logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

TVP nie może promować banderyzmu

Wtorek, 4 lipca 2017 (11:37)

Z dr. n. med. Zbigniewem Kopocińskim ze 105. Kresowego Szpitala Wojskowego w Żarach, prezesem Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów – Oddział Żary, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Środowiska kresowe domagają się odwołania Dawida Wildsteina – autora cyklu „Studio Wschód” na antenie TVP Info. Skąd tak zdecydowany krok?

– Impulsem do wystosowania listu do prezesa TVP Jacka Kurskiego była emisja na antenie TVP Info programu z cyklu „Studio Wschód” pod redakcją Dawida Wildsteina, który ukazał się 24 czerwca tego roku. Mieszkańcy regionu żarskiego, który mam zaszczyt reprezentować, to w większości Kresowianie należący do Kresowego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego im. Orląt Lwowskich w Żarach, któremu przewodzi prezes Józef Tarniowy, to także członkowie Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów – Oddział Żary, którym ja kieruję, oraz Klubu Tarnopolan Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, którego prezesem jest mój brat dr Krzysztof Kopociński. Nic zatem dziwnego, że po obejrzeniu tego programu, w którym w ewidentny sposób były promowane miejsca gloryfikujące ukraińskich zbrodniarzy wojennych – morderców naszych krewnych uznaliśmy, że czara goryczy się przelała. Tym bardziej że red. Dawid Wildstein już wcześniej „zasłynął” z wypowiedzi – naszym zdaniem probanderowskich – nielicujących z misją i powołaniem polskiego dziennikarza.

Co takiego było w tym materiale, że wywołało reakcję środowisk kresowych, i to nie tylko z regionu żarskiego, ale z całej Polski? 

– Materiał, o którym mowa, przede wszystkim zawierał kryptoreklamę lokalu o nazwie „Kryjówka” we Lwowie, słynącego z gloryfikacji ludobójców Narodu Polskiego: OUN-UPA. Jest to miejsce znane szeroko w środowiskach kresowych, w którym żaden szanujący się Polak w ogóle nie powinien się znaleźć. W tym lokalu obwieszonym insygniami UPA na porządku dziennym są zawołania banderowskich zbrodniarzy: „Sława Ukraini – herojam sława” i „Sława Nacji – smert woroham”. Zresztą z tego, co mi wiadomo, to wchodzący do tego lokalu pozdrawiają się zawołaniem: „Sława Ukraini – herojam sława”. W tej sytuacji Telewizja Polska, emitując w sposób bezrefleksyjny, bez żadnego komentarza, zwyczajnie promuje to miejsce. Byłbym w stanie zrozumieć, że dajmy na to dziennikarz śledczy, przygotowując materiał, pojawia się w takim miejscu, aby pokazać, że na Ukrainie – w państwie aspirującym do członkostwa w Unii Europejskiej w ogóle może funkcjonować taki ośrodek, gdzie publicznie promuje się zachowania i idee nazistowskie, a wizerunki zbrodniarzy, którzy dokonali ludobójstwa na Polakach, widnieją na ścianach niczym bohaterowie. Tymczasem w programie „Studio Wschód” pod redakcją Dawida Wildsteina nie ma żadnego odniesienia czy wyjaśnienia, że w tym projekcie jest coś nie w porządku, skoro promuje się tam zbrodniarzy wojennych i ludzi odpowiedzialnych za ludobójstwo ludności polskiej.

Tych akcentów probanderowskich w programie „Studio Wschód” było, zdaje się, więcej…?

– Częścią tego programu była rozmowa z liderem zespołu Ot Vinta. Można to uznać za promocję grupy, która słynie z gloryfikacji banderowców, a jej lider z uznaniem wypowiada się o ludobójcy Narodu Polskiego Stepanie Banderze. Dodam tylko, że środowiskom patriotycznym Przemyśla z uwagi na promowanie banderyzmu udało się zablokować wjazd tych „artystów” na teren Rzeczypospolitej. Natomiast za sprawą programu „Studio Wschód” mogli się zaprezentować znaczniej szerszej polskiej widowni. Co więcej, o zupełnej ignorancji czy też niewiedzy – nie wiem, co gorsze – świadczy emisja fragmentu piosenki grupy Ot Vinta, w którym padają słowa, że siekiera będzie szalała na ulicach Moskwy, czy innej piosenki, gdzie mowa jest o „wybebeszaniu ludzkich flaków”. Trzeba być zupełnie pozbawionym empatii, przyzwoitości, ale też braku wyczucia i smaku, żeby w Telewizji Polskiej, przy całym kontekście historycznym i znajomości faktów, a więc tego, co Ukraińcy robili z polskimi obywatelami, ale również z Rosjanami, Ormianami, Węgrami, Czechami czy Słowakami – emitować takie fragmenty piosenek, i to bez żadnego komentarza. Być może dla redaktorów Dawida Wildsteina czy Marii Przełomiec w słowach, że banderowcy będą szaleli z siekierami, nie ma nic nadzwyczajnego, ale dla mnie nawiązywanie przez Ukraińców do swojej haniebnej przeszłości, czyli do zbrodni ludobójstwa dokonanego na niewinnych ofiarach, często dzieciach, i to przy użyciu właśnie siekier – jest niedopuszczalne. A już emitowanie takich materiałów w Telewizji Polskiej jest czymś niebywałym.

Jaki zatem – Pana zdaniem – był cel takiego materiału, który, co trzeba także podkreślić, powstał za pieniądze polskiego podatnika?

– My – środowiska kresowe – odbieramy to ewidentnie jako próbę promocji banderyzmu w telewizji publicznej, a także jako próbę zakłamywania rzeczywistości poprzez przedstawianie fałszywego przekazu historycznego. Prawdziwy przekaz jest taki, że za ludobójstwo ludności polskiej odpowiada OUN-UPA i zbrodniarze Roman Szuchewycz i Stepan Bandera, tymczasem autorzy materiału podchodzą do tematu w sposób bardzo dziwny, prezentując UPA jako niby partyzantów. Natomiast sam lokal o nazwie „Kryjówka” we Lwowie to niby miejsce, gdzie ludzie wspaniale się bawią przy taktach skocznych piosenek, słowem – sielanka. Dla nas, Kresowian, jest to jednak ewidentna próba promocji banderyzmu przez TVP na terenie Rzeczypospolitej. Mamy zatem do czynienia z bezrefleksyjnym powielaniem propagandowych kalek z Ukrainy, co nie powinno mieć miejsca w Polsce.   

Gloryfikowanie morderców z OUN-UPA to poważne oskarżenie. Czy w Pana ocenie było to zamierzone, przemyślane działanie? 

– Też się zastanawiam, z czego to może wynikać… Być może z braku kompetencji czy też braku wiedzy i pozbawionego refleksji przyjmowania w sposób bezkrytyczny ukraińskiej propagandy. Przypomnę, że od wielu już lat znana jest ukraińska teoria mówiąca o tym, jakoby UPA niemalże przypadkowo podczas – jak oni to nazywają – wojny polsko-ukraińskiej, dodajmy wojny toczonej przy użyciu siekier i w dodatku z ludnością cywilną, w ferworze walki Ukraińcy dopuścili się niestosownych rzeczy, bo słowo „ludobójstwo” nie przechodzi im przez gardło, ale ogólnie to oni walczyli z Sowietami. Taka fałszywa, kłamliwa narracja jest dla nas, Polaków, nie do przyjęcia. Nigdy się nie zgodzimy i nie zaakceptujemy, aby ludobójcom stawiać pomniki i ich gloryfikować. Niestety to ma miejsce na Ukrainie, bo czym jest stawianie pomników Banderze czy Szuchewyczowi bądź nazywanie ulic imieniem tych zwyrodnialców, zbrodniarzy. Radziłbym autorom tej audycji, aby wczuli się w sytuację Polaków – ofiar ludobójstwa ukraińskiego, którzy przybywają do Lwowa i chcieliby spokojnie wypić kawę czy zjeść ciastko, ale jak mogą to zrobić w lokalu, gdzie na ścianach wiszą portrety morderców, ludzi odpowiedzialnych za wymordowanie ich bliskich krewnych. Co ci Polacy mają powiedzieć, kiedy idą na dawną ul. Sapiehy, którą obecnie przemianowano na ul. Bandery, gdzie mieści się polska szkoła, na której widnieje tablica upamiętniająca tego zbrodniarza. Czy to normalne? To nie może być akceptowane czy przyjmowane w sposób bezrefleksyjny. Tymczasem TVP przygotowuje program o jednoznacznym wydźwięku. W żadnym wypadku nie można się zgodzić z tezą, która niestety też funkcjonuje, że w sytuacji, kiedy Ukraina toczy wojnę z Rosją, to takie kwestie jak ludobójstwo należy przemilczeć. Takie podejście jest niedopuszczalne.

Niedopuszczalne, ale jak widać możliwe…

– Przykro to mówić, ale niestety od 70 lat jest to jedyny ocenzurowany temat w Polsce. Powoli odchodzą ostatni świadkowie zbrodni ludobójstwa dokonanych na polskiej ludności Kresów Południowo-Wschodnich i jeśli nadal będziemy tkwić w tej niemocy podyktowanej poprawnością polityczną, to wszyscy świadkowie odejdą, a zwycięży narracja ukraińska. Możemy mieć zatem przekaz taki, że OUN-UPA to była wspaniała partyzantka, której należy stawiać pomniki.

Jak zatem środowiska kresowe oceniają politykę historyczną obecnego rządu, zwłaszcza w odniesieniu do Ukrainy?

– Politykę historyczną rządu Prawa i Sprawiedliwości należy podzielić na dwie części. Można powiedzieć, że rząd premier Beaty Szydło prowadzi racjonalną, mądrą politykę w odniesieniu do Niemiec czy do Rosji. Weźmy chociażby akcję promującą prawdę i odkłamującą historię, i przeciwstawiającą się nazywaniu polskimi obozów koncentracyjnych, które, jak wiemy, były niemieckie. Również polityka w odniesieniu do Rosji, pokazująca prawdę o zbrodni katyńskiej czy odnośnie do agresji sowieckiej na Polskę z 17 września 1939 r., jest bardzo mądra i zdecydowana. Natomiast jeśli chodzi o kwestie związane z Ukrainą, to tu polityka historyczna prowadzona przez rząd jest – nie owijając w bawełnę – bardzo zła. Niestety brakuje symetrii w relacjach polsko-ukraińskich. Ukraińcy w ewidentny sposób fałszują historię – gloryfikują ludobójców i stawiają pomniki. Ze strony polskiej niestety nie ma odpowiedzi. Mało tego, słyszymy, że Ukraina to kraj rzekomo nam przyjazny. Pierwszy raz widzę taką przyjaźń, która polega na tym, że odmawia się nam ekshumacji naszych krewnych, o co zabiegamy już od 30 lat. Nasi bliscy spoczywają w zbiorowej mogile, a 25 metrów obok jest kurhan z tryzubem i napisem „Sława i chwała Ukrainie”, gdzie dla przykładu z imienia i nazwiska są wymienione osoby – zbrodniarze, którzy spalili siedmioro dzieci z mojej rodziny. I Ukraińcom to nie przeszkadza, i wszystko jest w najlepszym porządku, ale o wiele bardziej bulwersujący jest brak reakcji ze strony polskiego rządu. Weźmy chociażby sprawę nielegalnych pomników zbrodniarzy spod znaku UPA w Polsce. Przecież skrajną bezczelnością jest domaganie się przez środowiska ukraińskie ze Związkiem Ukraińców w Polsce na czele upamiętniania zbrodniarzy, i to na terenie naszego kraju, który był ofiarą tego ludobójstwa. To skandal, że kolejne polskie rządy przez szereg minionych lat nie mogły się pozbyć tych nielegalnych upamiętnień banderowskich zbrodniarzy, np. w Hruszowicach na Podkarpaciu, i dopiero lokalne władze samorządowe przy wsparciu społecznym w końcu pozbyły się tego haniebnego upamiętnienia.

Ale, jak Pan wie, w odpowiedzi władze ukraińskie wstrzymały poszukiwania i ekshumacje Polaków ofiar zbrodni na tamtym terenie…        

– Narracja i argumentacje Ukraińców są godne politowania. Co więcej, mamy przykłady niszczenia polskich upamiętnień na Ukrainie, m.in. w Hucie Pieniackiej czy w Bykowni, których sprawcami są ewidentnie Ukraińcy. Natomiast próbuje się nam wmówić, że za tymi aktami wandalizmu stoi jakaś „trzecia siła”. Przecież Ukraińcom nikt nie narzuca, kogo oni mają uważać za bohatera, to nie Władimir Putin nakazuje ulice ukraińskich miast nazywać imionami zbrodniarzy Bandery czy Szuchewycza, ale tego wyboru dokonują w sposób suwerenny władze ukraińskie. Natomiast ze strony polskiego rządu brakuje protestów i działań potępiających, a jednocześnie działań symetrycznych.

Co Pan przez to rozumie?

– Jeśli po stronie ukraińskiej mamy ustawę gloryfikującą zbrodniarzy, to w Polsce też powinna być ustawa penalizująca promocję banderyzmu. Czyli że za próbę promocji ideologii banderowskiej grozi kara.

Wracając do programu „Studio Wschód”, to trzeba zauważyć, że cała ta sprawa rozgrywa się w przededniu Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa. Czy ta zbieżność to przypadek…?         

– Też mnie nurtuje to pytanie. Jeśli nawet założyć, że jest to przypadek, to tak czy inaczej jest to skandaliczny zbieg okoliczności. Dla nas jest to o tyle dziwne, że prezes Jacek Kurski wielokrotnie wysyłał sygnały, że tematyka ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na polskiej ludności nie jest mu obca, podobnie, że zna i podziela nasze poglądy w kwestii gloryfikacji ludobójców i ma podobny stosunek do odradzającego się nacjonalizmu na Ukrainie. Należą mu się również podziękowania za wsparcie filmu „Wołyń” – jedynego takiego filmu, który po wielu latach został niemalże wywalczony i wsparty finansowo przez dużą część środowiska kresowego. To też dziwne, że w Polsce, gdzie ponad dwieście tysięcy obywateli zginęło z rąk ukraińskich siepaczy, trzeba było walczyć o film pokazujący prawdę o zbrodni ludobójstwa. Wracając jednak do meritum – być może prezes Kurski nie ogląda wszystkich produkcji podległych mu dziennikarzy i tego programu „Studio Wschód” z 24 czerwca po prostu nie oglądał. Tak czy inaczej prezentowanie takich treści na antenie TVP, i to – jak pan redaktor słusznie zauważył – w przeddzień rocznicy ludobójstwa dokonanego na Polakach, jest niemalże prowokacją. Tak to odczytujemy.

Jakie w tej sytuacji są oczekiwania środowisk kresowych wobec TVP?

– W piśmie do prezesa TVP, pod którym podpisało się ponad 70 organizacji i stowarzyszeń kresowych, kombatanckich oraz osoby indywidualne, w tym autorytety naukowe czy moralne – ludzie, którzy pielęgnują pamięć o Kresach – domagamy się natychmiastowej dymisji Dawida Wildsteina. Uważamy tego dziennikarza za osobę skrajnie niekompetentną, prezentującą poglądy pasujące bardziej do funkcjonariusza propagandy państwa ukraińskiego niż do niezależnego dziennikarza TVP. Oczekujemy też nadania w tym samym paśmie emisyjnym przeprosin adresowanych do wszystkich Kresowian i osób, które poczuły się dotknięte tym materiałem i de facto promocją banderowskich treści na antenie TVP. Mamy nadzieję, że TVP zajmie się także sprawami, które są istotne nie dla ukraińskich banderowców, ale są ważne dla nas.

Trudno się chyba dziwić, że Ukraińcy tak Polskę traktują, skoro polskie władze milczą. Czy ta bezczynność nie jest wręcz zachętą do antypolskich działań?

– Zgadzam się z panem. Według mnie, potrzebna jest także wymiana polskich kadr dyplomatycznych na Ukrainie na takie, które rzeczywiście będą jasno stawiać sprawy Polski i Polaków i dbać o nasze narodowe interesy. Ambasador już dawno powinien zostać odwołany z pełnionej funkcji. Również nie może być tak, że Polska – jako bodajże jedyny kraj – nie wyciąga żadnych konsekwencji wobec Ukraińców ze zbrojnych ataków na nasze placówki dyplomatyczne w tym kraju. Za to przyjmowane są na wiarę wspomniane już wcześniej przeze mnie tezy o rzekomej „trzeciej sile”. Podobnie ataki i bezczeszczenie polskich upamiętnień – jak to miało miejsce niedawno w Hucie Pieniackiej – były notowane już dużo wcześniej, a tolerowanie tego typu zachowań tylko rozzuchwala Ukraińców i zachęca do jeszcze większej agresji wobec Polski. Zwróciłbym też uwagę, że żadne śledztwo prowadzone w takich przypadkach wszczęte przez stronę ukraińską nie doprowadziło do zidentyfikowania i ukarania sprawców. Zastanawiające jest też, dlaczego polskie MSZ przyjmuje bezrefleksyjnie wszystkie wszystkie tezy stawiane przez Ukraińców. Naprawdę trudno mi to zrozumieć.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl