logo
logo
zdjęcie

Jacek Kotula

TVP z ulicy Mysiej

Piątek, 19 maja 2017 (12:08)

TVP nie zgodziła się na emisję spotu „Naszego Dziennika”. Powód? Gazeta chciała reklamować weekendowy magazyn, w którym przybliża destrukcyjne działanie seksedukatorów w szkołach. W opinii Telewizji Publicznej ta reklama to jawna dyskryminacja homoseksualistów. Ostatecznie spot został wyemitowany w takiej formie, żeby nie obrażać sodomitów.

Sprawa nie byłaby bulwersująca, gdyby dotyczyła telewizji komercyjnej. Właściciel przedsiębiorstwa – a telewizja ma taką formę – może podpisywać umowy na reklamy, z kim chce i kiedy chce. Jednakże w tej kwestii sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Telewizja Polska jest telewizją publiczną, opłacaną z naszych pieniędzy. Dlatego to my, obywatele, jesteśmy właścicielami telewizji i powinna być ona tworzona dla nas. Większość Polaków to katolicy, którzy wiedzą, że homoseksualizm nie jest czymś normalnym, a jego promocja zagraża wychowaniu młodego pokolenia. Więc albo TVP jest telewizją publiczną utrzymywaną z naszych pieniędzy, dla nas, albo niech utrzymuje się sama i nie odwołuje się do wartości państwowych i narodowych.

Cała sprawa jest dla mnie wyjątkowym skandalem. To już nawet za rządów Platformy Obywatelskiej nie dochodziło do takich sytuacji. Owszem, tamta telewizja miała swoje wady, ale nie cofała nas do czasów PRL i nie wskrzeszała Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.

Śledzę ofertę Telewizji Polskiej od dawna. Mam wiele uwag szczególnie do TVP Kultura. Program ten powstał po to, aby zadowolić gusta wymagających widzów, a stał się miejscem promocji antykultury. Jest w nim coraz więcej wątków homoseksualnych, pokazywane są sceny erotyczne lub filmy naprawdę niskiej jakości. I tak jest realizowana misja TVP.

Na szczęście jest jeszcze program Jana Pospieszalskiego, który trzyma wysoki poziom. Od czasu do czasu zaprasza się też do studia publicystów, którzy mają coś do powiedzenia i trzeźwo myślą, ale to wszystko. Zapowiedzi były wielkie, miało być jak nigdy, a skończyło się jak zawsze.

Telewizja publiczna ciągle jest okupowana przez lewicowe kadry. Doprawdy nie wiem, dlaczego prezes Jacek Kurski jeszcze nie zrobił tym porządku. Rząd PiS wymienił dyrektorów w TVP, ale widać, że oni sobie nie radzą. Postawione przed nimi zadanie ich przerasta.

Mamy rząd, który uważa się za katolicki. Premier i jej ministrowie jeżdżą na Jasną Górę i chodzą do Komunii. Zabiegają także o liczne spotkania z Papieżem. Podobnie prezydent, który nawet gościł na ostatniej rocznicy powstania Radia Maryja. I z jednej strony budują swój wizerunek osób wierzących, a z drugiej nie potrafią dopilnować tego, aby instytucje państwowe dbały o polską tradycję i kulturę.

Jeżeli premier i prezydent przymykają oczy na cenzurowanie informacji o szkodliwości promocji gender, to niedługo dojdzie do takich paradoksów, że nie będziemy mogli mówić o korupcji – bo to dyskryminuje przestępców. Nic nie powiemy o gwałtach – dyskryminujemy gwałcicieli. I nie dowiemy się nic o przekrętach w biznesie – bo nie można dyskryminować złodziei. To nie jest sprawa śmieszna, bo od wygaszania pewnych słów zaczęła się rewolucja kulturowa w Europie Zachodniej.

Władze Prawa i Sprawiedliwości muszą się zastanowić nad zwolnieniem Jacka Kurskiego i pozostałych dyrektorów. Ta ekipa telewizyjna miała już tyle wpadek, że można by nimi obdzielić pół Polski. Oglądalność spada, wpływy też. W normalnych warunkach doszłoby do poważnych roszad. Jeżeli dalej TVP będzie czerpać wzorce z urzędu cenzury, który mieścił się kiedyś przy ul. Mysiej w Warszawie, to obawiam się, że nawet powszechny i przymusowy abonament nie będzie w stanie jej uratować, bo widzowie najzwyczajniej w świecie przestaną ją oglądać. 

Jacek Kotula

Autor jest przewodniczącym rzeszowskiego oddziału Fundacji PRO – Prawo do Życia.

NaszDziennik.pl