logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Posłowie nie mają odwagi stanąć w prawdzie

Piątek, 10 listopada 2017 (20:59)

Z Ewą Siemaszko, historykiem, badaczem zbrodni wołyńskiej, rozmawia Rafał Stefaniuk

Po raz kolejna nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej zakazująca propagowania banderyzmu w Polsce trafiła do sejmowej „zamrażarki”.

– To wyjątkowo smutne wydarzenie, nie tylko dla środowisk kresowych, ale dla ogółu Polaków. Bo to pokazuje, że posłowie polskiego Sejmu nie mają odwagi stanąć w prawdzie. Już nie tylko Kresowiacy są świadomi zbrodniczej  działalności ukraińskich nacjonalistów, ale też szerokie kręgi polskiego społeczeństwa uznają, że propagowanie symboli i ideologii zbrodniarzy jest rzeczą nie do przyjęcia. Kwestia ta jest nader istotna, bo w ostatnim czasie przyjechało do nas co najmniej 1,5 mln Ukraińców do pracy. Część z nich to osoby, które fascynują się OUN-UPA. Nasze władze powinny patrzeć dalekosiężnie. Duża grupa odwołująca się do UPA może stanowić dla nas poważny problem i może też wywoływać konflikty. Dlatego musimy wysłać jasny sygnał, że nie będzie pobłażliwości w stosunku do gloryfikacji ukraińskich nacjonalistów.

Ale i w Polsce słychać głosy przeciwne tej ustawie.

– Żyje u nas spora grupa tzw. polskich Ukraińców. Są to osoby, które urodziły się w Polsce po II wojnie światowej i pochodzą z rodzin przesiedlonych ze wschodniej i południowej Polski na tzw. ziemie odzyskane w ramach akcji „Wisła”. Niestety wśród nich jest wiele osób, które są zwolennikami ideologii ukraińskich nacjonalistów i, o zgrozo, pielęgnują pamięć o UPA. Z pewnością dla tej grupy osób projekt nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej może być nie do przyjęcia. Ta grupa, choć nie jest wielka, jest jednak bardzo głośna.

Podobno powodem wstrzymania prac jest planowana wizyta Andrzeja Dudy na Ukrainie. Warto zrobić kolejną pauzę dla dobra wzajemnych relacji?

– Jeżeli to prawda, to jest to chowanie głowy w piasek. Problem pozostanie i będzie nabrzmiewał. Kolejne odkładanie w czasie prac nad nowelizacją to pokazywanie słabości strony polskiej. Ukraina już i tak daje do zrozumienia, że presją chce zmusić nas do odstąpienia od upamiętniania ofiar ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, więc nasze elity państwowe nie powinny naszego sąsiada w tym utwierdzać.

Jak więc z Ukrainą powinniśmy rozmawiać?

– Kiedy siadamy do stołu z krajami Wschodu, to nasze stanowisko musi być twarde, stanowcze. Każda uległość zostanie natychmiast wychwycona i wykorzystana. Uległość oznacza słabość. A słabych się nie szanuje.    

Prezes IPN Ukrainy Wołodymyr Wiatrowycz nazwał grupy samoobrony poległe w obronie naszych rodaków przed banderowcami „czekistami”. Wobec tych częstych prowokacji jest możliwe budowanie dobrych relacji z Ukrainą?

– Mówiąc wyjątkowo łagodnie: Wołodymyra Wiatrowycza znowu poniosła fantazja. Ta wypowiedź dyskwalifikuje go jako naukowca, jest propagandystą. Kłamstwa Wiatrowycza dawno przekroczyły granicę tolerancji. Przy tej kadrze ukraińskiego IPN, mającej w dodatku poparcie polityczne  aktualnej władzy, nie widzę szans na jakąkolwiek rzeczową rozmowę o trudnych momentach naszej wspólnej historii. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl