logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Ministerstwo propagandy

Poniedziałek, 4 lutego 2013 (02:03)

Minister nauki i szkolnictwa wyższego sufluje naukowcom, jakie poglądy mają głosić.

Barbara Kudrycka próbuje ograniczyć wolność naukowców, apelując na rządowych stronach internetowych o niezarażanie studentów swoim światopoglądem. Kudrycka, jak większość jej rządowych kolegów, nie zachowuje jednak symetrii i milczeć każe tylko tym wykładowcom, którzy głoszą poglądy niezgodne z tym, co słyszymy codziennie w głównym przekazie rządowo-medialnym.

„Pierwsze skojarzenia z naruszeniem etyki w nauce to plagiat, sfabrykowane badania albo nepotyzm. Ale nie mniej ciężkim przewinieniem jest choćby próba zarażania studentów swoim światopoglądem – zwłaszcza gdy ten światopogląd wymyka się regułom uznawanej powszechnie wiedzy, dotychczasowym ustaleniom naukowym i rzetelnej metodologii. A nieraz nawet przeczy regułom zdrowego rozsądku”. Tak brzmią pierwsze słowa apelu minister Kudryckiej do świata nauki, zaprezentowanego na oficjalnej stronie resortu, którym kieruje.

Pod znamiennym tytułem „Sumienność i sumienie naukowca” Kudrycka prezentuje szereg skrajnie upolitycznionych tez. Tekst ma w gruncie rzeczy na celu zamknąć usta wszystkim naukowcom, którym leży na sercu prawda. Uznawaną powszechnie wiedzą, według minister, jest rządowa wersja na temat okoliczności katastrofy smoleńskiej zawarta w raporcie końcowym komisji Jerzego Millera. Zdrowym rozsądkiem ma – zdaniem Kudryckiej – być atakowanie o. Tadeusza Rydzyka.

Skąd takie konstatacje? Minister pisze bowiem w swoim apelu: „Od czasu do czasu w salach wykładowych zjawiają się jednak apostołowie rozmaitych prawd objawionych… Zdarzają się więc fizycy, gotowi przysiąc, że tupolew został zestrzelony rosyjską rakietą w sztucznej mgle, albo medioznawcy, twierdzący, że ojciec Rydzyk jest fundamentem demokracji w Polsce”. Te skandaliczne słowa nie padają, co znamienne, z ust jakiegoś zacietrzewionego lewicowego dziennikarza, ale ze strony wysoko postawionego urzędnika państwowego, kogoś, kto powinien stać na straży wolności w badaniach naukowych.

Tymczasem Kudrycka staje się po prostu rzecznikiem poprawności politycznej. Minister kompromituje się również, opierając się w swoich tezach na Kodeksie Etyki Pracownika Naukowego, ponieważ sama udowadnia, że nie interesuje ją żadna bezstronność. Tekst minister za bulwersujący uznaje prof. Ryszard Terlecki.

– Słowa minister Barbary Kudryckiej uważam za skandaliczne. Jest to haniebna próba narzucenia światu naukowemu konkretnej ideologii, która jest niezgodna z rzeczywistością. Po pierwsze, ustalenia rządowej komisji pod przewodnictwem ministra Jerzego Millera zostały obalone, ponieważ nie są zgodne z prawdą. Najwybitniejsi specjaliści, naukowcy współpracujący z bardzo ważnymi ośrodkami naukowymi na całym świecie, w sposób rzeczowy i merytoryczny przedstawili tezy, które stanowią kontrę dla ustaleń komisji rządowej. Minister szkolnictwa wyższego nie może absolutnie narzucać wykładowcom, jakie poglądy powinni głosić – zauważa prof. Ryszard Terlecki (PiS), historyk i wykładowca akademicki.

Jego zdaniem, takie działania jak apel minister Kudryckiej przypominają w pewnym stopniu metody PRL-owskich władz.

– Różnica jest taka, że opinia publiczna w czasach komunistycznych miała świadomość, że władza kłamie i oficjalny przekaz nie ma nic wspólnego z prawdą. Natomiast dzisiaj mamy poważny problem z wolnością mediów. Minister Kudrycka w swojej skandalicznej odezwie do naukowców atakuje również o. Tadeusza Rydzyka i niezależne media. To bulwersujące, że osoba, która powinna bronić swobody wypowiedzi i wolności w badaniach naukowych, staje się obrońcą poprawności politycznej – podkreśla prof. Ryszard Terlecki.

Według naszego rozmówcy, szokujące jest również to, że minister edukacji i szkolnictwa wyższego na oficjalnych stronach rządowych, rzekomo powołując się na Kodeks Etyki Pracownika Naukowego i wzywając do „obiektywizmu”, sama ustawia się ideologicznie po konkretnej stronie i nie ukrywa skrajnego upolitycznienia. Warto dodać, że Kudrycka sama była rektorem i wykładowcą oraz ma tytuł profesora.

– Osoba, która piastuje tak wysokie i ważne dla polskiej nauki stanowisko, narzucając poprawność polityczną wykładowcom i środowisku naukowemu, stawia siebie w niekorzystnym świetle. Zaskakujący wręcz staje się fakt, że ktoś, kto występuje z takim apelem, nosi tytuł profesora – konkluduje prof. Terlecki.

Naukowcy w obronie Pawłowicz

Tekst Kudryckiej, co również nie pozostaje bez znaczenia, ukazał się na portalu należącym do Tomasza Lisa, jednego z głównych propagandystów rządowych. Na tej stronie minister prowadzi swojego bloga. Z tym, co napisała Kudrycka, na pewno utożsamiliby się naukowcy reprezentujący środowiska skrajnie lewicowe, zwłaszcza osoby, które podpisały się pod listem, w którym żądano usunięcia prof. Krystyny Pawłowicz z uczelni, na której pracuje.

Przedstawicielom tych środowisk nie podobało się to, że poseł PiS wypowiedziała się krytycznie i mocno na temat związków partnerskich. W obronie prof. Krystyny Pawłowicz stanęło ponad 250 naukowców z całej Polski. Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wyraża stanowczy sprzeciw wobec działań godzących w podstawowe standardy demokracji.

W oświadczeniu profesorów i wykładowców czytamy m.in.: „Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu wyraża stanowczy sprzeciw wobec kolejnych działań godzących w podstawowe standardy demokracji, a także w podstawowe elementy etosu nauki”.

Jak podkreślają inicjatorzy listu w obronie prof. Krystyny Pawłowicz, którą zaatakowano za jej wypowiedzi na temat osób homoseksualnych i transseksualnych, transseksualizm nie oznacza radykalnej i dogłębnej zmiany płci, zwłaszcza na poziomie genetycznym. Dodatkowo naukowcy zaznaczyli, że – pomimo wypowiedzi instytucji międzynarodowych – homoseksualizm jest anomalią. Tym samym sprzeciwiają się atakom skierowanym w stronę prof. Krystyny Pawłowicz zawartym w liście nawołującym do wyrzucenia jej z uczelni.

„Jako społeczność akademicka wyrażamy sprzeciw wobec naruszania etosu prawdy i obiektywności, podkreślanego przez sygnatariuszy listu. Nasz głęboki niepokój budzi fakt, że treść tego listu wpisuje się w działania polityczne i naciski na władze Uczelni zatrudniającej prof. Pawłowicz. Jest to ewidentny przykład zamachu na autonomię nauki i ludzi nauki, autonomię, która obok autonomii sądów i kultury stanowi niezbywalny fundament demokracji jako syntezy zasady większości w sferze interesów obywateli i zasady prawa w sferze wartości. Stanowczo protestujemy przeciwko próbom niszczenia etosu prawdy i etosu prawa, które do złudzenia przypominają najbardziej prymitywne formy totalitaryzmu” – czytamy w liście poznańskich naukowców. Wśród sygnatariuszy znaleźli się m.in. prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak (UAM), ks. prof. Paweł Bortkiewicz (UAM) oraz prof. dr hab. Włodzimierz Bernacki (UJ).

Na pismo błyskawicznie zareagowała Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania. Śladem minister Kudryckiej swoje przemyślenia również opublikowała na portalu Tomasza Lisa. Powołując się na własny światopogląd, nazywa ona list naukowców „stekiem bzdur”, a autorów, wybitnych naukowców i pracowników akademickich redukuje do rangi „sympatyków PiS”, tak jakby to definiowało meritum problemu.

Paulina Gajkowska

Nasz Dziennik