logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Czas skończyć z prowizorkami

Czwartek, 12 października 2017 (22:49)

Ze Zdzisławem Szramikiem, wiceprzewodniczącym Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podczas dzisiejszej debaty w Sejmie, której przysłuchiwali się lekarze rezydenci, w roli głównej występowała tzw. totalna opozycja, ale większość z posłów zabierających głos udawała się na galerię, a niektórzy chcieli sobie nawet robić zdjęcia z lekarzami...

– Najbardziej rażące jest zakłamanie, jakie towarzyszy tym wszystkim, którzy chcą się niejako ogrzać w świetle protestujących lekarzy. Oni nie walczą tylko o swój byt, o swoją godność, ale walczą w imieniu wszystkich pracowników ochrony zdrowia oraz w imieniu społeczeństwa, w imieniu pacjentów przede wszystkim o naprawę systemu, przyspieszenie wzrostu nakładów na skrajnie niedofinansowaną ochronę zdrowia do 6,8 proc. PKB w ciągu trzech lat, skrócenie kolejek do świadczeń medycznych, a dopiero na samym końcu o podniesienie niesprawiedliwie niskich płac. Natomiast eksponowane jest tylko to, że priorytetem dla lekarzy rezydentów jest wzrost pensji do dwóch średnich krajowych, czyli 9 tysięcy złotych. To jest przekłamanie, to jest nieuczciwe i po prostu nie fair. Jeśli zaś chodzi o posłów, to cóż z tego, że głaskają rezydentów na sejmowej galerii, jak później i tak głosują przeciwko nim. Tak się dzieje nie od wczoraj, nie od roku, nie od pięciu, a od 20 lat. Najbardziej bolesne jest to, że „kocha” nas tylko aktualna opozycja, ale kiedy przejmuje władzę, to natychmiast zmienia się optyka myślenia. Tak było już wielokrotnie. 

Wczoraj pojawiła się nadzieja, protest głodowy został zawieszony, miał być przełom, tymczasem lekarze rezydenci wznowili głodówkę… Czemu zatem miało służyć spotkanie z premier?

– Nazywajmy rzeczy po imieniu, ci młodzi ludzie zostali zmanipulowani i oszukani. Premier Beata Szydło wbrew temu, co mówi w mediach, nie miała im nic do zaproponowania. Udział w komisjach czy zespole ekspertów, który miałby powstać do 15 grudnia i opracować plan reform, to nie jest żadna propozycja. My już nie chcemy rozmawiać o analizach, bo te zostały już dawno zrobione, ale chcemy konkretów.

O wspomnianej przez Pana manipulacji mówili też sami rezydenci, którzy po spotkaniu z premier Beatą Szydło zapowiedzieli, że nie pozwolą podzielić środowiska. Czy to oznacza, że takie próby były?

– Te próby trwają od 10 lat. Po to zaprojektowano kontrakty, po to lekarzy wyciągnięto z organizacji związkowej, żeby można ich było pojedynczo rozgrywać. Natomiast w tym przypadku symptomatyczne jest przede wszystkim to, że premier Szydło zażądała zaprzestania protestu przez lekarzy rezydentów, żeby następnie nic im nie zaoferować. 

Jak rozumieć wczorajsze oświadczenie ministra zdrowia, że oferta skierowana do rezydentów ma charakter unikalny…?

– Wypowiedź ministra Radziwiłła jest bezczelna, nieuczciwa i w tym aspekcie rzeczywiście unikalna. Lekarzom rezydentom nie zaproponowano niczego konkretnego, za to pojawiły się próby zwodzenia obietnicami w przyszłości. Niepokojące jest to, że nie ma nawet wizji zmian, prawdziwych zmian systemu ochrony zdrowia. Młodzi lekarze nie są już tak naiwni jak my, starzy, którzy jeszcze wierzyliśmy, że jest to tak ważny społecznie problem, że musi zostać rozwiązany. Tymczasem minęło wiele lat, mijają kolejne, słyszymy, że sytuacja budżetu państwa jest bardzo dobra, wspierane są różne obszary, a na służbę zdrowia jak nie było pieniędzy, tak nadal nie ma. Pomyślano nawet o artystach i twórcach, podwyższając im limit kosztów uzyskania przychodu, a tutaj wciąż jest impas i niemoc. Obowiązuje zasada: nie, bo nie i koniec dyskusji. Co ciekawe, nie ma żadnych rzeczowych argumentów, jest za to wola utrzymania status quo.

Jak ocenia Pan postawę tzw. opozycji totalnej? W tle protestu pojawia się bowiem Ewa Kopacz i Bartosz Arłukowicz, którzy z pianą na ustach uderzają w obecny rząd. Ale stan ochrony zdrowia w Polsce to w dużej mierze także ich zasługa?

– To są oczywiście postawy fałszywe. Przypomnę, że koalicja PO – PSL jako jedyna po 1989 r., rządząc dwie kadencje, mogła zrobić – także w ochronie zdrowia – dużo dobrego, tymczasem uczynili wiele zła. Do dzisiaj czkawką się nam odbija ustawa refundacyjna czy ustawa o prawach pacjenta, która jest skonstruowana w ten sposób, że lawinowo rośnie liczba skarg pacjentów i tak na dobrą sprawę co rusz ktoś z oddziału idzie do sądu, żeby się tłumaczyć, że nie jest wielbłądem. I jeśli ta ustawa nie zostanie zmieniona, to będzie jeszcze gorzej. Dlatego intencje wspomnianych przez pana redaktora byłych ministrów zdrowia są nieszczere. Jak mówi Ewangelia: „po czynach ich poznacie”. I my już ich poznaliśmy. Natomiast tragedią jest również to, że obecny szef resortu zdrowia, który jeszcze kilka lat temu ramię w ramię razem z nami walczył przeciwko chociażby ustawie refundacyjnej, przeciwko rozporządzeniom o receptach, przeciwko karom dla lekarzy, teraz – jako minister – po dwóch latach sprawowania urzędu tych złych przepisów nie zlikwidował. I to jest zastanawiające. Widać, że jak się jest w opozycji, to się głośno krzyczy, że jest źle, że władza jest arogancka, ale kiedy przejdzie się do ław rządowych, to punkt widzenia się zmienia. Przepraszam za ostre słowa, ale trzeba nie mieć honoru, żeby się tak zeszmacić, żeby tak radykalnie zmienić poglądy. I taka postawa jest dla mnie nie do obrony. Przecież minister Radziwiłła znam osobiście od lat i nie mogę pojąć, jak w tak krótkim czasie można zmienić zdanie i inaczej patrzeć na ten sam problem.

Powstaje pytanie, czy to tylko wina ministra zdrowia?            

– Owszem, zdaję sobie sprawę, że sam minister zdrowia niewiele może, ale ten minister Konstanty Radziwiłł jest pierwszym piastującym ten urząd, który wie, co trzeba zrobić. 

Rezydenci powrócili do głodówki, odbyło się też posiedzenie Komitetu Protestacyjnego Porozumienia Zawodów Medycznych. Czy szykuje się ogólnopolski protest?

– Myślę, że tak. Jest to – jak sądzę – tylko kwestia dopracowania szczegółów. Uczestniczyłem w tym wczorajszym spotkaniu i wszystko idzie w kierunku ogólnopolskiego protestu. Potrzebne są jeszcze decyzje na szczeblu krajowym poszczególnych organizacji. Widać, że władze nie chcą się dać przekonać, dlatego – używając terminologii medycznej – muszą być bodźce bólowe. Jak nie będzie bolało, to nic się nie zmieni. Zresztą chyba najwyższy już czas skończyć z czekaniem, które wydaje się nie mieć końca. Przez dwa lata czekaliśmy, dając rządowi szansę na poprawę sytuacji w ochronie zdrowia, ale kredyt zaufania się skończył. Wierzyliśmy, że po ośmiu latach rządów Platformy wraz z rządem Zjednoczonej Prawicy na scenie politycznej pojawiła się – wreszcie – nowa jakość. I owszem, jest nowa jakość w wielu obszarach, ale w ochronie zdrowia wszystko jest po staremu. To jest bolesne i to oburza, bo ileż można domagać się czegoś, co jest oczywiste. Reforma i zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia w Polsce to jest oczywista oczywistość. Zmiany są zatem konieczne i nie można ich odkładać w nieskończoność.

Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić…

– Przecież za granicą system ochrony zdrowia działa normalnie, tak jak wiele innych obszarów, dajmy na to budownictwo, komunikacja, handel itp. i tylko u nas w Polsce wciąż pokutuje myślenie z przeszłości, rodem z PRL-owskiego skansenu, gdzie dominują wieczne prowizorki, ustawiczne kombinowanie i dobrze znane z poprzedniej epoki gadki w stylu „wicie, rozumicie”, czekajcie, to kiedyś może będzie lepiej, bo teraz się nie da. Ja osobiście mam już tego dosyć i myślę, że młodzi lekarze, którzy wchodzą do zawodu, też. Tym bardziej że oni, którzy mają kontakt właściwie z całym cywilizowanym światem i widzą, jak tam kwestie ochrony zdrowia są regulowane, nie rozumieją, dlaczego Polska ma być innym krajem, w którym jest wszystko inaczej. Przymiotnik „polski” dołączany do poszczególnych dziedzin, w tym również do służby zdrowia, nie musi oznaczać gorszy. Czas z tym skończyć. Dlaczego szpital ma wykonywać usługę poniżej kosztów? Nie widzę żadnego powodu. Czas skończyć z prowizorkami i nie dotyczy to tylko zarobków lekarzy, które w UE są nieporównywalnie wyższe, ale dotyczy to także warunków pracy i efektywności leczenia pacjentów. Jak efektywnie leczyć pacjentów onkologicznych lekami sprzed 30 lat, kiedy na Zachodzie są nowsze i skuteczniejsze. Jak w tej sytuacji porównywać wskaźniki przeżyć w onkologii z Zachodem, gdzie stosowane leki są, owszem, droższe, ale skuteczne, a o to w leczeniu chorych chodzi. Jak długo jeszcze będziemy mieli sytuację, kiedy żeby ratować życie, ludzie będą organizować akcje zbierania funduszy na zakup leków, które mogą wyleczyć ich bliskich, bo w Polsce dany lek jest nierefundowany. Przecież zakup takiego czy innego leku powinien być w gestii NFZ. 

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 13 października 2017 (09:54)

NaszDziennik.pl