Niespodzianki nie było. Angela Merkel po raz czwarty z rzędu sprawować będzie urząd kanclerza Niemiec, ale wynik jej partii jest niższy od oczekiwań…
– Wbrew pozorom jest to jednak spory cios nie tylko dla Angeli Merkel, ale dla niemieckiej warstwy politycznej, która zasadniczo do tej pory tę scenę polityczną porządkowała. Do tej pory wszystko mieściło się w paradygmacie CDU/CSU – SPD. W głównych aspektach rządzenia te ugrupowania zbliżyły się do siebie na tyle, że można powiedzieć, iż są bliźniaczymi partiami. I mimo że jedną definiuje się jako centroprawicową, a drugą jako centrolewicową, nie przeszkadzało im to przez długi czas tworzyć koalicję. W związku z czym, kiedy na politycznym rynku pojawia się AfD, czyli Alternatywa dla Niemiec, a więc partia w klasycznym znaczeniu antyestablishmentowa, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę politykę migracyjną Niemiec, powoduje to pewne zamieszanie. Pamiętajmy, że kiedy w 2015 r. kanclerz Merkel podejmowała decyzję o otwarciu granic dla imigrantów, to zasadniczo na tej scenie politycznej sporu nie było, natomiast spotęgowało to wśród niemieckiego społeczeństwa wzrost poczucia zagrożenia, braku bezpieczeństwa, a co za tym idzie – całkiem spora część wyborców CDU przeszła do AfD. I to może formułować scenę polityczną w Niemczech inaczej niż dotychczas. Chodzi o to, że już nie tak łatwo będzie Angeli Merkel podejmować decyzje adekwatne dla ideologii multikulturalizmu, bo każdy kolejny taki krok będzie wzmacniał AfD. Ugrupowanie to z całą pewnością wykorzysta każdą nadarzającą się okazję, aby na forum Bundestagu, z silnym przełożeniem medialnym uderzać w taką politykę. To z kolei musi się przełożyć również na perspektywę ogólnoeuropejską. Ale do tego doprowadziły kroki niemieckiego rządu na czele z kanclerz Merkel, które tak mocno zantagonizowały społeczeństwo.
W Bundestagu będzie teraz sześć partii, co zmusi CDU/CSU do tworzenia nowej koalicji. Jakie koalicje wchodzą w grę, bo – jak wiemy – Martin Schulz zadeklarował, że socjaldemokraci z SPD przechodzą do opozycji?
– Socjaldemokratom – jak widać – było już bardzo ciężko w tym związku z CDU/CSU. Proszę pamiętać, że jeśli ta scena polityczna była zdefiniowana tak a nie inaczej, to ten związek tzw. Wielkiej Koalicji dwóch ugrupowań, kiedy kanclerzem była Angela Merkel, dla wielu lewicowych wyborców z SPD nie był szczytem marzeń, bo ich partia jawiła się nawet jako nowa flanka CDU, co nie odpowiadało ich politycznym ambicjom. Takie partie jak Zieloni, którzy uzyskali poparcie na poziomie 8,9 proc., czy Die Linke – postkomunistyczna lewica (9,2 proc.), można powiedzieć swoje osiągnęli, natomiast SPD nie udało się odbić, a jej wynik na poziomie 20,5 proc. jest jednym z najgorszych w historii. W tej sytuacji, żeby nabrać sił, SPD musi się jakoś odróżnić od CDU i dlatego taka a nie inna deklaracja Martina Schulza. W związku z czym w tych nowych okolicznościach najbardziej prawdopodobny wydaje się układ na linii CDU/CSU – FDP – Zieloni. Tak czy inaczej Angela Merkel musi szukać koalicjantów, ale jaki ostatecznie kształt to przybierze, zobaczymy.
Tyle tylko, że nowa koalicja CDU/CSU – FDP – Zieloni nie będzie już tak sprawna, a sama Angela Merkel nie będzie już miała tak mocnego mandatu, jak to było przez ostatnie 12 lat…
– Polityka krajowa niemiecka czy w innych krajach zachodniej Europy dzieli się na lewicę i prawicę, ale np. prawica w Niemczech swym kształtem w niczym nie przypomina tej, jaką znamy z Polski, gdzie jest mocne odniesienie do tradycji chrześcijańskiej, etyki, moralności. Przypomnę tylko choćby głosowania w sprawie związków homoseksualnych za czasów rządów Angeli Merkel, co tylko pokazuje, że cała scena polityczna w Niemczech i w większości państw zachodniej Europy jest sprofilowana na lewo, a różni się tylko pewnymi odcieniami. Dzięki temu były tam możliwe różne koalicje. Natomiast jeśli teraz taka koalicja CDU/CSU – FDP – Zieloni w Niemczech powstanie, to będzie ona oczywiście słabsza co do przewagi większości parlamentarnej, będzie narażona na częstsze ataki z lewej strony, ale co gorsze dla kanclerz Merkel również z prawej. Do tej pory oprócz FDP blok CDU/CSU w zasadzie nie miał silnej alternatywy, którą teraz staje się AfD. Temat, hasła, pod którymi występuje AfD, jest nośny, co więcej – ma realne podłoże społeczne, bo – jak widzimy – konflikty się mnożą i będą jeszcze większe. Wspomnę tylko, że w Niemczech na tle fali imigranckiej wzrasta przestępczość i to również może być motor, który będzie powodował wzrost poparcia i głosy alternatywne w stosunku do rządzących partii. Proszę też pamiętać, że po wyborach w Niemczech kształt sceny politycznej może wpływać na zmianę poglądów na temat funkcjonowania samej Unii Europejskiej czy choćby waluty euro. W związku z czym to się musi odbić także na polityce Unii, bo wiemy przecież, jaki wpływ mają Niemcy na Brukselę.
Czy zatem pozycja w UE Angeli Merkel jako tej, która dyktuje warunki, będzie tak mocna jak dotychczas, czy to się zmieni?
– Pozycja Angeli Merkel będzie wciąż mocna na forum UE m.in. dlatego, że sama Unia nie istnieje jako osobny byt przede wszystkim bez Niemiec, które są główną siłą napędową. Inna sprawa, że Niemcy najbardziej zyskują na istnieniu UE, szczególnie na strefie euro, i dzięki temu, że gospodarka niemiecka jest mocno rozpędzona, Angela Merkel kolejny raz wygrywa wybory. Natomiast pewnym novum jest to, że elity europejskie chcąc nie chcąc muszą brać pod uwagę, że skoro w Niemczech, gdzie zyski ze strefy euro są tak poważne, że wszyscy tracą, a Niemcy zyskują, a mimo to w tym kraju pojawia się tak silna trzecia siła polityczna AfD, czyli Alternatywa dla Niemiec – ugrupowanie mocno eurosceptyczne i antyimigranckie, to znaczy, że dalsze podążanie tą samą ścieżką polityczną będzie niezwykle utrudnione. Co więcej, muszą mieć świadomość, że jeśli dłużej będą szli tą samą drogą, to jeszcze mocniej będą napędzać te eurosceptyczne i antyimigranckie siły. Myślę, że również Front Narodowy we Francji Marine Le Pen w tej sytuacji też będzie rósł w siłę.
Tyle tylko, że poważniejszej refleksji po stronie przywódców zachodniej Europy oraz unijnych biurokratów na razie nie widać…
– Owszem, tej refleksji nie ma, ale widzimy, czym się to kończy. Proszę zwrócić uwagę, że pierwsze reakcje nawet ze strony Angeli Merkel czy komentarze niemieckiej prasy wcale nie są entuzjastyczne mimo bądź co bądź wygranej. Wszyscy widzą, że stare partie jak SPD, ale też CDU – jakby nie było – osłabły, a przynajmniej nie są już tak silne, co pokazuje, że następują pewne przewartościowania. Mimo żółtej kartki refleksji niestety nie widać i może być tak, że te ugrupowania przekonane o swojej sile będą brnąć dalej, realizując dotychczasową politykę dotyczącą relokacji uchodźców, będą nadal wykorzystywać Komisję Europejską do wywierania nacisków na niepokorne kraje, ale to może się dla nich skończyć dramatycznie. Dla Niemiec czym innym jest – dajmy na to – mieć przeciwnika w postaci Polski, która, owszem, ma inne zdanie, którą chce się osłabić, a czym innym jest przeciwnik wewnętrzny na krajowej scenie politycznej, kiedy ma się siłę alternatywną, która atakuje i co więcej – zyskuje coraz większe poparcie społeczne. Wówczas sprawa nie wygląda już tak prosto. Nie można zatem wykluczyć wśród niemieckich sił rządowych refleksji, żeby ratować własną skórę. Inaczej mówiąc, cały ten establishment będzie musiał – przynajmniej wizerunkowo – zmienić front, aby te siły alternatywne osłabić. Zresztą Niemcy coraz częściej mówią, że to nie ich władze w sprawie imigrantów miały rację, ale Węgrzy. I takie tezy padają już coraz częściej i można nimi grać, ale problemy same nie znikną. I jeśli nawet nie będzie tych dodatkowych fal migracyjnych, które na razie nie przybierają na sile, to tak czy inaczej mleko się rozlało i z tymi poważnymi problemami nie tylko Niemcy, ale również cała Unia będzie musiała sobie poradzić. Proszę zwrócić uwagę, że zagrożenie terrorystyczne jest spotęgowane i nie widać, żeby ono słabło. W związku z czym procesy polityczne, które obserwujemy, są skutkiem bardzo realnych problemów społecznych i żadna utopia czy dziwaczna wizja nie zmieni tego stanu rzeczy.
Co po wyborach w Niemczech zmienia się, jeśli chodzi o relacje z Polską?
– Myślę, że jest szansa na poprawę tych wzajemnych relacji. Oczywiście ze strony radykalnych ugrupowań mogą się pojawić pewne zagrożenia – znamy przecież różne wypowiedzi, zwłaszcza ze strony polityków AfD, dotyczące zaszłości historycznych, co może niepokoić. Natomiast w jaki sposób będzie prowadzona UE, jak będzie prowadzona polityka unijna, wiele będzie zależeć od kanclerz Angeli Merkel i być może to, co się stało – ten wynik wyborczy – w jakimś stopniu zreflektuje przywódców CDU/CSU i samą kanclerz Niemiec, żeby nie uruchamiać procesów i polityki eurokratów przeciwko Polsce, Węgrom czy innym krajom środkowej Europy. Myślę, że ta refleksja powinna też dotyczyć zarzucenia wizji budowy „Europy dwóch prędkości” czy przyspieszonej budowy superpaństwa europejskiego, bo to wywołuje reakcje odwrotne od zamierzonych. To, co się wczoraj wydarzyło w Niemczech, jest niezależne od Polski, bo to jest skutek działań i błędów Angeli Merkel zwłaszcza w kontekście polityki migracyjnej. Ale to, co się stało, daje jednak pewną szansę na opamiętanie. Pytanie, czy politycy niemieccy, czy rząd niemiecki z tej szansy skorzystają. Otwiera się także szansa na potraktowanie Polski jako partnera, który w przeciwieństwie do przywódców niemieckich i europejskich zauważył realne zagrożenia, jakie stoją przed Europą i myśli o Europie bardziej racjonalnie niż ci, którzy stawiali sobie utopijne cele i tę utopię – wbrew woli narodów – chcieli realizować.

