logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Musimy bronić chrześcijańskich korzeni

Poniedziałek, 28 sierpnia 2017 (09:16)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II i w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Unijny komisarz ds. migracji, spraw wewnętrznych i obywatelstwa Dimitris Awramopoulos uważa, że państwa Unii Europejskiej muszą okazywać szacunek imigrantom i zrozumieć ich kulturę, i słowa te padają, kiedy islamscy terroryści sieją strach w Europie. Jak to rozumieć?

– Komisarz Awramopoulos, formułując takie tezy, zapomina o drugiej stronie medalu, mianowicie, że ci przybysze z zewnątrz powinni przede wszystkim uszanować kulturę kraju, do którego przybywają. Jest to fundamentalna sprawa, jeśli bierzemy pod uwagę układanie wzajemnych relacji międzyludzkich. Ponadto stanowisko unijnego komisarza jest wyrażone w kontekście ideologii multikulturalizmu, która jest obecnie wszech obowiązująca w Unii Europejskiej. Mówi ona, że współczesnej Europy nie da się dziś utrzymać w tradycyjnej kulturze chrześcijańskiej czy łacińskiej, bo dzisiaj jest czas mieszania różnych kultur, różnych cywilizacji. Podłożem czy też elementem spajającym ma być tutaj relatywizm, czyli pewna względność praw w zakresie poznawczym i etycznym. W ocenie nowej lewicy, która zdominowała europejską politykę, tym, co staje na drodze stworzenia w Europie tego różnokolorowego i „idealnego” świata, jest stara, opresyjna kultura Zachodu. Idąc tokiem tego rozumowania, wszystko nowe, co się pojawia, jest lepsze, a idealnie będzie, jeśli nastąpi wymieszanie kultur, idei. Rzeczywistość niestety skrzeczy, bo ta mieszanina, która miała być oznaką postępu, rodzi poważne problemy. W stolicach wielu krajów europejskich co chwila dochodzi do zamachów terrorystycznych, a mimo to ta ideologia lansowana przez lewicę wciąż bierze górę nad zdrowym rozsądkiem.

W ogóle jest możliwy kompromis między islamistami a chrześcijanami, skoro imamowie coraz częściej nawołują do dżihadu?

– Islam w fundamentalistycznym wydaniu nie tyle chce żyć swoją własną kulturą czy religią, ale, co więcej, nie akceptuje niczego, co jest odmienne. Wyznawcy islamu, którzy na zaproszenie kanclerz Angeli Merkel i innych przywódców unijnych pojawiają się w Europie, mają opętańczą wizję zniszczenia świata i cywilizacji zachodniej. Porozumienie z tymi radykalnymi grupami jest niemożliwe. Oczywiście można powiedzieć, że większość ludności muzułmańskiej nie ma takich zbrodniczych celów, i to jest prawda, ale problemem jest to, że póki co nie wypracowano dobrej propozycji ze strony liberalnej lewicy, jak zasymilować tych przybyszów. Ateistyczna kultura ich raczej odpycha niż przyciąga, w związku z czym zaczęli się izolować, tworząc własne dzielnice, getta, co stworzyło idealną bazę dla funkcjonowania i dochodzenia do głosu radykałów, co z kolei przejawia się różnymi zamachami.

Dlaczego unijnym elitom tak trudno przyznać się, że ta utopijna polityka multi kulti, a co za tym idzie – polityka migracyjna poniosła fiasko, co więcej, zwiększają presję na Polskę, domagając się od nas ustępstw i przyjęcia migrantów?

– To jest nic innego jak atakowanie przez „postępowe” unijne elity swoich własnych wyrzutów sumienia. Kraje takie jak Polska, które nie wpisały się w kontekst tej – prowadzonej od lat – polityki otwartości, które nie przyjęły czy nie podporządkowały się ideologii multikulturalizmu, są traktowane jak wróg. Z drugiej strony te kraje na czele z Polską, które chcą i mają własne zdanie, zdają sobie sprawę, że tylko taka polityka, którą starają się realizować ich rządy, zapewnia, otwiera przed mieszkańcami ogromną przestrzeń bezpieczeństwa. Natomiast przywódcy zachodnioeuropejscy i elity unijne, walcząc z nami, de facto walczą z własnymi wyrzutami sumienia. I tu należy szukać przyczyn tej agresji i ataków na nasz kraj.  

W Europie Zachodniej coraz więcej partii politycznych staje się zakładnikami islamskiego elektoratu. Czy ta polityczna chęć dominacji, ambicje i potrzeba bycia w polityce góruje nad zdrowym rozsądkiem?

– Kiedy na te ambicje nakłada się ideologia i ślepa wiara w utopijne pomysły, to bardzo łatwo jest doprowadzić do takich właśnie paranoicznych sytuacji, które są efektem krótkowzrocznego myślenia, realizacji partykularnych partyjnych interesów na krótkim dystansie. Imigranci – jeśli w ogóle – popierają którąś z partii politycznych, to zwykle są to ugrupowania lewicowe, które stwarzają przestrzenie do rozwoju tych imigranckich grup. Natomiast – i trzeba to podkreślić – niestety brakuje myślenia długofalowego czy refleksji wśród polityków co do skuteczności prowadzonej przez nich polityki, czy dała ona jakiekolwiek pozytywne efekty, czy jednak zakończyła się fiaskiem. Odpowiedź jest jasna. To zaś pokazuje, że wśród europejskich elit politycznych brak umiejętności czytania znaków czasu, które się składają na naszą rzeczywistość. Dominuje krótkowzroczność połączona z utopijnym myśleniem.

Islamscy terroryści grożą atakami na Watykan i na Papieża...

– Istnieje nieustanna walka dobra ze złem. Fundamentaliści islamscy nienawidzą świata Zachodu nie dlatego, że doznali z jego strony jakiejś konkretnej krzywdy, ale nienawidzą Zachodu z powodów zasadniczych. Mianowicie z powodu głębokiego przekonania, że islam, prawo szariatu powinno zapanować w całej Europie. Natomiast przyczyną nie jest to – jak niektórzy twierdzą – reakcja będąca skutkiem epoki kolonialnej, ale te powody są znacznie głębsze. W tamtej przestrzeni zawsze istniały radykalne trendy, które owocowały różnymi konfliktami czy wojnami. Oczywiście dzisiaj mamy ściśle określoną grupę fundamentalistów islamskich, której celem nie jest rewanż za krzywdy doznane na przestrzeni wieków, ale wśród nich panuje przekonanie, że świat zachodni – zarówno dawny, jak i obecny – jest nie do zaakceptowania, dlatego należy go zniszczyć.

Mamy zatem wojnę cywilizacyjną, wojnę z chrześcijaństwem i kulturą Zachodu…?

– Owszem, mamy wojnę – póki co w wydaniu kulturowym. Mamy wojnę, która coraz częściej przejawia się w fanatycznych, zbrodniczych aktach terrorystycznych, które przybierają nowe, trudne do zidentyfikowania i przeciwstawienia się formy. Z całą pewnością po stronie ISIS czy szerzej wojującego islamu jest jakiś mózg, jest plan, który towarzyszy tym działaniom. Pytanie, które należy zadać brzmi: jak daleko są oni w stanie się jeszcze posunąć w tej eskalacji zbrodni?

Patrząc na dotychczasowe działania, to tych granic chyba nie ma…

– To wynika z celu, jaki sobie stawiają ci terroryści islamscy. Dla nich tym celem ostatecznie jest zniszczenie cywilizacji zachodniej. I będą robić wszystko, żeby ten cel osiągnąć. My z kolei nie możemy im na to pozwolić. Proszę zwrócić uwagę, że zamachowcy za cel swoich ataków nie wybierają przedstawicieli władz, polityków, ale mordują przypadkowych ludzi. To powoduje, że elity władzy – w przeciwieństwie do społeczeństw wielu zachodnich państw – czują się bezpiecznie.

Jak skutecznie się przeciwstawić tej fali nienawiści?

– Przede wszystkim potrzebne jest właściwe zdefiniowanie problemu, czego póki co na próżno szukać wśród politycznych, europejskich elit. Doskonale, mocno i czytelnie potrafił ten problem zdefiniować podczas pobytu w Warszawie prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, który wskazał, że Europa musi wrócić do korzeni chrześcijańskich, z których wyrasta cała cywilizacja zachodnia. W przeciwnym wypadku coraz częściej będziemy celem ataków terrorystycznych ze strony islamistów. Jako wzór dla Europy wskazał Polskę, która oparła się bolszewizmowi w 1920 r. czy dwóm totalitaryzmom – narodowemu socjalizmowi niemieckiemu i komunizmowi sowieckiemu w czasie II wojny światowej i po wojnie. Prezydent Trump podkreślił też, że Polska pozostała wierna tradycyjnym wartościom, gdzie Bóg i chrześcijaństwo stanowią główny czynnik kulturowy i jako taka może być wręcz błogosławieństwem dla zlaicyzowanej zachodniej Europy.

Jednak nie dla wszystkich jesteśmy tym wzorem, wprost przeciwnie – jesteśmy wyszydzani, a słowa prezydenta USA Donalda Trumpa – niewygodnego dla europejskich i unijnych elit – są lekceważone, podobnie jak on sam…

– To wynika z faktu, że Donald Trump obala absurdalną, bezrefleksyjną politykę i sposób myślenia unijnych elit. Co by nie powiedzieć, współczesną Europę toczy kryzys, gangrena w wielu obszarach, począwszy od sfery etycznej, moralnej po polityczną. Trump to doskonale diagnozuje, zwraca na to uwagę. Największym wrogiem Zachodu są unijni przywódcy, którzy znienawidzili naszą zachodnią kulturę, chrześcijańską tradycję. I jeśli ktoś staje po stronie tych tradycyjnych wartości, co więcej, artykułuje je w sposób wyraźny, wskazując winnych, to sam się staje celem ataków. Nic zatem dziwnego, że na indeksie zachodnich przywódców jako cel ataków pojawiają się polskie władze, polski rząd czy prezydent Donald Trump i wszyscy inni, którzy są gotowi bronić naszych chrześcijańskich korzeni.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 30 sierpnia 2017 (09:37)

NaszDziennik.pl