Donald Tusk oświadczył, że „Polska, nie przyjmując migrantów, wyłamuje się z europejskiej solidarności i spotkają ją za to konsekwencje”. Jest Pan zaskoczony retoryką byłego premiera?
– To tylko kolejny dowód na to, że dobrze się stało, że Donald Tusk jest poza polską polityką i mam głęboką nadzieję, że już tu więcej nie wróci. Takimi stwierdzeniami Tusk działa na szkodę nie tylko Polski, ale także Europy. Niekontrolowany napływ migrantów ekonomicznych, nazywanych błędnie uchodźcami, jest zagrożeniem dla całego Starego Kontynentu.
Ale na razie część mediów już ogłosiła Donalda Tuska faworytem wyborów prezydenckich 2020.
– Całe szczęście, że to nie media wybiorą prezydenta, ale Naród, obywatele, Polacy. Patrząc na wszelkie badania opinii publicznej, w związku z przyjmowaniem przez Polskę migrantów z krajów dalekich nam kulturowo, wniosek jest jeden: Polacy sobie tego nie życzą. Dlatego też mogę śmiało zaryzykować stwierdzenie, że tak samo jak tzw. uchodźców Polacy nie będą chcieć powrotu Donalda Tuska do naszej krajowej polityki.
Zwolennicy Tuska mówią wprost: były premier jest urzędnikiem unijnym, więc nie może kierować się emocjami i przywiązaniem do konkretnych krajów.
– Odnoszę wrażenie, że wszystkie wypowiedzi Donalda Tuska, które dotyczą naszego kraju, to jest właśnie to kierowanie się emocjami. Jako urzędnik unijny powinien odpowiedzialnie dobierać słowa. Przyszedł także już czas aby jako urzędnik unijny wziął odpowiedzialność za kryzys migrantów w Europie. Gdyż on i Angela Merkel są niejako twarzami tego problemu.
Jesteśmy częścią Unii Europejskiej i bez wątpienia jej problemy dotykają również nas. Jak powinniśmy zachować się wobec kryzysu migrantów?
– Rzeczą fundamentalną jest pociągnięcie do odpowiedzialności osób, które doprowadziły do tego, że Europa zalewana jest przez osoby obce nam kulturowo, wśród których znajdują się terroryści. (Przypomnę tylko, że ich przyjazd jest poniekąd odpowiedzią na zaproszenia, które kierowano w ich stronę.) Następnie Europa powinna się zastanowić nad wprowadzeniem restrykcyjnej polityki migracyjnej. Moglibyśmy pomóc w jej opracowaniu. W tej sprawie nie trzeba dokonywać przełomowych odkryć, bo wzorem mogą być rozwiązania opracowane przez Australijczyków czy Kanadyjczyków. Jeżeli chodzi o wsparcie humanitarne, to w tej sprawie nie doszukiwałbym się większych problemów – Polska i reszta Unii myślą tak samo. Jednakże na każdym kroku warto podkreślać, że o wiele taniej i efektywniej jest pomagać osobom poszkodowanym przez wojnę w krajach ościennych. W Europie jest to o wiele droższe i wiąże się z niepokojami społecznymi.

