Wczasie dyskusji ze studentami zapytałem, co wynika z faktu, że Chrystus ustanowił małżeństwo sakramentem. Pytałem, czy małżeństwo monogamiczne, wierne, trwałe jest prawdą potwierdzoną Bożym autorytetem. Zdziwił ich fakt, że człowiek może odwoływać się do prawdy o sobie samym i że Bóg może być uważany za źródło prawdy.
Współczesna edukacja ma w sobie coś niepokojącego. Wolność dla młodego pokolenia wydaje się sprawą wyłącznie kreacji. Bo o ile w dziedzinie wiedzy o materii nieożywionej każdy wie, że działa ona pod wpływem konieczności, o tyle w zakresie relacji osobowych panuje opinia, że wszystko podlega wyłącznie ludzkim pomysłom. Współczesna młodzież traktuje życie społeczne technicznie. Po prostu tak jak potrafimy komponować programy komputerowe i mieć władzę nad materią, tak małżeństwo wydaje się im kwestią wyłącznie kreatywnego pomysłu.
O nieszczęśni! – westchnąłby Mickiewicz. Dzieci współczesnej cywilizacji, które nie potrafią wyjaśnić, dlaczego roślina żyje, nie tylko bezrefleksyjnie akceptują eksperymenty ingerujące w życie roślin, ale nawet nie budzi się w nich żaden opór rozumu przed manipulacją życiem ludzkim. Ba, jak wynika z dyskusji, łatwo akceptują prawo do zabijania nienarodzonych! Rzadko bowiem wiedzą, że taka decyzja niszczy zdolność właściwego osądu dobra i ma konsekwencje w ich dalszym postępowaniu. Po prostu współczesna edukacja pomija poszukiwanie pytania o dobre życie. Młodzi ludzie, wypełniając wolność, realizują ją bez znajomości prawdy o człowieku. Otrzymując szkolną wiedzę o martwej materii, uważają to, co daje szkoła, za mądrość całkowitą…
Jeżeli po siedemnastu latach edukacji, którą wieńczy tytuł magistra, młody człowiek nie ma wiedzy, która pozwala mu pojąć życie rośliny, zwierzęcia, człowieka-osoby czy Boga, to kim on jest? Jakimi kryteriami będzie kierował się przy wyborze swoich działań? Nie ma sprawności samodzielnego poznawania, a potem działania, lecz tylko jakąś ilość encyklopedycznych wiadomości, których nie potrafi odnieść do rzeczywistości. Najczęściej będzie podlegał motywom, przed którymi przestrzegał Arystoteles swojego syna Nikomacha, pisząc dla niego książkę o dobrym życiu. Może warto tę klasyczną pozycję sprzed 2500 lat wprowadzić do kanonu lektur szkolnych? Przestrzega zatroskany ojciec przed lekkomyślnym wyborem łatwego szczęścia, które „[…] niewykształcony ogół i prostacy widzi […] w rozkoszy; dlatego zadowalają się życiem polegającym na używaniu […]”. Chcąc potrząsnąć wyobraźnią syna, dodaje: „[…] niewykształcony ogół objawia naturę zgoła niewolniczą, wybierając tryb życia odpowiedni dla bydła […]”.
Czyż nie jest to sytuacja współczesnej kultury, jaką promują ludzie bez sumienia i odpowiedzialności, czego ostatnio jesteśmy świadkami? Być może nawet dobrze się stało, że festiwal w Opolu, mający genezę w „ludowej Polsce”, padł, bo przynajmniej ta sytuacja pozwala na próbę zmiany programu na lepszy. Ale dajmy spokój postkomunistycznemu festiwalowi… Bo mamy do czynienia z prawdziwym problemem: czego ma uczyć szkoła, jeżeli to, w co wyposaża uczniów, prowadzi do atrofii społecznej?
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

