O efektach ekshumacji Maria Karweta poinformowała na konferencji prasowej, która miała miejsce w Klubie Marynarki Wojennej „Riwiera” w Gdyni. Żona dowódcy MW wyjaśniała, że ekshumacja miała miejsce 26 czerwca br., a trumna ze szczątkami została przetransportowana do Instytutu Medycyny Sądowej, gdzie przeprowadzono badania.
Karweta poinformowała, że była przy otwarciu trumny. – Zobaczyłam mundur mojego męża, mundur admiralski, pod mundurem bielizna, nie jego, mała, w znacznie mniejszym rozmiarze, zielona […], sądzę, że należała do jakiegoś przedstawiciela wojsk lądowych […]. Pod bielizną – worki. Jeden to worek taki, w jakich zwykle są transportowane ciała ofiar katastrof, morderstw […]. Obok – dwa worki duże, ciemne, na śmieci i reklamówka żółta, przejrzysta. Tak pochowano mojego męża – powiedziała Karweta.
Wyjaśniła, że badania rozpoczęły się od tomografii komputerowej. – Już tam zobaczyliśmy dodatkową kończynę górną – prawa ręka należała do kogoś zdecydowanie niższego i szczuplejszego niż mój mąż – wyjaśniła, dodając, że w trumnie znajdowała się też dodatkowa żuchwa.
Poinformowała, że 4 sierpnia otrzymała wyniki badań genetycznych. – W workach na śmieci, w trumnie mojego męża były szczątki ośmiu osób, w tym mojego męża, oraz dwa nierozpoznane, których nie dało się zidentyfikować – powiedziała.
– Siedem szczątków mojego męża znaleziono w czterech innych trumnach. Boję się podjąć decyzji o kolejnym pogrzebie. Boję się, bo sekcje się nie zakończyły, a dla mnie każdy pogrzeb, każdy jego pogrzeb jest ogromnym dramatem – mówiła Karweta, dodając, że „ma nadzieję, iż po tym wszystkim w końcu z godnością pochowa swojego męża.
– Mam ogromny żal do rządu, który nie zadbał o bezpieczeństwo człowieka, który dbał także o jego bezpieczeństwo – dodała Karweta.
W chwili śmierci 10 kwietnia 2010 r. Andrzej Karweta miał 52 lata. Został pochowany w położonym pod Gdańskiem Baninie, gdzie admirał – od 2007 r. dowódca Marynarki Wojennej, mieszkał przed śmiercią.

