logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Armia jest jedna

Wtorek, 23 maja 2017 (11:43)

Aktualizacja: Sobota, 28 października 2017 (10:51)

Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą Jednostki Specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

W Białymstoku, Lublinie i Rzeszowie pierwsi ochotnicy złożyli żołnierską przysięgę w ramach Wojsk Obrony Terytorialnej. Faktem staje się wojskowa formacja, która... No właśnie, czy i na ile zmienia naszą polską armię?

– Wojska Obrony Terytorialnej to z całą pewnością jest ten komponent czy też filar, którego nam dotąd w polskiej armii brakowało. Utworzenie tej formacji pokazuje po pierwsze, że Polska nie ma żadnych kompleksów wobec NATO, ale też bardzo poważnie traktuje przede wszystkim swoje podstawowe zadanie, czyli obronę własnych granic i obywateli. To dobrze, że na wysokim poziomie organizowaliśmy misje ekspedycyjne, że mamy profesjonalne Wojska Specjalne, ale bardzo istotne jest również to, żeby przy tym całym arsenale mieć także Obronę Terytorialną.

Jaką rolę w tym arsenale odgrywać będą WOT?

– WOT pełnią kilka istotnych funkcji. Po pierwsze, kto tak dobrze jak nie terytorialsi zna własny teren, swoje małe ojczyzny i kto lepiej niż oni może wspierać zawodowych żołnierzy w działaniu. Po drugie, WOT tworzą więź ze społeczeństwem. Poprzez to, że ci ludzie na co dzień wykonują inne zawody, a z pobudek patriotycznych chcą jeszcze dodatkowo spełnić obowiązek wobec Ojczyzny jest to wartość dodana, co buduje tę więź wojska ze społeczeństwem, która musi istnieć. Dobrze, że nawet poprzez te uroczyste przysięgi, które miały miejsce w Białymstoku, Lublinie i Rzeszowie, jest to akcentowane, pokazywane i wskazywane jako przykład. To pokazuje też, że ta formacja i ludzie, którzy w niej służą, są z tego dumni.

A zatem nie jest to pospolite ruszenie w tym pejoratywnym znaczeniu?

– Oczywiście, że nie jest to żadna bylejakość, nie jest to dziadostwo w postaci Narodowych Sił Rezerwowych, tylko rzeczywiście jest to solidny, od podstaw budowany element naszego bezpieczeństwa narodowego.

Można zatem powiedzieć, że jest to wojsko złożone z patriotów?

– Tak naprawdę to armia i żołnierze, którzy brali udział w misjach. Gdyby nie mieli miłości do Ojczyzny, to pewnie niejeden z nich by zrezygnował. Po co narażać własne zdrowie i życie za tak naprawdę niewielkie pieniądze. Tym większy szacunek dla specjalsów, dla regularnych jednostek, które biorą udział w misjach bojowych. I terytorialsi też będą ważnym ogniwem armii, a doświadczeni dowódcy będą w stanie rozpoznać dobrych żołnierzy. Weryfikacja to też ciężka praca, którą ciężko przeprowadzić w pierwszych kilku dniach, ale z czasem to nastąpi. Pewnie nie obędzie się bez wyrywania chwastów, bo takie mogą się znajdować wszędzie, ale ci dowódcy z pewnością sobie poradzą i tych, którzy zabłądzili i trafili przypadkowo w to miejsce, usuną z własnych szeregów. Jest to też kwestia pewnej kultury organizacyjnej odnoszącej się niekoniecznie do samych dowódców, ale także do samych żołnierzy, którzy bardzo szybko są w stanie wyeliminować ze swojego grona tych, którzy zabłądzili i tylko przez przypadek trafili do szeregów tej elitarnej formacji złożonej z niezawodowych żołnierzy.

Jak to jest, że jeszcze nie tak dawno młodzi ludzie w dużej mierze unikali służby wojskowej, a dzisiaj – można powiedzieć – garną się do WOT?

– Rzeczywiście z naborem do służby wojskowej bywało bardzo różnie. Natomiast to, co jest najistotniejsze dzisiaj, to jest to, że nie ma powrotu do poboru, gdzie ściągano młodych ludzi do wojska, przy czym niejednokrotnie miały miejsce patologie. I być może z tego względu ludzie unikali, uciekali od służby wojskowej. Do dzisiaj pamiętam nazwisko żołnierza, który kiedyś trafił do mnie i mając negatywne doświadczenia, był negatywnie nastawiony do obowiązku służby wojskowej, ale w efekcie został u mnie żołnierzem nadterminowym. Trafił do jednostki, pod właściwe dowództwo, gdzie ludzie się szkolili, normalnie funkcjonowali. I tym, co jest największym atutem WOT, jest dowództwo. Wielu z nich znam i mogę powiedzieć, że są to rzeczywiście ludzie, którzy mają za sobą doświadczenia bojowe i niezbędną charyzmę, która jest niezbędna, aby przyciągać chętnych do służby. To jest również jeden z aspektów, który sprawia, że młodzi ludzie się garną w szeregi WOT. Oni wiedzą, że będą mieć dowódców z prawdziwego zdarzenia, którzy są godni zaufania i gwarantują odpowiednio wysoki poziom wyszkolenia.  

Docelowo WOT mają składać się z 17 brygad – po jednej w każdym województwie i dwóch na Mazowszu, łącznie ponad 50 tysięcy żołnierzy. Mamy do czynienia z budowaniem Sił Zbrojnych na miarę naszych możliwości, bo są i tacy, którzy wręcz wyśmiewają tę formację, nazywając ją wojskiem przybocznym ministra Antoniego Macierewicza?

– Od samego początku, kiedy pojawił się pomysł stworzenia WOT, przestrzegałem przed formowaniem tych wojsk na szybko. I dziś mogę powiedzieć, że tempo, w jakim powstaje Obrona Terytorialna, nie odbywa się kosztem jakości. Oczywiście próbowano się naigrywać z WOT, ale kiedy słyszę zarzuty, to mam nieodparte wrażenie, że przez oponentów przemawia zazdrość. Przypominam sobie, że kiedy powstały NSR, to nawet w mediach pojawiały się materiały, że ta formacja jest gotowa do działania. Dowodem na to miała być – po pięciu latach szkolenia – umiejętność uruchamiania gaśnicy śniegowej, którą na prośbę ówczesnego ministra obrony Bogdana Klicha popisywał się jeden z żołnierzy. Dzisiaj kandydaci do WOT, których widzieliśmy, szkolili się 14 dni i pewnie nie jest to dużo, ale są to często pasjonaci, ludzie, którzy działają już w organizacjach survivalowych i widać, że robią to z sercem i pasją. Są zatem dobrze przygotowani i nie zmarnują żadnej okazji, żeby swoje umiejętności stale podnosić. Tym, którzy się wyśmiewają z WOT, przypomnę, że z Gwardii Narodowej Stanów Zjednoczonych, która wykonywała zadania chociażby w Iraku, nikt się nie śmieje. Wspomniana Gwardia Narodowa szkoli się dokładnie w takim systemie, jaki przyjęto w systemie szkolenia naszych terytorialsów. Z tego wynika, że to była tylko próba wykpienia nowego rodzaju wojsk – być może z zazdrości czy nawet zawiści, ale widać, że śmiech na ustach oponentów jest dzisiaj bardziej wyrazem frustracji niż jakichkolwiek racjonalnych podstaw.

Ważnym elementem jest także to, że WOT w ogromnej mierze będą wyposażone w polski sprzęt…   

– WOT będą taką samą częścią armii jak wojska lądowe czy specjalne. Dla poszczególnych brygad ma być dostępne najnowocześniejsze wyposażenie i uzbrojenie produkowane przez polski przemysł zbrojeniowy. Jest to zatem także wyzwanie, zadanie i w konsekwencji korzyść dla polskich firm, zakładów wchodzących w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej. To inaczej niż bywało wcześniej, kiedy np. kupowano hełmy dla Polskiej Brygady Powietrzno-Desantowej, a trwało to latami i w rezultacie i tak zakupiono takie, które się do desantowania w ogóle nie nadają. Zresztą była z tego niezła afera, o której było głośno także w mediach. Podczas gdy dzisiaj w znacznie krótszym czasie udaje się pozyskiwać dla WOT sprzęt dobrej jakości produkowany przede wszystkim w Polsce.

Oczywiście ważne, żeby Polska miała silną armię zawodową. Jaką rolę w tym systemie obronnym mają odgrywać WOT?

– Tu i ówdzie pojawiają się głosy, że WOT mają walczyć z rosyjskim specnazem. Po pierwsze, atutem WOT jest znajomość ukształtowania i uwarunkowań własnego terenu. Podczas ponad 26 lat służby w Wojsku Polskim wraz z innymi żołnierzami na misjach w swoich działaniach zawsze korzystaliśmy z wiedzy lokalnej ludności. Teraz, kiedy prowadzę zajęcia ze studentami, często ćwiczenia dotyczące m.in. wskazywania lokalnych uwarunkowań, zagrożeń z możliwością wykorzystania lokalnych zasobów. I wydawało mi się, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Tymczasem ciągle jestem zaskakiwany, co tylko potwierdza, jak wielkim atutem jest znajomość własnego terenu. I to jest atut Obrony Terytorialnej, która po pierwsze te zasoby będzie w stanie sama spożytkować, po drugie będzie spinać działania profesjonalnych wojsk na swoim terenie. I to jest standard. Tak się dzieje na całym świecie i jeśli ktoś tego nie rozumie, to niech spojrzy na działania wojsk NATO i współdziałanie z irakijskimi oddziałami samoobrony. To pokazuje, jak ważne jest to dla regularnych wojsk, aby skutecznie prowadzić operacje bojowe. Jest to w praktyce doceniane na całym świecie. Z drugiej strony jest to też ważny czynnik dla społeczności lokalnej, która mając w pobliżu żołnierzy formacji Obrony Terytorialnej, ma poczucie bezpieczeństwa, ale również jest to element, który buduje wśród cywilnej społeczności poczucie patriotyzmu, wolę walki czy ducha bojowego. Krótko mówiąc – morale, a to jest najważniejszy czynnik decydujący o zwycięstwie. Z pewnością jest to formacja, która zmienia i uzupełnia polską armię.

Dzięki WOT rośnie nasz potencjał obronny, ale czy możemy powiedzieć, że Polska staje się krajem bardziej bezpiecznym?

– Jest wiele czynników, które wpływają na bezpieczeństwo państwa, także sytuacja zewnętrzna. Oczywiście WOT będą ogromnym wzmocnieniem naszego potencjału bojowego. Jednak nie wolno ani zapominać, ani przeciwstawiać sobie poszczególnych rodzajów wojsk. Armia jest jedna, wszystkie komponenty są ważne: Marynarka Wojenna, Wojska Specjalne, Wojska Lądowe,  Siły Powietrzne, Obrona Terytorialna. I wypowiedzi, jakie się pojawiają, że jeśli tu się doda więcej pieniędzy, to tam zabraknie, są – delikatnie rzecz ujmując – nie na miejscu i jest to nic innego jak podburzanie jednych przeciwko drugim. Tymczasem ważne jest, żeby uszanować ciężką pracę i myślę, że z pewnością nas na to stać. Tak robią to inne armie, chociażby Stanów Zjednoczonych, która od lat budowała poczucie solidarności i tam każda formacja – czy to będzie czołgista, czy żołnierz Obrony Terytorialnej – jest dumna ze służby w swoim korpusie. I tam nikt nigdy nawet nie pomyśli, żeby jednych ustawiać przeciwko drugim czy też próbować wyśmiewać taką czy inną formację jako słabszą czy gorszą.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl