logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Polska polityka wobec Ukrainy zbankrutowała

Czwartek, 13 lipca 2017 (14:26)

Z Markiem Kulpą, przewodniczącym Społecznego Komitetu Usuwania Banderowskich Upamiętnień w Polsce, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na ulicach podkarpackich miast, na mobilnej platformie można zobaczyć specjalne bannery informujące o ludobójstwie na Wołyniu. Jaki jest cel tej akcji?

– Akcją Społecznego Komitetu Usuwania Banderowskich Upamiętnień w Polsce pn. „Stop gloryfikacji UPA w Polsce” chcemy przypomnieć społeczeństwu o ludobójstwie, jakiego dokonali ukraińscy nacjonaliści na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w 1943 r. Z jednej strony akcja ma walor edukacyjny, ale z drugiej jest sprzeciwem wobec gloryfikacji zbrodniczej formacji OUN-UPA, co próbują przeforsować środowiska ukraińskie. Tym samym chcemy zapobiec legalizacji przez instytucje państwa polskiego niektórych upamiętnień na Podkarpaciu, ale także w innych regionach Polski. Tak jak zapowiadaliśmy wcześniej, wszelkie próby przemycenia do przestrzeni publicznej antypolskich zachowań spotkają się ze społecznym sprzeciwem. Tą akcją niejako wyprzedzamy ewentualne działania przyzwalające na gloryfikację banderyzmu, pokazując, że jesteśmy gotowi na społeczny protest.

Istnieją ku temu jakieś realne przesłanki?

– Rozmowy przedstawicieli naszego IPN z ukraińskim odpowiednikiem, który prowadzi antypolską politykę historyczną – rozmowy zmierzające do upamiętnienia polskich ofiar, których mogiły znajdują się na terenie dzisiejszej Ukrainy, a także wyrażenia zgody na prowadzenie przez polską stronę prac poszukiwawczych, zakończyły się fiaskiem. Strona ukraińska po tym, jak został usunięty nielegalny pomnik ku czci OUN-UPA w Hruszowicach, odrzuca polskie prośby, domagając się jego przywrócenia. Docierają też do nas sygnały o możliwych próbach zalegalizowania ukraińskich upamiętnień na Podkarpaciu. Ale na to nie pozwolimy.

Czy akcją „Stop gloryfikacji UPA w Polsce” zostanie objęte tylko Podkarpacie?

– Wiem, że sympatycy Społecznego Komitetu Usuwania Banderowskich Upamiętnień w Polsce, m.in. w Gdańsku czy w Krakowie, są gotowi zorganizować podobną akcję. Więc jeśli ktoś będzie sobie życzył przejąć przyczepę z billboardami czy same bannery to chętnie udostępnimy, dzieląc się swoimi doświadczeniami. Jest pomysł, aby billboardy umieścić w ruchliwych punktach miast czy przy drogach. To ciekawa propozycja, ale nie stać nas na sfinansowanie takiej akcji. Jesteśmy jednak gotowi udostępnić projekt graficzny wszystkim, którzy w słusznej sprawie zechcą go wykorzystać.   

Co przedstawiają billboardy?

– Na pierwszym umieściliśmy podobiznę Stepana Bandery w czerwono-czarnej symbolice OUN-UPA oraz napis w trzech językach: polskim, ukraińskim i angielskim „Wołyń 1943” oraz „Ludobójstwo na Polakach dokonane przez OUN-UPA”. Natomiast drugi banner za pomocą znaków graficznych informuje o sprzeciwie wobec gloryfikacji banderyzmu w Polsce. Jest zatem napis z nazwą akcji „Stop gloryfikacji UPA w Polsce”, nazwa naszego komitetu oraz informacja, gdzie można znaleźć więcej informacji na ten temat. Dzisiaj samochód z naczepą i billboardami przemieszcza się na terenie powiatu przemyskiego w okolicach Medyki, a w najbliższych dniach trafi najprawdopodobniej do powiatu jarosławskiego.

Społeczny Komitet Usuwania Banderowskich Upamiętnień w Polsce tworzą osoby, które w kwietniu rozebrały nielegalne upamiętnienie OUN-UPA w Hruszowicach. Kiedy pojawił się pomysł rozbiórki?

– Sprawą zacząłem się zajmować już w sierpniu 2014 r. Istniejący tam nielegalny pomnik z inskrypcją „Bohaterom UPA walczącym o wolną Ukrainę” był oblewany farbą, pojawiały się także wulgarne napisy. Atmosfera, jaka się pojawiła wokół tej sprawy, uderzała w nas, Polaków, pojawiły się także nieuprawione hasła o agenturze Moskwy, że niszcząc pomniki, godzi się w Ukrainę. Zabolało mnie, że te oskarżenia nie spotykają się z odzewem, zacząłem się też zastanawiać nad historią tego upamiętnienia, m.in. dlaczego w ogóle wciąż się znajduje w przestrzeni publicznej, skoro powinien być usunięty. W efekcie zniknęłaby przyczyna oskarżeń, a jednocześnie strona ukraińska straciłaby argument, aby atakować nas, Polaków. Zwróciłem się do wójta gminy Stubno, na terenie której znajdował się cmentarz komunalny w Hruszowicach i upamiętnienie zbrodniarzy OUN-UPA, celem ustalenia jego statusu. Okazało się, że powstał on nielegalnie, że nie jest to pomnik nagrobny, bo na cmentarzu nie są pochowani członkowie UPA, a wspomniany wcześniej napis „Bohaterom UPA walczącym o wolną Ukrainę” jest sprzeczny z prawdą historyczną. Sprawdziłem też, jak wygląda sytuacja prawna tego typu nielegalnych obiektów w Polsce, w czym pomógł mi adwokat z Warszawy. Na przestrzeni dwóch lat zgromadziłem też odpowiednią dokumentację, która wskazywała jasno, że istnienie obiektu w Hruszowicach nie ma podstaw prawnych. Uznałem, że taki stan nie może trwać dłużej i w lipcu 2016 r. wraz z Kołem Przemyskim Ruchu Narodowego oraz w imieniu Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich złożyliśmy wniosek o usunięcie tego pomnika z polskiej przestrzeni publicznej. Po spełnieniu wszystkich wymogów prawnych oraz po uprzednim poinformowaniu wszystkich uprawnionych instytucji łącznie z nadzorem budowlanym – choć w tym przypadku nie było to konieczne – 26 kwietnia tego roku rozebraliśmy to upamiętnienie.       

Skoro są to nielegalne upamiętnienia, to czy tego typu obiekty muszą być usuwane przez organizacje społeczne?

– Zwróciliśmy się w tej sprawie do wójta gminy Stubno, który od początku był przychylny naszej inicjatywie, z propozycją pomocy przy usunięciu tego obiektu w Hruszowicach. Wyszliśmy z założenia, że skoro w innych przypadkach, np. przy budowie chodnika itd., można podejmować prace społeczne, to niby dlaczego nie w tym wypadku, zwłaszcza gdy chodzi o usunięcie nielegalnego obiektu gloryfikującego zbrodniarzy. Wójt Słabicki przyjął naszą argumentację, tym bardziej że koszt usunięcia pomnika przez firmę sięgnąłby – w najtańszym wariancie – ok. 20 tysięcy złotych.

Skoro akcja zakończyła się sukcesem, to można oczekiwać, że będą kolejne?

– Oczywiście, że będą, choć może nie będą już tak spektakularne jak w przypadku Hruszowic, gdzie chcieliśmy zasygnalizować problem, aby przekonać wójtów czy innych właścicieli gruntów, że można to zrobić. Pozostałe upamiętnienia zbrodniarzy z OUN-UPA na Podkarpaciu nie są już tak okazałe, a więc koszty ich demontażu nie będą już tak wysokie, stąd poszczególne gminy – właściciele gruntów, na których są posadowione – mogą to robić we własnym zakresie. Oczywiście jeśli status prawny na to pozwala. Tak czy inaczej jako studenci czy zaangażowani zawodowo, mając też swoje rodziny, nie musimy się angażować jako komitet, bo nie chcemy mieć monopolu, ale jeśli ktoś się do nas zwróci, to chętnie pomożemy. Liczymy też na wrażliwość właścicieli gruntów, gdzie są pomniki, sami się zreflektują i skończą z polityczną poprawnością i pozbędą się tego, co nie ma prawa stać na polskiej ziemi. Wysłaliśmy pięć wniosków do trzech samorządów na Podkarpaciu i 28 zapytań w ramach ustawy o dostępie do informacji publicznej, czy na terenie danej gminy są upamiętnienia UPA. Na podstawie odpowiedzi będziemy w stanie ocenić, gdzie i ile jest takich obiektów. Kolejne kroki będą zmierzały do ustalenia statusu prawnego tych obiektów – czy są legalne, czy nielegalne, kogo upamiętniają itd. Z informacji, jakie do nas docierają m.in. od społeczeństwa, wynika, że na Podkarpaciu na chwilę obecną może być ponad 60 takich upamiętnień. Jako organizacja społeczna nie mamy odpowiednich środków, aby samodzielnie podjąć się likwidacji takich reliktów. Gdyby się udało namówić wszystkich właścicieli obiektów, aby zabrać się do pracy w jednym czasie, to pozbylibyśmy się problemu bardzo szybko. Czy to się uda, pokaże czas.

Jak to możliwe, że tego typu upamiętnienia zbrodniarzy funkcjonują w Polsce od wielu lat i jakoś nikomu dotychczas, to nie przeszkadzało?         

– Dla mnie jest to sprawa niezrozumiała, że kolejne polskie władze nic z tym tematem nie zrobiły. Przecież ta bezczynność jeszcze bardziej rozzuchwaliła środowiska ukraińskie do gloryfikowania zbrodniarzy z UPA, i to w Ojczyźnie ofiar, które z zimną krwią mordowali.

Czyli chcecie wyręczać polskie państwo?

– Oczywiście zdajemy sobie z tego sprawę, że może nie tyle państwo polskie wyręczamy, co bardziej samorządy lokalne, w których gestii leży likwidacja bądź tolerowanie tego typu obiektów. Tak czy inaczej w tym momencie nie mamy innego wyjścia, skoro nie zrobiono tego wcześniej, to teraz przyszedł najwyższy czas, aby naprawić ten błąd zaniechania, bo nie chcę powiedzieć, że świadomego przemilczania. Tak jak wspomniałem wcześniej, chętnie pomożemy, jeśli bowiem za wójtem będzie stać grupa społeczna dobrze zorganizowana, to nikt się nie odważy zastopować takiej czy innej akcji, w dodatku przeprowadzonej zgodnie z prawem. Tak było w Hruszowicach, gdzie stanęliśmy za wójtem, popierając go w tym dążeniu.

Efektem tych działań jest reakcja po stronie ukraińskiej, gdzie władze blokują poszukiwania szczątków Polaków – ofiar zbrodni OUN-UPA, a wznowienie prac uzależniają od odbudowy i legalizacji banderowskich upamiętnień w Polsce. Czy nie jest to poniekąd efekt wcześniejszych ustępstw polskich władz?

– Dokładnie tak. To jest efekt wieloletnich zaniedbań. Skoro obiektem sporu i nieporozumień jest nic niewarty pomnik w Hruszowicach, to jest nic innego jak bankructwo polityki wobec Ukrainy prowadzonej przez polską dyplomację na przestrzeni ostatnich 20 lat. Polsko-ukraińskie relacje  wbrew temu, co się mówi, są bardzo złe. Nie można budować wzajemnych relacji na ciągłych ustępstwach. Konieczna jest głęboka refleksja i weryfikacja polityki z Ukrainą. Nie możemy być rzecznikiem Ukrainy na Zachodzie, czym narażamy się Rosji, a w zamian obserwujemy wzrost antypolskich nastrojów, roszczenia terytorialne do polskich ziem i odradzający się kult Bandery. Rozbiórka pomnika w Hruszowicach obnażyła to wszystko. Potrzebna jest normalizacja relacji – pamięć o ofiarach, ale stanowcze NIE! wobec gloryfikacji zbrodniarzy z OUN-UPA.

Temu miała służyć inicjatywa związana z poświęceniem krzyża dedykowanego „sprawiedliwym Ukraińcom” na miejscu nielegalnego pomnika w Hruszowicach?  

– Uroczystość odbyła się 7 lipca. Poprzez ustawienie krzyża chcieliśmy oddać hołd tym spośród Ukraińców, którzy z narażeniem własnego życia ratowali Polaków – często swoich sąsiadów – przez siepaczami Bandery. I jak sądzę, właśnie na tym polu należałoby poszukiwać porozumienia, ale podstawą musi prawda, choć bolesna, ale prawda ponad wszystko. Podkreślę: relacje ze stroną ukraińską można budować tylko na prawdzie. Pozostałe rozwiązania będą tylko fałszowaniem historii i utwardzaniem antypolskich nastrojów odradzającego się na Ukrainie źle pojętego nacjonalizmu.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl