logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Unia na ostrym wirażu

Piątek, 25 sierpnia 2017 (05:00)

Z Jadwigą Wiśniewską, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Poprzez akcję „Solidarni z Europą” zachęcamy do pisania do wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa. Apelujemy do niego, aby zamiast atakować Polskę, zatroszczył się o przestrzeganie praw człowieka i narodów w Unii Europejskiej. Jak ocenia Pani ten pomysł?

– Inicjatywa pod hasłem „Solidarni z Europą” jest bardzo dobra i cenna. Pragnę wyrazić wdzięczność „Naszemu Dziennikowi”, że podejmuje akcję mającą na celu otworzenie oczu Fransowi Timmermansowi. Trzeba jednak zadać pytanie, czy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej jest w ogóle skłonny te oczy otworzyć. Przypomnę, że w KE zasiada przedstawiciel Polski Elżbieta Bieńkowska, unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego, przemysłu, przedsiębiorczości oraz małych i średnich przedsiębiorstw, która powinna tonować nastawienie wrogie Polsce, wyjaśniać sytuację, ale niestety tego nie robi. Biorąc pod uwagę poziom emocji Fransa Timmermansa, można wnioskować, że przemawia do niego targowicki obraz kreowany przez nieprzychylne naszej Ojczyźnie środowiska. W tej sytuacji każda akcja pokazująca fakty, mówiąca o tym, że Polska jest krajem demokratycznym, w którym prawa i wolności obywatelskie są cenione i szanowane, ma głęboki sens. Totalna targowica, atakując Polskę, niszczy jej dobre imię poza granicami naszego kraju. Tym bardziej nie bądźmy obojętni wobec tego typu ataków, nie dajmy się zakrzyczeć współczesnym targowiczanom, podejmujmy działania polegające również na tym, aby otwierać oczy przedstawicielom KE.

Jak polscy europosłowie na miejscu, w Brukseli starają się pokazywać prawdziwy obraz Polski?

– Jako posłowie Prawa i Sprawiedliwości wchodzący w skład frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów przy każdej okazji staramy się pokazywać pełny, rzeczywisty a nie zafałszowany obraz Polski na forum Parlamentu Europejskiego. Jednak w sytuacji, kiedy ataki na Polskę coraz bardziej przybierają na sile wszystkie ręce muszą się znaleźć na pokładzie. Za każdą wysłaną kartkę do Fransa Timmermansa, każdej osobie, która się tego trudu podejmie, należą się podziękowania. Dać świadectwo prawdzie, to nasz wspólny, zbiorowy obowiązek.

Timmermans zagroził Polsce wszczęciem procedury przewidzianej w art. 7 Traktatu o UE, a co za tym idzie m.in. sankcjami finansowymi za „łamanie praworządności”. To jego odpowiedź na reformę sądownictwa, którą chce przeprowadzić rząd Beaty Szydło. Unijny urzędnik ma prawo działać przeciwko krajowi członkowskiemu?

– Odpowiedź jest krótka i zdecydowana – nie ma takiego prawa. Te działania to kolejny dowód na to, że KE przekracza swoje kompetencje i de facto łamie przepisy unijne uzurpując sobie prawo do ingerowania w obszary, do których nie ma uprawnień. Polska jako państwo członkowskie ma prawo kształtować ustrój swojego sądownictwa, jeśli wymaga tego sytuacja. Dziwne, że wiceprzewodniczący Timmermans nie reagował, kiedy tysiące Polaków w Warszawie – w majestacie prawa – było pozbawianych swoich mieszkań i wyrzucanych na bruk, kiedy mafia reprywatyzacyjna działała „pod nosem” warszawskiego Ratusza i nikt nie zatrzymał tego przestępczego procederu. Natomiast teraz, kiedy podejmujemy działania, aby sądownictwo i wymiar sprawiedliwości wkroczyło – wreszcie – na właściwe tory, to robi się wielki szum, który ma zastopować dobrą zmianę także w tym obszarze.

Przez 10 lat, kiedy sprawowałam mandat posła na Sejm RP, sama prowadziłam biuro bezpłatnych porad prawnych. Przyjęłam ponad 10 tys. obywateli. Potrzebowali pomocy, bo państwo im tego nie gwarantowało. To jest jeden z wielu dowodów na to, jak bardzo potrzebna jest reforma sądownictwa. Nie może być dłużej tak, że sąd jest opresyjny i silny wobec słabych, a słaby wobec silnych. My chcemy sądów sprawiedliwych. Oczywiście jest cała rzesza uczciwych, rzetelnych prawników, ale patologie, które występowały i wciąż jeszcze – niestety – występują, wymagają wykorzenienia i naprawy.

Czy partnerem do rozmów dla najważniejszych urzędników Komisji Europejskiej nie powinien być polski rząd, a nie „totalna opozycja”?

-

– Unia Europejska w dużej mierze jest zdominowana przez środowiska lewackie czy lewicowo-liberalne. Główni przedstawiciele Polski w strukturach unijnych to Donald Tusk i Elżbieta Bieńkowska i to nie kto inny jak oni suflują przywódcom europejskim wypaczony obraz naszego kraju.

Polska z przywiązaniem do tradycji, wartości, wiary chrześcijańskiej nie podoba się elitom europejskim, bo nie pasuje do ich liberalnej i multikulturowej wizji Europy. Polacy dają świadectwo wiary, przywiązania do wartości i korzeni, z których wyrastamy, natomiast w Brukseli dominuje polityka odcinania się od korzeni, od wartości chrześcijańskich. Polska katolicka jest nie w smak „postępowym” kreatorom rzeczywistości europejskiej. W zachodniej Europie wmawia się ludziom, że płeć ma podłoże społeczno-kulturowe, a nie jest biologicznym faktem. To nie tylko walka z naturą, ale także z nauką. I ten lewicowo-liberalny nurt, który dzisiaj – niestety – dominuje w strukturach unijnych, powoduje, że przedstawiciele tzw. totalnej opozycji w Polsce i reprezentanci tego nurtu w Parlamencie Europejskim kreują negatywny, nieprawdziwy obraz Polski. W PE każde państwo członkowskie ma przedstawicieli partii, których reprezentanci uzyskali mandat europosła i są to – tak jak w przypadku Polski – przedstawiciele partii, które stoją w kontrze do siebie. Prawda jest taka, że nikt tak nie atakuje swojej ojczyzny i nie przenosi sporu wewnętrznego na forum PE, jak czynią to europarlamentarzyści z Platformy i z PSL. Mówiąc wprost: nie mają wstydu. To, co wyczyniają, to hańba, jest mi za nich zwyczajnie wstyd. To się po prostu nie mieści w głowie, że polscy posłowie są w stanie źle mówić o Rzeczypospolitej Polskiej na salonach brukselskich, co więcej – kłamią. Wstydu nie mają, o honorze nie wspomnę.   

Coraz częściej twarz Timmermansa, Junckera, ale także Tuska kojarzą się z upadkiem UE. Czy Europa nie widzi, że ci politycy prowadzą ją ku samozagładzie?

– Dzisiaj UE jest już nie tyle na zakręcie, ile na ostrym wirażu. Kryzys migracyjny i związany z tym brak bezpieczeństwa obnażyły miałkość unijnego przywództwa. Donald Tusk jest takim liderem UE, jakim był premierem polskiego rządu. Nie jest to polityk, który ma wizję umacniania UE, który podejmowałby konkretne działania, który troszczyłby się o zapewnienie obywatelom Europy bezpieczeństwa. Donald Tusk jest niemy, nie przedstawia stanowisk w kluczowych sprawach, nie kreuje przyszłości Europy, co więcej – jako szef Rady Europejskiej wtrąca się w wewnętrzne sprawy Polski. Zamiast zachować neutralność, podsyca konflikt polityczny toczący się w Polsce. Konkludując, jest odtwórcą roli, którą powierzyła mu kanclerz Angela Merkel. Występuje w roli, która jest wygodna dla Niemiec, ale nie w interesie Polski. Tusk spełnia oczekiwania kanclerz Niemiec i przywódców państw zachodniej Europy. Nie zabiega o polskie sprawy i daje fałszywe świadectwo, jeśli chodzi o wewnętrzną sytuację polityczną. To samo można powiedzieć o komisarz Elżbiecie Bieńkowskiej, jest to wielka stracona dla Polski szansa. Dziś, gdy w Unii ludzie giną w coraz częstszych zamachach terrorystycznych, przywódcy unijni udają, że wszystko jest w porządku. Kolejny raz przedłużono stan wyjątkowy we Francji, a przywódcy europejscy w obliczu zamachów terrorystów islamskich na cywilizację chrześcijańską zachowują się jak dzieci w piaskownicy.

Pani zdaniem jest to brak kompetencji czy może świadome działanie?

– W mojej ocenie, jest to celowe działanie. Zamysł jest taki: przymykać oczy i w imię poprawności politycznej udawać, że nic się nie dzieje. A w tym czasie w Europie szerzy się islam, z rąk terrorystów giną niewinni ludzie. Wszystko po to, żeby wykorzenić chrześcijaństwo, odciąć UE od jej chrześcijańskiego dziedzictwa. Warto przypomnieć, że ojcowie założyciele UE, którzy dziś są kandydatami na ołtarze, ufundowali Unię opartą na chrześcijańskich wartościach. Dziś na naszych oczach ten projekt jest niszczony m.in. przez takich polityków jak Jean-Claude Juncker, Frans Timmermans czy Donald Tusk.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl