tej decyzji i zobowiązania polityków do jej przestrzegania, bo kiedy obywatele się wypowiedzą załóżmy w kwestii tzw. uchodźców, to niech taka decyzja będzie wiążąca. Dzisiaj decyzje referendalne – niestety – nie są w żadnej mierze wiążące dla strony rządowej i to należy zmienić.
W poruszonej przez Pana kwestii uchodźców Platforma zmienia zdanie z dnia na dzień. Skąd się bierze stosunkowo wysokie poparcie dla partii, która ma parcie na władzę, ale nie ma programu, a zdanie zmienia z konferencji na konferencję?
– Przede wszystkim mamy do czynienia ze zwieraniem szyków sił, które tracą poparcie. Dzisiaj pewne grupy polityczne, grupy interesów tracą i stąd w życie wcielana jest zasada: ratuj się, kto może, i wszystkie ręce na pokład, bo toniemy. Jednocześnie Nowoczesna, która miała być alternatywą dla Platformy, tak naprawdę okazała się niewypałem, stąd też rozterka i jeszcze większy zawód. I dlatego dzisiaj możemy mówić o problemach Nowoczesnej, ale w kontekście Platformy, która w 2015 r. wprawdzie przegrała z Prawem i Sprawiedliwością, ale patrząc po liczbie posłów wprowadzonych do Sejmu, i tak osiągnęła pewien sukces. Mało tego – również dzisiaj – w sondażach ma się całkiem dobrze i jako partia bez programu wciąż funkcjonuje w przestrzeni publicznej.
Co jest wyznacznikiem poglądów głoszonych przez Platformę? Słupki sondażowe?
– W państwie demokratycznym nigdy nie będzie takiej partii czy siły ze stuprocentowym poparciem społecznym. Społeczeństwo ma prawo mieć różne poglądy i to jest demokracja. Platforma znalazła swoją niszę – całkiem przyzwoitą, zważając na procentowe poparcie, i dzisiaj wokół tego środowiska, czy tych środowisk, operuje.
Z kim dzisiaj walkę toczy Grzegorz Schetyna: z PiS o władzę czy wewnątrz opozycji o przywództwo?
– Przewodniczący Grzegorz Schetyna powiedział wyraźnie, że zamierza być opozycją totalną, i jeśli chodzi o tę deklarację, to będę go pilnował. Totalna opozycja oznacza, że Platforma będzie oponować i krytykować wszystko i wszystkich, a do tego program jest niepotrzebny. Przewodniczący Schetyna próbuje kreować siebie na przywódcę nie tylko w Platformie, ale daleko mu do swojego poprzednika Donalda Tuska.
Czy z totalną krytyką władzy i wszystkiego, co się wiąże z rządami PiS, można się ubiegać o stery władzy w Polsce, czy to wystarczy?
– A dlaczego nie…? Platforma jako formacja polityczna ma takie prawo, co więcej, pokazała, że prezentując taką postawę, można nie tylko zdobyć władzę, ale przez osiem lat rządzić krajem. Z najnowszej historii Polski wiemy, że były różne rządy, różne były też warianty opozycji. Wspomnę tylko Ruch Palikota, który chciał usuwać krzyż z sali sejmowej, walczył z Bogiem i wartościami i swoimi działaniami kompromitował polski parlamentaryzm, a dzisiaj nikt o tej formacji nawet nie pamięta. Były też ugrupowania lewicowe, co pokazuje różne możliwości działania opozycji i różne formy nacisku, jakie te formacje wywierały, czy też próbowały wywierać, na władzę. Platforma dzisiaj przyjęła taką, a nie inną formułę i takie jest jej prawo, a zarazem jej problem. Jak to się skończy dla tej formacji, to pokaże czas, a ocenią Polacy. Do kolejnych wyborów jeszcze daleko, a wydarzenia na scenie politycznej zmieniają się bardzo dynamicznie.
Poglądy polityczne i preferencje wyborcze mogą być różne, ale jak to możliwe, że formacja bezideowa, bez programu jest na drugim miejscu w sondażach, co to mówi o wyborcach?
– Nie chciałbym oceniać preferencji i wyborczych decyzji Polaków. Skoro zakładamy, że każdy obywatel ma prawo do własnej decyzji, do własnej oceny i własnego wyboru – jaki by on nie był, to to jest jego wola. W każdym razie daleki jestem od budowania bloku jednomyślności.
To może inaczej, jak to jest, że Platforma chce dyskutować o programie PiS, nie mając własnego, co więcej, część Polaków to kupuje?
– To jest bardzo ciekawe zjawisko. Mamy tu bowiem do czynienia z próbą narzucenia swojej własnej narracji, swojego rytmu przez polityków Platformy. I taka debata – owszem – ma sens, ale podczas kampanii wyborczej. Kiedy nie ma kampanii wyborczej – w czasie trwania kadencji obowiązujące jest exposé premiera i działania rządu. W tym momencie taka debata jest jałowa i nie ma sensu. Działania Platformy są zatem obliczone na totalną krytykę rządu, a zarazem są próbą narzucenia rytmu aktywności politycznej. Platforma dąży do konfrontacji i na miejscu premier Beaty Szydło nigdy nie zgodziłbym się na taką dyskusję. Rząd powinien rozmawiać ze swoimi wyborcami, wobec których podjął zobowiązania, a nie z Platformą, która działa destrukcyjnie. Raz jeszcze powiem, że takie debaty mają sens przy okazji wyborów parlamentarnych, a nie teraz.
Można powiedzieć, że Platforma wciąż jeszcze tkwi w przegranej kampanii wyborczej i nie może się z tego wyzwolić…?
– Platforma szuka tematów i form aktywności, aby pokazać społeczeństwu, że jest obecna, że działa i wciąż jeszcze żyje. I taka formuła widocznie politykom tej partii odpowiada, a może tylko na to ich stać... Są też w stanie obiecać wszystko, żeby tylko słupki poparcia podskoczyły im do góry. Stąd też biorą się te kompromitujące pomyłki, zmiany opinii i rozjeżdżanie się w poglądach z dnia na dzień dotyczące chociażby płacy minimalnej, wieku emerytalnego czy kwestii tzw. uchodźców. To świadczy, że tej formacji brakuje spójności, że emocje zaczynają górować nad zdrowym rozsądkiem.
No dobrze, ale jak długo jeszcze skutecznie można straszyć PiS?
– Jak widać, od wyborów parlamentarnych minęło już półtora roku i jakoś ten wariant się im sprawdza. Podejrzewam, że tak będzie trwało do końca obecnej kadencji. Platforma walczy o punkty dla siebie i ta walka, choć z moralnego punktu widzenia możemy ją różnie oceniać, to z punktu widzenia interesów tej formacji, która kieruje się sondażowymi tendencjami, się sprawdza.
Rozmawia Pan z wyborcami. Jak Polacy oceniają ten niekończący się spór między dwiema formacjami: Platformą i PiS?
– Moi rozmówcy oceniają to, co się dzieje na linii Platforma – PiS w sposób jednoznaczny i bardzo dosadny. Ludzie są zmęczeni tą odwieczną walką, tym niekończącym się sporem między tymi dwoma ugrupowaniami, gdzie trwa walka na konferencje prasowe i kto, w kogo i czym skuteczniej uderzy. Polacy chcą spokoju i bardzo źle oceniają ten spór, ludzie nie chcą być dłużej świadkami tego żenującego spektaklu.

